Dziś jest 18.02.2020

Imieniny obchodzą Konstancja, Maksym, Agnieszka, Albert

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Sikkim Zachodni – w krainie gomp i momo

Autor: Weronika Chaberko

Data publikacji: 11.04.2012 14:01

Liczba odwiedzin: 3512

Tagi: azja, indie, relacje, himalaje, sikkim, pelling, weronika chaberko

Położony z dala od utartych turystycznych szlaków indyjski stan Sikkim zachwycił mnie surowym pięknem krajobrazu wschodnich Himalajów oraz wszechobecnymi starymi buddyjskimi klasztorami. Chociaż w czasie mojego pobytu w Sikkimie ani pogoda, ani widoczność nie były najlepsze, to wciąż bardzo miło wspominam tę wyprawę, głównie dzięki niezwykłej serdeczności i gościnności lokalnej ludności.

Sikkim Zachodni

Festiwal Rododendronów w Hilley (Sikkim). Fot. Weronika Chaberko

Z gorącej Kalkuty do mroźnych Himalajów

Do Sikkimu, stanu w północno-wschodnich Indiach wyruszyłam z Kalkuty z moimi bengalskimi przyjaciółmi. Spotkaliśmy się na ogromnej stacji kolejowej Sealdah. Teren przed stacją pełen był taksówek, riksz motorowych i rowerowych, czekających na pasażerów oraz setek ludzi koczujących na matach lub wprost na asfalcie, zastygłych w oczekiwaniu na pociąg. Zaraz po znalezieniu naszego pociągu i zajęciu kuszetek zabraliśmy się – podobnie jak pozostali pasażerowie – do zapakowanej w gazetę, przyniesionej z domu kolacji. Tłum sprzedawców przemierzał nieustannie korytarze pociągu, sprzedając herbatę z mlekiem (cha) i dmuchany ryż (moori) oraz wszelkiego rodzaju produkty: od bollywodzkich filmów po sprzęt elektroniczny. Przechodziło też wielu żebraków, w tym jeden hijra (transwestyta lub eunuch) w pięknym sari, którego błogosławieństwo ma ponoć wielką moc.

Rzeka Teesta
 
Rzeka Teesta
fot. Weronika Chaberko

Następnego dnia rano dotarliśmy do północno-bengalskiego miasta Siliguri, gdzie przesiedliśmy się do jeepa – głównego środka komunikacji w górach. Młody kierowca zawiózł nas w szalonym tempie po wijącej się nad przepaścią drodze do Jhortang, największego miasta w zachodnim Sikkimie. Daleko w dole widoczna była imponująca rozmiarami górska rzeka Teesta.

Po krótkiej przerwie na granicy Sikkimu, gdzie od ręki otrzymałam pozwolenie na miesięczny pobyt w tym stanie (Sikkim to strefa przygraniczna, stąd pewne restrykcje dla turystów), dotarliśmy do Jhortang. Twarze mijanych ludzi stanowiły barwną mieszankę rysów typowo indyjskich oraz tybetańskich. Dla moich znajomych Bengalczyków skośne oczy i czerwone policzki mieszkańców Sikkimu były bardzo egzotyczne. Tylko część tubylczych kobiet nosiła indyjskie stroje – większość preferowała albo zachodnie spodnie, albo typowe dla tego regionu długie spódnice i grube wyszywane swetry.

Z Jhortang kolejny jeep zabrał nas w okolice rzadko odwiedzane przez turystów. Zatrzymaliśmy się na noc w maleńkiej wiosce Okhre położonej na ponad 2000 metrach nad poziomem morza. W ciągu kilku godzin od kiedy opuściliśmy nisko położony Jhortang pogoda zmieniła się diametralnie. Zaczęło padać, a temperatura spadła do zaledwie kilku stopni powyżej zera. Domy i hotele w Sikkimie, tak jak w całych Indiach, nie mają żadnych grzejników czy pieców, mimo że temperatura w zimie spada tu grubo poniżej zera, a w pozostałej części roku ledwo dobija do 15-20 stopni Celsjusza.

Będąc w Himalajach, należy liczyć się też z tym, że tańsze hotele nie zawsze oferują czystą pościel czy świeże koce – pranie i suszenie w tym klimacie jest zbyt czasochłonnym i trudnym procesem, by zmieniać pościel dla każdego gościa. Tym razem mieliśmy szczęście – było czysto, a w dodatku zdążyłam wziąć ciepły prysznic (korzystając z luksusu elektrycznej termy) tuż zanim zabrakło prądu, co w wiejskich rejonach Indii zdarza się bardzo często. Spędziliśmy wieczór w świetle świec, pijąc lokalne piwo. W większej części Indii picie alkoholu uważane jest za wysoce niestosowne zachowanie, zwłaszcza w przypadku kobiet. Sikkim jest pod tym względem wyjątkowy: nieopodatkowany alkohol jest dostępny w każdej restauracji czy sklepie. Konsumują go zarówno szerokie rzesze autochtonów, jak i spragnieni wolności indyjscy turyści.

Królewskie przyjęcie

Mieszkanka wioski Hilley
 
Mieszkanka wioski Hilley
fot. Weronika Chaberko

Następnego dnia wyruszyliśmy do pobliskiego Hilley, gdzie odbywał się właśnie drugi Festiwal Rododendronów. Okolice Hilley pełne były krzewów rododendronów, które dopiero zaczynały kwitnąć na biało lub różowo. Spacerowaliśmy po okolicy, gdy nagle zostałam zatrzymana przez strażników granicznych. Po przedłożeniu pozwolenia okazało się, że nie mam prawa przebywać w Hilley, jako że pozwolenie nie obejmuje tego miejsca. Faktycznie, jak dopiero teraz zauważyliśmy, miejscowości wypisane na wydanym mi dokumencie nie miały nic wspólnego z trasą, którą podaliśmy na granicy! Wyrozumiali strażnicy pozwolili nam zrealizować plan na ten dzień, ale ostrzegli, że potrzebujemy specjalnego pozwolenia od lokalnej policji, jeśli chcemy wybrać się w wyższe partie gór.

W międzyczasie do wioski zjeżdżali mieszkańcy z całej okolicy, by zobaczyć występy lokalnych tancerzy. Na artystów czekała scena pod gołym niebem, otoczona z jednej strony rzędami krzeseł dla widzów, z drugiej zadaszoną platformą dla VIP-ów. Ku naszemu zdziwieniu, zostaliśmy zaproszeni przez ubranego w garnitur współorganizatora imprezy do zajęcia miejsca… na trybunie dla gości honorowych. Zanim jednak zaczęło się przedstawienie, wstąpiliśmy do tradycyjnej chaty Szerpów, aby skosztować lokalnych przysmaków.

W środku okrągłej chaty leżały na ziemi maty, na których się rozsiedliśmy. Z paleniska dobiegał zapach gotującej się strawy, doglądanej przez parę w tradycyjnych strojach. Specjalnie dla nas starszy mężczyzna wykonał tradycyjną pieśń połączoną z tańcem, uderzając przy tym w mosiężne talerze. Później zostaliśmy poczęstowani ryżem z gorzkimi, leczniczymi ziołami oraz dwoma rodzajami alkoholu. Bardzo tego potrzebowaliśmy, bo temperatura była jeszcze niższa niż poprzedniego dnia. Różowe, przezroczyste wino z rododendronu podobne było w smaku do sake natomiast mętny i kwaśny chhang, bimber z fermentowanego prosa, okazał się znacznie mniej apetyczny.

Sikkim Zachodni

W chacie Szerpów. Fot Weronika Chaberko



Nieoczekiwanie stałam się sławna, gdy w chatce pojawiła się ekipa sikkimskiej telewizji, która przeprowadziła ze mną krótki wywiad. Chwilę później organizator imprezy nakłonił mnie do zaśpiewania czegoś po polsku. Z braku pomysłów zaintonowałam… harcerską „Stokrotkę”, przyjętą z wielkim entuzjazmem przez sporą grupkę zaciekawionych słuchaczy.

Będąc z powrotem na trybunie, którą dzieliliśmy z lokalnymi politykami i biznesmenami, mogliśmy podziwiać grupy tancerzy w etnicznych strojach prezentujących bardzo różnorodne tańce. Część tancerzy nosiła typowe indyjskie, jaskrawe i lekkie stroje, większość jednak odziana była w zupełnie inne, grubsze i ciemniejsze kostiumy nepalskie. Istna mozaika kultur! Podczas występów nieustannie serwowano nam smaczne przekąski: maleńkie ziemniaki z pikantnym sosem, smażone słodycze i słodkie, mleczne cha (herbatę), bez którego trudno przeżyć w górach. Tylko ostatnie danie – brązowawa zupa ze sfermentowanego zboża z białawymi kawałkami pływającymi na jej powierzchni – smakowało obrzydliwie, nie wspominając już o jego zapachu.

Największa niespodzianka nadeszła, gdy usłyszeliśmy swoje imiona wymawiane przez mikrofon (wcześniej podaliśmy je na prośbę organizatorów). Okazało się, że zostaliśmy odznaczeni jako goście honorowi festiwalu! W geście najwyższego szacunku, każdemu z nas założono na szyję białą, półprzeźroczystą szarfę. Byliśmy bardzo zakłopotani nie mogąc zrozumieć, czym zasłużyliśmy sobie na taki honor. Czas płynął nieubłaganie, a my mieliśmy przed sobą jeszcze pięciokilometrową wspinaczkę do serca pobliskiego sanktuarium rododendronów.

Już zbieraliśmy się do wyjścia, kiedy były członek indyjskiego parlamentu osobiście przekonał nas, byśmy zaczekali na ostatnie przedstawienie – taniec śnieżnych lwów. Dwa wielkie włochate stwory (w środku których znajdowało się po dwóch tancerzy) wykonały olśniewający, doskonale skoordynowany spektakl walcząc, tarzając się po ziemi, skacząc i wbiegając między publiczność.

Karma nad urwiskiem
 
Karma nad urwiskiem
fot. Weronika Chaberko

Niestety, w międzyczasie nadpłynęła gęsta mgła i lunął deszcz. Rozgrzaliśmy się popularnym i łatwo dostępnym w Himalajach maggi (zupa z torebki z chińskim makaronem), po czym wyruszyliśmy bez zbytniego entuzjazmu do Barsey, spartańskiej bazy noclegowej, położonej na wysokości 3030 metrów. Nasz przewodnik miał na sobie klapki i cienką kurtkę i – w przeciwieństwie do nas – nie zwracał uwagi na przenikliwe zimno i dokuczliwy deszcz.

Przy dobrej pogodzie, moglibyśmy podziwiać wzdłuży całej trasy piękne widoki na wyższe partie gór, ale my widzieliśmy tylko morze mleka. Mimo to wspinaczka wciąż miała swoje uroki dzięki kwitnącym drzewom, a przede wszystkim tajemniczej atmosferze wilgotnego lasu, spowitego w gęstej mgle. Każde drzewo pokryte było gęstą „brodą” ze zwisającego z gałęzi mchu. Dodatkowego dreszczyku emocji dodawał fakt, że las zamieszkiwały pantery. Im wyżej się znajdowaliśmy, tym więcej śniegu pokrywało okolice. Dla towarzyszących mi Hindusów, którzy właśnie opuścili tonącą w ponad 30-stopniowym upale Kalkutę, śnieg stanowił nie lada atrakcję.

Dzięki łatwości trasy, w miarę szybko dotarliśmy do schroniska. Byliśmy jednak przemoczeni do suchej nitki i przemarznięci na kość. Co gorsza, suche ubranie na zmianę przemokło razem z plecakiem. Poprosiliśmy pracowników schroniska o położenie ubrań na piecu, gdzie gotowało się jedzenie. Improwizowane ognisko na werandzie w postaci otwartego, metalowego kubła pełnego szczap drewna przywróciło nas do życia. W dodatku, zostaliśmy przywitani gorącą, gęstą zupą, która już w pełni nas rozgrzała i poprawiła nam humor. Czekając na obiad, przysłuchiwałam się bengalskim piosenkom śpiewanym przez podchmielonych towarzyszy podróży. Wspaniały gęsty dahl (sos z soczewicy) z ryżem i warzywne curry podane przy świetle świec w lodowatej jadalni stanowiły dla nas prawdziwą ucztę. Byliśmy jedynymi turystami w całym domu, zagarnęliśmy więc dla siebie całą umieszczoną na poddaszu sypialnię z rzędami materacy rozłożonych na podłodze i ogromną stertą kołder. Było tak zimno, że para wydobywała się z naszych ust przy każdym wydechu.

Drogi, ludzie i kuchnia Sikkimu

Następnego dnia rano nareszcie nie padało, mogliśmy więc w spokoju podziwiać okolice i niezwykłą górską florę. Zanim jednak dotarliśmy do Hilley, znowu byliśmy cali mokrzy. Podróż jeepem do Pelling, (gdzie miałam nadzieję otrzymać pozwolenie na trekking w wyższych partiach gór), zabrała nam cały dzień. Po drodze mijaliśmy dzieci w mundurkach, dzielnie maszerujące kilka kilometrów do szkoły pod osłoną parasoli. Wielokrotnie widzieliśmy też kobiety i mężczyzn niosących wielkie kosze wypełnione po brzegi liśćmi (paszą dla krów i kóz). Spore wrażenie zrobili na mnie robotnicy obu płci naprawiający bez pomocy ciężkiego sprzętu drogi. Życie mieszkańców gór jest bardzo ciężkie – uprawa maleńkich poletek wyciętych ze stromych zboczy to prawdziwe wyzwanie, a transport, z uwagi na brak autobusów i wysokie ceny jeepów odbywa się głównie piechotą. Nie wspominając już o ciągłych przerwach w dostawie prądu czy braku ogrzewania. Pomimo to ludzie ci są bardzo radośni i – jak mieliśmy się okazję przekonać – życzliwi dla gości.

Sikkimskie drogi mogą przyprawić o zawał serca osoby cierpiące na lęk wysokości, gdyż po jednej stronie drogi zawsze zieje kilkusetmetrowa przepaść, niezabezpieczona żadną barierą. W dodatku wszystkie są tak wąskie, że wyminięcie się dwóch pojazdów wymaga sporej ekwilibrystyki i zimnej krwi kierowców. Większość dróg jest w dobrym stanie, ale często są one poprzecinane strumieniami, które tworzą wyrwy w asfalcie. Czasem natrafialiśmy na kilkukilometrowe odcinki drogi gruntowej, na których jeep niebezpiecznie kołysał się i skakał. A wszystko to w deszczu i mgle. Tego dnia dwukrotnie widzieliśmy wraki samochodów, którym nie udało się pokonać zakrętu... Pomimo tego, czułam się na drodze bezpieczna, bo kierowcy wynajmowanych przez nas jeepów byli doświadczeni i w miarę ostrożni.

Pierogi momo
 
Pierogi momo
fot. Weronika Chaberko

W porze lunchu zatrzymaliśmy się w wiosce Soreng, żeby skosztować typowej nepalskiej kuchni: thukpy (pikantnego rosołu z makaronem i kawałkami warzyw) oraz moich ulubionych momo (pierogów z nadzieniem z ziemniaków i kapusty lub mięsnym, serwowanych z sosem chilli). Gdy wreszcie dotarliśmy do Pelling, było już ciemno. Pomimo dobrej bazy turystycznej to szybko rozwijające się miasteczko bynajmniej nie było zatłoczone. Widziałam zaledwie kilku zagranicznych turystów – może dlatego, że był dopiero marzec, więc do pełni sezonu pozostawał ponad miesiąc…

Pelling – w stolicy zachodniego Sikkimu

Do Pelling przyjechaliśmy z nadzieją zobaczenia oddalonego o zaledwie 20 kilometrów masywu Kanchenjungi, trzeciego co do wielkości szczytu na świecie (8585 m n.p.m.). Widok z hotelowego tarasu o świcie nie był jednak zbyt obiecujący – cały masyw tonął w chmurach. Mimo to skierowaliśmy się do najlepszego punktu widokowego w mieście – lądowiska helikopterów. I tu uśmiechnęło się do nas szczęście: chmury na krótką chwilę rozstąpiły się lekko, odsłaniając fragmenty ośnieżonych szczytów. Mieliśmy dobry widok na najbliższy z nich – sześciotysięczny Pandim oraz na część samej Kanchenjungi. Oczywiście, nie mieliśmy co marzyć o całej panoramie, ale nawet prześwitujące zza chmur fragmenty gór robiły wrażenie.

Sikkim Zachodni

Kanchenjonga we mgle. Fot. Weronika Chaberko

Jako że znajdowaliśmy się w dolinie, było tu znacznie cieplej niż w Hilley. W dodatku po raz pierwszy od przyjazdu wyszło słońce. Na lądowisku dołączyły do nas dwa przyjazne, kudłate psy. Górskie psy mają zwyczaj podążać za turystami z czystej ciekawości; nie żebrzą o jedzenie i nie naprzykrzają się, są za to wiernymi kompanami podróży. Nazwaliśmy „nasze” psy Karma i Dharma (terminy religijne w hinduizmie i buddyzmie) – bardzo adekwatnie, jako że wybieraliśmy się do gompy, czyli buddyjskiego klasztoru.

XVII-wieczny Sanga Choling to jeden z najstarszych klasztorów Sikkimu, położony malowniczo na szczycie wzgórza górującego nad Pellingiem. Podążając śladem lokalnej ludności, wybraliśmy skrót wiodący ostro w górę, w cieniu olbrzymich chorągwi z ustawionych rzędem przed świątynią oraz wyższych od nas, białych czortenów – stożkowatych konstrukcji charakterystycznych dla architektury buddyjskiej. Na szczycie znajdowała się maleńka szkoła dla dzieci-mnichów, które powtarzały coś pilnie za nauczycielem, oraz budynki gospodarcze.

Stupy przy klasztorze Sanga Choling
 
Stupy przy klasztorze Sanga Choling
fot. Weronika Chaberko

W oczy rzucała się duża kamienna świątynia, dekorowana złotem. Jej zewnętrzne i wewnętrzne ściany pokryte były niesamowitymi malowidłami przedstawiającymi nie tylko Buddę, ale także różne demony oraz boginię Tarę. Najbardziej zaskoczyło mnie przedstawienie Buddy w pozycji lotosu z... siedzącą na nim śnieżnobiałą nagą kobietą! Niestety, symbolika malowideł pozostała dla nas zagadką. W drodze powrotnej złapaliśmy stopa w postaci pustej półciężarówki. Nasze wierne psy przez pewien czas biegły za samochodem, ale ten okazał się dla nich za szybki...

Wyprawa na położony za miastem komisariat policji przyniosła zaskakujący rezultat. Niezwykle uprzejmy policjant oznajmił, że niestety nie może wydać mi pozwolenia na górską wyprawę. Zrobić to mogą tylko władze na szczeblu państwowym, urzędujące w stolicy i na granicy stanu. Zrezygnowani, postanowiliśmy zmienić plany podróży i skoncentrować się na zwiedzaniu okolic Pellingu.

Zaczęliśmy od ruin dawnej stolicy Sikkimu – Rabdantse, gdzie znajdował się pałac królewski i świątynia. Niestety, dziś pozostały z niego tylko fundamenty i fragmenty murów. Następnie odwiedziliśmy jedną z najważniejszych gomp w Sikkimie – Pemayangtse. Ta imponująca, trzypiętrowa świątynia olśniła mnie bogactwem wnętrz: malowidłami budzących grozę demonów i szkieletów, zwielokrotnionych obrazów Buddy pogrążonego w medytacji oraz wielkich posągów Buddy i demonów... Na ostatnim piętrze znajdowała się pełna precyzyjnych detali drewniana rzeźba przedstawiająca niebiański pałac guru Rinpoche unoszący się ponad piekłem.

Pomimo że robiło się już późno, zaryzykowaliśmy dosyć daleką wyprawę jeepem do wodospadów Kanchenjungi. Po krótkiej wspinaczce po schodach wzdłuż wartkiego strumienia, zostaliśmy otoczeni wysokimi skałami, tonącymi w zieleni, usłyszeliśmy huk i zobaczyliśmy wielką masę wody spadającą z wysoka do małego jeziorka. Zauroczeni pięknem tego miejsca, zamarudziliśmy dłużej, niż czas nam na to pozwalał. Nasz dzielny kierowca, Suman, musiał znacznie przyśpieszyć (przyprawiając mnie o szybsze bicie serca), żebyśmy dotarli do ostatniego punktu programu – świętego jeziora Khecheoparli – jeszcze przed zmrokiem.

Według legendy, jezioro było śladem stopy straszliwej bogini Kali lub jej buddyjskiej odpowiedniczki – Tary. By tam dotrzeć, minęliśmy malowniczą wioskę z czortenami zanurzonymi w zieleni i pokonaliśmy krótki odcinek zupełnie pustej o tej porze drogi przez dżunglę. Całe jezioro otoczone było modlitewnymi flagami i tonęło w mgle. Wprawiliśmy w ruch umieszczone nad wodą buddyjskie młynki modlitewne, by spełniły się nasze najskrytsze marzenia.

Mrok nadchodził szybko, musieliśmy więc opuścić to magiczne miejsce przy akompaniamencie tajemniczych i nieco strasznych odgłosów dobiegających z dżungli. Wróciliśmy do Pelling w kompletnych ciemnościach, całkowicie zawierzając umiejętnościom Sunama. Rozsiane po zboczach światła domów wyglądały jak setki brylantów na czarnym tle nocy.

Wodospad, most i fabryka serów

Jeden z licznych wodospadów
 
Jeden z licznych wodospadów
fot. Weronika Chaberko

Następnego dnia znów padało, więc jedyny widok z okna stanowiła mgła kłębiąca się nad niższymi wzgórzami. Opuściliśmy Pelling i skierowaliśmy się do wioski Rinchenpong. Po drodze zatrzymaliśmy się przy majestatycznych wodospadach Chhange. To wtedy Sunam zauważył uciekające powietrze z opony i kazał przesunąć się pasażerom na tylnym siedzeniu maksymalnie w lewo, zwalniając ciężar z dziurawej opony. Tak dojechaliśmy do Dentam, gdzie Sunam mógł zająć się naprawą. W międzyczasie, wyruszyliśmy na spacer po wiosce. Dentam położone jest w pięknej dolinie, zajętej przez rozległe tarasowe pola i plantację kardamonu. Większość drewnianych domów zbudowana jest w tradycyjnym stylu. Na końcu wioski znajduje się… fabryka sera alpejskiego – spora niespodzianka w kraju, gdzie jedynym znanym serem jest niepasteryzowany biały paneer. Ser szumnie nazywany alpejskim okazał się zwykłą goudą, ale pozostał ciekawostką dla towarzyszących mi Bengalczyków.

Po zmianie opony wybraliśmy się na Siagshore Bridge, drugi co do wysokości most wiszący w Azji. Ten żelazny, bardzo wąski most rozpięty jest spektakularnie ponad wysoką przepaścią, w dole której płynie rwący strumień. Ze wszystkich stron otwierają się zaś widoki na tarasowe pola i maleńkie wioski przytulone do stromych zboczy. Podziwiając górski krajobraz, mieliśmy szczęście zobaczyć wolno kołującego nad doliną orła.

Sikkim Zachodni

Siagshore Bridge. Weronika Chaberko



Późnym popołudniem dotarliśmy wreszcie do Rinchenpong, urokliwej wioski oferującej widoki na Pelling z jego klasztorami, a przy dobrej widoczności także na masyw Kanchenjungi. Niestety, znów nie dane było nam go zobaczyć.

Zamknięty klasztor i chaotyczny bazar

Z koszem roślin dla bydła
 
Z koszem roślin dla bydła
fot. Weronika Chaberko

Rankiem wyruszyliśmy na spacer do pobliskiego klasztoru Rinchenpong, jak zwykle idąc na skróty. Po drodze podziwialiśmy stare sikkimskie domy, które można by umieścić w skansenie.

Świątynia Rinchenpong oczarowała mnie prostotą wiejskiego stylu. Jej kamienne, bielone ściany, drewniany dach i malowane w żywe kolory drewniane elementy fasady były urzekające. Niestety nie mieliśmy czasu czekać na mnicha, który miał klucze do świątyni. Zamiast tego spytaliśmy mieszkańca wioski, jak daleko jest położona kolejna świątynia. Słysząc, że to tylko 10 minut drogi, raźnie ruszyliśmy w górę. Jednak już po chwili ścinający drewno mnisi oznajmili że dzieli nas od klasztoru jakieś 2-3 godziny marszu! Postanowiliśmy zaufać mnichom i zeszliśmy z powrotem do wioski.

Szliśmy przeznaczoną do ruchu motorowego drogą wyłożoną ostrymi fragmentami kamieni różnej wielkości. Był to efekt ciężkiej pracy robotników, których mieliśmy okazję zobaczyć przy pracy. Widzieliśmy, jak rozłupywali kamienie przy użyciu zwykłego młotka, a potem mozolnie układali je w ścisłą mozaikę. Mieliśmy już tylko czas rzucić okiem na stary brytyjski bungalow, ślad po kolonialnej przeszłości Indii, zanim ponownie wskoczyliśmy do jeepa.

Sikkim Zachodni

Kasztor w Rinchenpong. Fot. Weronika Chaberko



Wczesnym popołudniem byliśmy z powrotem w Jhortang, skąd złapaliśmy ostatniego jeepa jadącego do Siliguri. Po drodze zatrzymaliśmy się na granicy stanu, żeby się „wymeldować”. Po krótkiej rozmowie z urzędnikiem okazało się, że zostaliśmy błędnie poinformowani o nieważności mojego pozwolenia na zaplanowaną przez nas górską trasę! Indyjska biurokracja pokazała swoje najgorsze oblicze. Mimo to nie żałowałam zmiany planów – przynajmniej mieliśmy mniej okazji do tego, by zmoknąć...

W Siliguri poszliśmy na zakupy na chaotyczny i bardzo zatłoczony Hong Kong Bazaar, słynący z tanich produktów przeszmuglowanych z Nepalu. Stamtąd udaliśmy się wreszcie na stację, gdzie czekaliśmy przez kilka godzin, odganiając się od rojów krwiożerczych komarów. Następnego dnia rankiem byliśmy z powrotem w wilgotnej, gorącej Kalkucie. A ja zaczęłam myśleć o kolejnej wyprawie w Himalaje…

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • Następna »

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszy!

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3082

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3102

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 8401

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4748

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5556

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5187

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 4940

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 3909

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 3586

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3448

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3511

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 2922

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 12420

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 20298

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3824

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 22340

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze