Dziś jest 16.02.2019

Imieniny obchodzą Danuta, Julianna, Daniel, Bernard

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

„Gamardżobat Sakartwelo!” (witaj Gruzjo) czyli Joint(y) w Gruzji

Autor: pat.radek@gmail.com

Data publikacji: 21.05.2015 12:15

Liczba odwiedzin: 2389

Tagi: gruzja, join the trip, tbilisi, batumi, gori, czacza, wino, miasto w skale

Po wyprawie do Islandii - krainy magii, harmonii i piękna niczym niezmąconej przyrody - poszukiwaliśmy inspiracji na kolejną wyprawę. Po kilku interesujących pokazach podróżniczych, wielu zasłyszanych opowieściach oraz godzinach spędzonych na przeszukiwaniu artykułów - wybór padł na Gruzję, która zaciekawiła nas na tyle, by spróbować odnaleźć odpowiedzi na kilka nurtujących pytań. Czy opowieści o gruzińskiej gościnności są prawdziwe? Czy Gruzini potrafią przepić Polaków? Czy mieszkańcy darzą nas sympatią, o jakiej często się słyszy? Gdy ubiegły rok wielkimi krokami zbliżał się ku końcowi - zadzwonił do mnie Kamil mówiąc, że na Wielkanoc lecimy do Gruzji. OK.

Po krótkim wstępie czas przenieść się do dnia 5.04.2015r. na lotnisko Chopina w Warszawie, kilka minut przed północą. W międzyczasie do naszej grupy dołączyło sześciu kolejnych śmiałków, tworząc dziewięcioosobową paczkę.


DZIEŃ 0 - WARSZAWA

Wylot punktualnie o północy, samolot odrywa się od pasa startowego w kierunku krainy Kartlów. Zupełnym zaskoczeniem jest niemal stuprocentowe zapełnienie samolotu, jednak to tylko początek niespodzianek…

DZIEŃ 1 - KUTAISI/BATUMI

L

ądujemy zgodnie z oczekiwaniami, spoglądamy na zegarek - godzina 3:40… zaraz… przecież jest 5:40 - zapomnieliśmy o zmianie czasu +2h. Warto zaznaczyć, iż lotnisko w Kutaisi zaprojektowane zostało bardzo praktycznie i ze smakiem. Po szybkiej kontroli celnej udajemy do wyjścia. W tym momencie otacza nas grupa „taksówkarzy-naciągaczy”, oferujących „tani” przejazd, gdzie tylko zapragniemy. Jedyne 90 EUR i niemal natychmiast jesteśmy w Batumi. Czytając jednak wcześniej opisy wielu podróżujących wiedzieliśmy już, iż cena ta jest mocno zawyżona. Po długich negocjacjach (a raczej odganianiu) znajdujemy starszego pana, który za mniej niż połowę pierwotnej ceny zabiera nas w podróż do „Perły Morza Czarnego” – Batumi. Ponad trzy godziny spędzamy na próbach odespania lotu, słuchaniu gruzińskich hitów radiowych oraz podziwianiu mijanych miejscowości. W czasie przejazdu do miasta przyglądaliśmy się licznym budynkom, przyciągającym wzrok niecodziennym wzornictwem i wykończeniem. Jednak na każdym kroku dało się odczuć zarówno piętno mijającego czasu, jak i widoczny brak funduszy na renowację tych obiektów.

Trzecie co do wielkości miasto Gruzji – Batumi - wita przyjezdnych widokiem futurystycznych budowli. Kurort jednak, sam w sobie, nie zachwyca. To mieszanka wielu stylów architektonicznych oraz połączenie przepychu z kontrastującymi, zaniedbanymi kamienicami – widok z oddali jest bardziej reprezentatywny. Budynkami, których widok zapada w pamięć są - gmach Politechniki, Hotel Sheraton czy Wieża Alfabetu – naszym zdaniem najciekawsza konstrukcja w mieście. Ciekawostką jest nietypowy McDonald’s, na piętrze którego znajduje się ogród, dostępny dla klientów. W Batumi udaliśmy się również na spacer miejskim bulwarem wzdłuż brzegu Morza Czarnego. Wczesna pora czy nawet niska temperatura wody nie powstrzymała części z nas przed kąpielą oraz chwilą relaksu przy kamienistym nabrzeżu.

Przy porcie znajduje się koło widokowe (3 GEL/os), z którego rozciąga się bajkowy widok na miasto oraz okoliczne Góry Mescheckie. Jako obowiązkowy punkt wyprawy polecamy Plac Europejski, będący sceną dla wielu gwiazd muzyki rozrywkowej oraz miejscem świętowania Nowego Roku. Jednym ze słynnych obiektów jest Wieża Czaczy - miejsce, w którym do niedawna, punktualnie o 19.00 wypływał lokalny trunek. Niestety, atrakcja ta nie jest już dostępna.

Przy placu nieopodal napotykamy trójkę młodych Gruzinów, którzy po usłyszeniu skąd pochodzimy zapraszają nas do wspólnego spędzenia popołudnia. Po wypiciu kilku piw, rozmowach o polityce, stosunkach polsko-gruzińskich, światopoglądzie, jak i rzeczach błahych - w czterech językach równocześnie (angielski, polski, rosyjski i gruziński) - udajemy się na naszą pierwszą małą suprę. Wsłuchujemy się w toasty nowo poznanych przyjaciół, po raz pierwszy delektując się prawdziwą gruzińską kuchnią. W regularnych odstępach czasu w górę wędrują kielichy pełne wina. Po tym miłym, spontanicznym popołudniu w radosnych nastrojach udajemy się na dworzec kolejowy w Makhindjauri.

W obawie przed brakiem wolnych miejsc, bilety na pociąg zakupiliśmy jeszcze przed wyjazdem (https://biletebi.ge). Co prawda opłata zawiera niewielką prowizję (ok. 2-3 zł), jednak strona dostępna jest w języku angielskim i bez większych problemów można dokonać płatności kartą debetową. Oficjalna strona kolei gruzińskiej to http://tickets.railway.ge - zakup biletów przez ludzi nieposiadających gruzińskiego IP bywa niestety problematyczny. Przed wejściem do odpowiedniego wagonu konduktor porównał nasze bilety ze swoją listą, natomiast wcześniej w kasie potwierdzono nam rezerwację. Czas teraz na pochwałę kolei gruzińskiej - wagony były czyste i zadbane; miejsca siedzące wygodne; w korytarzach znaleźć można automaty z jedzeniem oraz ciepłymi napojami; przy siedzeniach znajdują są kontakty, gdzie naładujemy sprzęt mobilny. W całym pociągu dostępna jest bezpłatna sieć Wi-Fi.

Po 6-ciu godzinach podroży pociągiem Georgian Railways docieramy do stolicy. Na dworcu czeka na nas kierowca taksówki zamówiony przez gospodynię naszego hostelu. Po zapakowaniu plecaków do niewielkiego busa ruszamy w nieznanym dla nas kierunku (mieliśmy wrażenie, że kierowca również nie do końca wiedział, gdzie ma jechać). Kilka minut później docieramy do GUEST HOUSE IRINA, gdzie czeka na nas serdeczne powitanie. Pomimo iż zegar wskazywał 1.20 nad ranem, czekała na nas obfita, ciepła kolacja, nie zabrakło również domowego wina.

Zmęczeni intensywnym dniem, zasnęliśmy jak małe dzieci.


DZIEŃ 2 TBILISI

Po odespaniu dnia poprzedniego gospodyni – racząc nas pysznym śniadaniem - nie pozwoliła nikomu odejść od stołu z pustym żołądkiem. Koło południa wyruszyliśmy do centrum Tbilisi, rozpoczynając przygodę na targu staroci. Na straganach można było zakupić niemal wszystko- począwszy od ikon, poprzez zastawę i porcelanę, stare mundury i pamiątki wojenne, skończywszy na gruzińskiej wersji Windows 8. W trakcie dnia skosztowaliśmy wielu lokalnych przysmaków, m.in. znane chaczapuri (chaczo- ser/twaróg, puri- chleb). Ciasto może być zarówno chlebowe, francuskie, jak i drożdżowe. Nadzienie to zwykle niesłony ser podpuszczkowy, bądź połączenie sera z ziemniakami. Gruzini mawiają, iż nie ma jednego wspólnego przepisu - każda gospodyni posiada swój własny. Potwierdzamy – każdy z zakupionych placków miał swój unikalny smak, różny w zależności od miejsca zakupu. Przy odrobinie szczęścia można również spróbować chaczapuri w wersji z jajkiem sadzonym (chaczapuri adżaruli), lecz nam się to niestety nie udało. W wielu miejscach spotkać można rozwieszone lokalne słodkie przysmaki - czurczele(orzechy włoskie lub laskowe zatopione w zagęszczonym soku winogronowym, następnie suszone), tworzące wielobarwne kompozycje ozdabiające stragany.

Gruzini są niesamowicie życzliwym i pomocnym narodem, o czym mieliśmy okazję przekonać się niejednokrotnie. Podczas zwiedzania miasta natrafiliśmy na przeszkodę, jaką była 6 pasmowa ruchliwa ulica – chodnik po prostu nagle się skończył, natomiast do przejścia należało się cofnąć prawie 500m. Prosty wybór: albo próbujemy przedostać się na drugą stronę pomiędzy pędzącymi samochodami, albo zawracamy do punktu wyjścia. Z pomocą przyszedł nam taksówkarz, który po usłyszeniu, iż jesteśmy Polakami podrzucił nas do celu. Gdy wspomnieliśmy o chęci zakupu wina na pobliskim targu, jegomość gwałtownie zatrzymał samochód, podbiegł do bagażnika i ku naszemu zaskoczeniu wyciągnął baniak własnego, szkarłatnego wyrobu. Swoją drogą, wiele osób w Gruzji nie rozstaje się zbyt często z winem domowej produkcji.

Ulice miasta oczarowały nas połączeniem urzekającego klimatu postsowieckiego z zachodnią nowoczesnością. Spacerując wzdłuż Placu Wolności natknęliśmy się na malutki stragan oferujący regionalne przyprawy i mieszanki ziół - grzechem byłoby nie skorzystać z okazji (ok 2GEL za ok. 100g). W ten właśnie sposób, część z nas, stała się szczęśliwymi posiadaczami pamiątek o wyjątkowym smaku i zapachu.

Przechadzając się po Starym Mieście, przystawaliśmy co parę kroków, by przyjrzeć się architekturze Tbilisi. W przydrożnych knajpkach odkrywaliśmy kolejne specjały lokalnej kuchni. Po spacerze trwającym ponad dwie godziny dotarliśmy do kolejki linowej prowadzącej na wzgórze Narikala, z którego rozciąga się widok na panoramę miasta. Na wzgórzu znajdują się pozostałości po starożytnej twierdzy z IV wieku. Większość ocalałych fortyfikacji datuje się jednak na XVI-XVII wiek. Spacerując, mogliśmy z bliska zobaczyć jeden z kluczowych symboli regionu - pomnik Matki Gruzji dzierżącej w jednej ręce miecz (symbolizujący ochronę przed nieprzyjaciółmi), w drugiej zaś kielich wina (nawiązujący do serdecznego przywitania przyjaciół). Schodząc ze wzgórza, odwiedziliśmy niedawno odrestaurowaną cerkiew św. Mikołaja znajdującą się na niższym dziedzińcu. Ostatnim punktem programu tego dnia było zwiedzenie Soboru Trójcy Świętej - największej budowli sakralnej w kraju, co więcej jednej z największych na świecie. Znaczną część prawosławnych budowli sakralnych cechuje podobny wystrój wnętrz, jednak ta świątynia naprawdę imponuje swoimi rozmiarami (5000m2).

Po zejściu z wzniesienia prowadzącego do Soboru rozdzieliliśmy się – mniejsza część grupy udała się do hostelu metrem, reszta zaś postanowiła wrócić spacerem przez uboższe dzielnice miasta. Przemierzając kolejne przecznice, napotykaliśmy zaniedbane domostwa, dzieci bawiące się na ulicach, dało się również odczuć wzrok mieszkańców, którzy obserwowali nas ze swoich okien. Z pewnością nie jest to częsty punkt odwiedzany przez wycieczki zagraniczne. Po drodze zajrzeliśmy do kilku mniejszych sklepów co pozwoliło na ciekawe zakupy, w tym, sprzedawane na wagę, różne gatunki kawy ziarnistej o specyficznym zapachu i mocnym smaku (2-4GEL- za 100g). Nazwy i źródła pochodzenia pozostaną dla nas zagadką – niestety sprzedawczyni mówiła jedynie po gruzińsku. Po powrocie nasza gospodyni ze szczerym uśmiechem na twarzy podała wyborną kolację, w czasie której nie zabrakło oczywiście wina.


DZIEŃ 3 - DROGA DO STEPANCMINDA

Kolejny dzień przywitał nas ciepłymi promieniami słońca oraz bezchmurnym niebem. Samochody, które wynajęliśmy za pomocą strony http://4x4carrental.ge zostały podstawione przez pracownika firmy pod sam hostel. Wypożyczenie dwóch pojazdów (Nissan Pathfinder oraz Land Cruiser 105) na okres dwóch dni wyniosło nas 320$. Jako dodatek otrzymaliśmy telefony z darmowymi połączeniami wewnątrz sieci. Czas w drogę. Wyjazd ze stolicy okazał się wyzwaniem nawet dla doświadczonych kierowców - wyprzedzanie na trzeciego, omijanie wybiegających na jezdnię przechodniów czy zupełny brak przestrzegania zasad ruchu drogowego - były na porządku dziennym. Miłe zaskoczenie spotkało nas, gdy podczas przejazdu zaczęło brakować paliwa w jednym z samochodów. Nic nie wskazywało na to, że w okolicy znajduje się stacja benzynowa – zatrzymaliśmy się więc na posterunku policji, by poprosić o pomoc. Kwadrans później mogliśmy ruszać dalej – za sprawą miejscowego rolnika kilka dodatkowych litrów paliwa uzupełniło nasze uszczuplone zapasy.

Gruzińska Droga Wojenna pozwala podziwiać panoramę regionu oraz dostarcza odrobiny przyjemności miłośnikom off-road’u. Niektóre fragmenty są obecnie remontowane – nierówny teren oraz obecność ciężkiego sprzętu bywają utrudnieniem. W miarę zbliżania się do celu i zwiększania wysokości warunki pogodowe ulegały pogorszeniu – najpierw spadł deszcz, później wjechaliśmy w tereny ośnieżone. Jakiś czas później naszym oczom ukazały się ośnieżone szczyty Kaukazu, droga stała się wyboista i zdecydowanie trudniejsza – miejscami na poboczu można natknąć się na porzucone wraki ciężarówek i samochodów osobowych. Zaznaczyć warto, iż granica z Rosją, na północy, jest otwarta – świadczyły o tym długie kolejki tirów oraz niezadowolenie kierowców czekających na kontrolę odpowiednich służb. Gdy dorwał nas „mały głód” zatrzymaliśmy się w niewielkiej przydrożnej piekarni, gdzie zjedliśmy najsmaczniejsze dotąd chaczapuri.

Późnym popołudniem docieramy do podnóża szczytu, na którym znajduje się słynny monastyr Cminda Sameba. Droga okazała się trudniejsza niż szacowaliśmy - zmęczenie i późna pora skłoniły nas do podjechania samochodem możliwie najwyżej jak się dało. Niestety, zaśnieżona i rozjeżdżona ścieżka uniemożliwiła nam dotarcie na szczyt wzniesienia. Pozostałe strome podejście wymagało odrobiny dodatkowego wysiłku. Po męczącej wędrówce (i licznych upadkach) naszym oczom ukazał się cel naszej wspinaczki - Cminda Sameba.

We wnętrzu monastyru panuje urzekający nastrój spokoju i niczym niezmąconej ciszy. Ascetyczny wystrój pozostaje głęboko w pamięci - surowe, kamienne wnętrze, wiekowe ikony oraz stojący na uboczu malutki piecyk, wypełniający przestrzeń upragnionym ciepłem. Podniosły nastrój zaburza jedynie stragan z pamiątkami stojący w rogu klasztoru.

Droga powrotna była znacznie szybsza i zabawniejsza - niczym bobsleiści zjechaliśmy na naszych szanownych czterech literach po śniegu w dół (polecamy ;) ). Hostel u Mai (godny polecenia), w którym zakwaterowaliśmy się tej nocy znajdował się w pobliskiej miejscowości Stepancminda – jeden z gospodarzy oczekiwał nas na pobliskiej stacji benzynowej. Szczęśliwi, choć zmęczeni, dotarliśmy do miejsca noclegu, gdzie tradycyjnie już zjedliśmy wspaniałą kolację. Tego wieczora biesiadowaliśmy długo, wymieniając się doświadczeniami z wielu podróży.


DZIEŃ 4 - MIASTO W SKALE, GORI

O poranku wyruszyliśmy w kierunku pierwszej stolicy Gruzji- Mcchetii. Warunki na trasie były koszmarne - opady śniegu utrudniły zjazd, nie obyło się bez kilku poślizgów – poprzedniej nocy zeszły lawiny śnieżne. Swoją drogą jesteśmy pełni podziwu zarówno dla mieszkańców okolic pokonujących drogę wiekowymi samochodami załadowanymi po brzegi, jak i dla kierowców marszrutek wyprzedzających na zakrętach z pedałem gazu wciśniętym w podłogę. Po kilku wymuszonych postojach, niebezpiecznym poślizgu zakończonym wyciąganiem pojazdu z rowu oraz umilaniu sobie drogi wchodzeniem w zakręty na hamulcu ręcznym - dotarliśmy do twierdzy Ananuri - fortecy należącej niegdyś do książąt Aragwi. Warto nadmienić, iż zamek ten był świadkiem kilkunastu bitew. Przy wjeździe do Mcchetii byliśmy świadkami przepędzenia stada owiec oraz krów przez środek zjazdu z autostrady. Pozostali kierowcy nie wyglądali na specjalnie zdziwionych zaistniałą sytuacją.

Późnym popołudniem docieramy do skalnego miasta Uplisciche - Twierdza Pana ( upali-pan/władca, ciche- twierdza). Ceny biletów kształtowały się następująco: normalny - 3 GEL, studencki/ ulgowy -1GEL. Kwadrans wcześniej ochrona pobliskiego ośrodka przemysłowego mierzyła do nas z wieżyczek strażniczych. Nic to. Widoki grot i pieczar datowanych na V wiek rekompensowały chwile pełne napięcia. Naprawdę trudno wyobrazić sobie, iż miejsce to niegdyś tętniło życiem – społeczność mieszkała w wydrążonych jaskiniach, znajdowały się tam miejsca kultu, teatr, apteka czy tunele będące bezpieczną drogą ucieczki przed nieprzyjacielem. Kompleks Uplisciche podzielony jest na trzy główne części: południową (dolną), centralną (środkową) i północną (górną). Centralna część jest największą spośród wymienionych – większość wszystkich konstrukcji w skale znajduje się właśnie tam. Swoiste skalne miasto funkcjonowało przed wiekami jako ośrodek polityczny i religijny kraju. Ze szczytu wzniesienia roztacza się zjawiskowa panorama regionu.

Kolejnym punktem na naszej trasie było rodzinne miasto Józefa Stalina - Gori. Nie omieszkaliśmy zwiedzić muzeum dedykowanego dyktatorowi, które w naszym odczuciu nie wyróżnia się w szczególny sposób na tle innych, podobnych obiektów. Na terenie obiektu znajduje się jedyny, ukryty w przejściach pomiędzy salami obraz przedstawiający przywódcę ZSRR bez makijażu (miał duże problemy z cerą po przebytej ospie). Bilety wstępu dla studentów kosztują 10GEL (legitymacje należy okazać, jednak nie sprawdzono nam ich dat ważności). W cenie tej mamy także możliwość obejrzenia wnętrza wagonu, którym podróżował Stalin. Wejście do samego wagonu kosztuje 5 GEL. W naszym odczuciu muzeum jest miejscem przeznaczonym jedynie dla prawdziwych pasjonatów i badaczy historii.

Kluczowym punktem dnia było spotkanie ze wspaniałymi ludźmi z portalu GRUZJA Z NAMI WARIATAMI, czyli z Valerianem Zakarashvili oraz Asią Vilbik. Po zakwaterowaniu w pobliskim hotelu oraz zmianie garderoby na odrobinę bardziej elegancką, udaliśmy się do restauracji na obiecywaną prawdziwą gruzińską suprę, przez duże „S”. Gospodarz wcześniej zachęcił nas opowieściami o wspaniałym, karmazynowym trunku własnej produkcji (co ciekawe, w Gruzji, dozwolonym jest przyniesienie swojego wina do restauracji, które zostanie podane do posiłku). Zaraz przy wejściu oczom naszym ukazał się ogromny dzban wina, cytując Valeriana: „jedynie 20-sto litrowy”. Kwadrans później rozpoczęła się uczta. Historię tego wieczoru pozostawimy dla siebie, gdyż nie sposób opisać, co się wtedy wydarzyło. Po licznych toastach (opowieści o przemowach trwających przeszło dziesięć minut nie są w żaden sposób przesadzone), rozmowach przy suto zastawionym stole, deklaracjach przyjaźni polsko-gruzińskiej oraz tańcach do upadłego czekał nas zasłużony sen w hotelowym pokoju. W miejscu tym dodać należy, iż taksówki w Gruzji są powszechnym i tanim środkiem transportu – za kilkukilometrowy przejazd opłata dwukrotnie wyniosła nas równe 1 GEL (za jeden samochód).


DZIEŃ 5 GORI- KUTAISI- FAIL DAY

Początek ostatniego dnia w Gruzji zwiastował totalną katastrofę. Tego poranka nawet „słońce zbyt głośno świeciło”. Po ciężkiej pobudce udaliśmy się na lotnisko Natakhtar pod Tbilisi, z którego planowo wylecieć mieliśmy niewielkim samolotem do miejscowości Mestia położonej wysoko w górach. Czekało nas kilkugodzinne oczekiwanie na odprawę zakończone, niestety, odwołaniem lotu w związku z niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Przelot jest ciekawą atrakcją, należy jednak liczyć się z możliwością jego odwołania - nawet na godzinę przed ustalonym czasem wylotu. Nie przypuszczaliśmy nawet, iż to właśnie wydarzenie rozpoczęło długą serię niepowodzeń ostatniego dnia pobytu.

Dzięki pomocy Valeriana udaliśmy się wynajętą marszrutką w kierunku Kutaisi. Pomimo bariery językowej między kierowcą, a naszą grupą dogadywaliśmy się nadzwyczaj dobrze. Większość z nas odsypiała poprzedni wieczór. Aby zrekompensować sobie odwołany lot, postanowiliśmy udać się do sławnej Jaskini Prometeusza znajdującej się niedaleko Kutaisi. Po przybyciu na miejsce okazało się, że atrakcja jest już nieczynna – kolejne prośby i próby wejścia do środka zakończyły się niepowodzeniem. Czas zaplanowany na eksplorację jaskini wykorzystaliśmy na miejscowym targu, witającym widokiem wielobarwnych stoisk ze świeżymi warzywami, owocami czy przyprawami oraz swojskim gwarem rozmawiających sprzedawców. Polski sanepid, z pewnością, dostrzegłby pewne uchybienia w sposobie sprzedaży świeżego mięsa i ryb, sami jednak żałowaliśmy braku możliwości zakupu i późniejszego przyrządzenia niektórych dostępnych specjałów.

Gdy dzień chylił się już ku końcowi, udaliśmy się na obiad do restauracji nieopodal fontanny Kolchidy. Nasz wierny towarzysz – pech – nie odstępował nas ani na krok. Zamówione posiłki były niesmaczne, co więcej można powiedzieć, iż nawet „zupa była za słona”. Pierwszy i jedyny raz podczas wyjazdu serwowana kuchnia zupełnie nie przypadła nam do gustu. Co gorsza, dopiero po wyjściu zorientowaliśmy się, że zaraz obok znajdował się lokal bluesowo-jazzowy (wypełniony klientami), gdzie przy posiłku można było posłuchać muzyki na żywo. Cóż – jak pech, to pech.

Przed dotarciem na lotnisko sympatyczny kierowca zabrał nas jeszcze do Monastyru Gelati górującego nad miastem (obiekt datowany na XII wiek). Na lotnisku przywitała nas grupa podróżników z Polski, którą spotkaliśmy ostatniego dnia pobytu w Tbilisi – w hostelu Irina. W miłym towarzystwie wymienialiśmy historie z podróży oraz opinie na temat minionych dni.

Do długiej serii niepowodzeń doliczyć należy jeszcze: strzaskanie pamiątkowego kubka (zaraz po wejściu na terminal), dziwną procedurę nadawania bagażu podręcznego oraz nieprzyjemną kontrolę bezpieczeństwa. Po nocy spędzonej na lotnisku wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski.


PODSUMOWANIE:

P

oznaliśmy Gruzję dokładnie taką, o jakiej przeczytać można w artykułach czy usłyszeć w opowieściach – gościnną, a zarazem tak odmienną, piękną i dziką, zachwycającą, przede wszystkim zaś różnorodną. Poznaliśmy futurystyczne Batumi – kuszące zjawiskowymi, monumentalnymi budowlami – odkryliśmy jednak również zapomniane wioski, do których nie dotarła jeszcze zaawansowana technika. Podczas kolejnych dni wyprawy poznawaliśmy też lokalną kuchnię, która wszystkim z nas przypadła do gustu na tyle, że śmiało możemy ją polecać. Przemierzając kolejne kilometry kraju, widoki gór przeplatały się z rolniczym krajobrazem – prostym, lecz urzekająco pięknym w swej prostocie. Gdziekolwiek się znaleźliśmy towarzyszyła nam prawdziwa gruzińska gościnność. Na pytanie: czy warto odwiedzić Gruzję, naszym zdaniem jest tylko jedna odpowiedź: warto. Kraj ten przypadnie do gustu zarówno zwolennikom górskich wycieczek (od trekkingu po wspinaczkę), poszukiwaczom inspiracji kuchennych, miłośnikom architektury, jak i tym, którzy pragną uciec od zgiełku dużych miast. Bezpośrednie loty z Polski, naprawdę niskie ceny oraz życzliwość mieszkańców czynią krainę Kartlów interesującym kierunkiem wyjazdów – tych weekendowych, jak i tych dłuższych.

Porady i spostrzeżenia:

- na lotnisku w Kutaisi należy uważać na taksówkarzy naciągaczy – ceny, które proponują za przejazd są znacznie wyższe niż ceny rzeczywiste. Zamiast początkowo zaproponowanych 90EUR za przejazd z lotniska do Batumi zapłaciliśmy 45EUR. Zawzięta negocjacja to podstawa;
- na zwiedzenie Batumi w zupełności wystarczy jeden dzień (naszym zdaniem);
- cena za przejazd koleją na trasie Batumi - Tbilisi wynosi: za 1 klasę - 26 GEL, za 2 klasę - 19 GEL. Jedyną różnicą jest układ siedzeń. (W klasie drugiej - 2+3, a w pierwszej- 2+2);
- cena obiadu w restauracji to około 10 - 20 GEL, w cenie znajduje się wino
- ceny podstawowych produktów w marketach są zbliżone do polskich cen, natomiast ceny lokalnych są stosunkowo niskie;
- cena paczki papierosów to 2-3 GEL;
- lokalne restauracje i piekarnie oferują specjały kuchni gruzińskiej, należy jednak poszukać miejsc chętnie odwiedzanych przez mieszkańców miasta. Cena chaczapuri to 1-5 GEL;
- w Gruzj problemem staje się komunikacja w języku angielskim (jedynie w ścisłym centrum stolicy oraz okolicach Starego Miasta możemy próbować dogadać się w jęz. ang.), preferowanym językiem jest rosyjski;
- Polacy są naprawdę szanowaną narodowością w Gruzji, czekają liczne zniżki i dużo nieoczekiwanych, pozytywnych sytuacji;
- warto odwiedzić targi spożywcze, które oferują bardzo dobre ceny, możliwość degustacji produktów oraz ich szeroki wybór;
- wypożyczenie samochodów terenowych jest najwygodniejszym, a zarazem najbardziej elastycznym sposobem na zwiedzanie kraju. Przejazdy marszrutkami zajmują więcej czasu i przy niesprzyjających warunkach pojawiają się problemy na drogach (niskie zawieszenie oraz wysoka masa);
- w okolicy Gergeti znajduje się kilka stoków narciarskich oraz ośrodków sportów zimowych, cały region wydaje się być rajem dla miłośników gór;
- muzeum Stalina jest atrakcją skierowaną przede wszystkim dla miłośników historii. W cenie studenckiego biletu do muzeum, przysługuje wejście do wagonu generalicji;
- na drodze prowadzącej do Gori napotkać można liczne stragany sprzedawców oferujących owoce, warzywa i alkohole;
- odprawa bagażowa na lotnisku w Kutaisi przebiega odrobinę inaczej niż zwykle, bagaż podręczny także należy odprawić przed wylotem (sprawdzenie rozmiarów oraz wydanie biletu). Nie widnieje żadna informacja na ten temat;
- kontrola bezpieczeństwa jest zdecydowanie przesadzona. Walka o krótkofalówki trwała ponad 10 min, zaś jednemu z pasażerów z Polski zabrano nawet przedłużacz, o widelcach nie wspominając (bagaż podręczny). Należy przygotować się na rozpakowanie całego bagażu podręcznego i dokładną jego rewizję.
1GEL ~ 1,6 PLN


Chciałabym serdecznie zaprosić wszystkich podróżników oraz osoby,które dopiero zaczynają swoją przygodę z wyprawami, do zainteresowania się naszą inicjatywą JoinTheTrip.
Udowadniamy że za niewielkie pieniądze można zwiedzić wiele miejsc, w komfortowych warunkach.

www.facebook.com/JoinTheTripPL

Pozdrawiam serdecznie

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszy!

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 2454

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 2555

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 7459

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4153

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 4956

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 4485

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 4024

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 3364

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 2935

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 2805

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 2951

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 2461

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 10291

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 14821

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3309

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 16374

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze