Dziś jest 11.08.2020

Imieniny obchodzą Ligia, Zuzanna, Lukrecja, Aleksander

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Mzungu w masajskiej wiosce

Autor: Joanna Oleradzka

Data publikacji: 22.07.2011 13:44

Liczba odwiedzin: 4909

Tagi: afryka, kenia, nairobi, masai mara, afryka według joanny, relacje, podróżnicy

Jak już wspominałam, mój kenijski przyjaciel Joseph jest pracownikiem lokalnego biura podróży, które zajmuje się głównie organizowaniem wyjazdów na safari do Parku Narodowego Masai Mara. Cena takiej przygody uzależniona jest od sezonu, ilości dni oraz jakości życia w trakcie pobytu. Firma oferuje wyjazdy luksusowe – zakwaterowanie w pięknych hotelach, wspaniałe i różnorodne posiłki, jak i wyjazdy budżetowe – ze skromnym wyżywieniem, robionym z miejscowych produktów oraz noclegi w namiotach. Po szybkiej kalkulacji moich finansów z przykrością zrozumiałam, że ledwo będzie mnie stać nawet na skromniejszy wyjazd.

Masajowie
Masajowie z Parku Narodowego Masai Mara. Fot. Joanna Oleradzka

Joseph jednak nie poddał się tak łatwo. Porozmawiał z przełożonym o moim projekcie, doprowadził do spotkania i razem uzgodniliśmy cenę, która okazała się zaskakująco niska. Podpisałam papiery, zapłaciłam i cieszyłam się, że spędzę trzy dni w sercu afrykańskiego parku.

Nazajutrz, wcześnie rano przyjechał po mnie jeep. Kierowcą był przesympatyczny, uśmiechnięty, starszy i doświadczony Maina. W środku czekali na mnie współtowarzysze podróży – dwie Amerykanki, Szwed oraz lokalny kucharz.

Podróż z Nairobi do Masai Mara trwa około 5 godzin. W tym czasie można podziwiać widoki, które już zapierają dech w piersiach. Mijaliśmy okoliczne wioski, kościoły, szkoły i pola. Krajobrazy z każdym kilometrem stawały się coraz bardziej dzikie i naturalne. Im bliżej parku byliśmy, tym więcej zwierząt przechodziło spokojnie obok naszego samochodu. Czasem zatrzymywaliśmy się na chwilę, by poobserwować żyrafy, słonie czy małpy. Wprost nie mogłam doczekać się, by zobaczyć więcej.

Wykończeni upałem i wielogodzinnym siedzeniem w samochodzie, dotarliśmy do obozu. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, iż zamiast namiotów zakwaterowano nas w loggiach, skromnych, ale prywatnych. Nikt jednak nie myślał o rozpakowaniu się czy odpoczynku. Zostawiliśmy plecaki w swoich domkach i po raz pierwszy pojechaliśmy na safari.

Niekończące się polany, delikatnie oświetlone przez promienie zachodzącego słońca, leniwe, zmęczone upałem lwy, brak jakichkolwiek turystów i ciepły wiatr we włosach sprawił, że czułam się wspaniale, czułam, że żyję w zgodzie z naturą. W drodze powrotnej minęliśmy wioskę masajską, znajdującą się tuż obok campingu. Mieszkańcy machali do nas przyjaźnie, uśmiechali się, wcale niezszokowani widokiem białego mzungu. To również oni dbali o nasze bezpieczeństwo podczas czarnych nocy. Każdego wieczora rozpalali ognisko, siadali dookoła, przygotowywali napar z nieznanych mi roślin, który dodawał energii i nie pozwolił im zasnąć.

Pierwszej nocy, kiedy wszyscy oprócz Masajów poszli już spać, dołączyłam do ich grupy. Usiadłam przy ognisku i starałam się nawiązać kontakt. Niektórzy byli w stanie złożyć kilka zdań po angielsku, co znacznie ułatwiło mi komunikację. Opowiadali, że pracują z dala od domu (nie pochodzili z najbliższej wioski) przez cały sezon turystyczny. Zaciekawiona zapytałam, jak często bywają w rodzinnych stronach. W odpowiedzi usłyszałam, że odwiedzają swoje rodziny zazwyczaj raz na trzy miesiące.

Zapytałam, jaki dystans dzieli ich od domu. Najstarszy z Masajów odparł, że właściwie dom jest całkiem blisko – siedem dni piechotą. Zamarłam! Po długiej rozmowie i wspólnych rytuałach – myliśmy zęby gałązkami akacji – rozpoczęłam pokaz zdjęć z Polski na swoim komputerze. Będąc jeszcze w Poznaniu, przygotowałam cały zestaw fotografii o różnej tematyce: cztery pory roku, morze, góry, miasta, dom oraz znajomi. Śmiechu było co niemiara. Nasze życie w trakcie zimy podsumowali krótko – to życie gorsze od mieszkania w przenośnej lodówce turystycznej.

Cały następny dzień spędziliśmy w parku. Polowaliśmy z aparatami fotograficznymi na stada słoni, gazeli, małp, żyraf, bawołów, hipopotamów, zebr, a nawet lwów. Te, przyzwyczajone do widoku turystów, podchodziły do samochodów naprawdę blisko. Udało nam się nawet zobaczyć polowanie lwów na bezbronne gazele, czy silne bawoły oraz ich zaloty i kopulacje. Ciekawskie żyrafy zaglądały do naszego pojazdu, a wesołe małpy siadały na masce, w celu odpoczynku i ugrzania tzw. czterech liter. Niewyobrażalnie piękny był fakt, że mogłam zobaczyć te wszystkie wspaniałe zwierzęta w ich naturalnym środowisku, bez pośpiechu, hałasu i sztuczności.

Love is in the air!
Love is in the air! Fot. Joanna Oleradzka

Po powrocie z safari i pysznym, prostym posiłku, zaproponowano nam odwiedzenie masajskiej wioski. Oburzona opłatą, którą trzeba było uiścić i jednocześnie przeklinając w duchu, zgodziłam się. Pomyślałam, że skoro jestem już tak blisko i może nigdy już nie wrócę w to miejsce, grzechem byłoby nie zobaczyć, jak żyją Masajowie, których do tej pory oglądałam tylko w telewizji lub na stronach czasopism. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zostałam oddana pod opiekę Bernardowi, który zajmował się mną przez cały pobyt. Wspólnie przyglądaliśmy się pracy masajskich kobiet, zaglądaliśmy do domostw, odwiedziliśmy lokalny targ, rozmawialiśmy o zwyczajach i obrzędach.

Ostatnim punktem programu było taneczne, tradycyjne show w wykonaniu wyłącznie mężczyzn. Ucieszyłam się, że zobaczę ten popularny taniec w podskokach – w końcu tyle o nim słyszałam. Jakże się zdziwiłam, gdy zrozumiałam, że mieszkańcy wioski traktują ten rytuał jako zwykły obowiązek, wykonując go w znudzeniu, a nawet ziewając od czasu do czasu. Zirytowana sztucznym występem „pod turystów”, usiadłam pod drzewem i zaczęłam rozmyślać. Po chwili dołączył do mnie najstarszy Masaj w niebieskich szatach – wódz wioski. Dobrze mówił po angielsku, więc komunikacja nie stanowiła większego problemu. Podczas, gdy inni turyści kupowali biżuterię robioną przez masajskie kobiety, ja ucięłam sobie miłą pogawędkę z wodzem. Podczas rozmowy o masajskim małżeństwie dowiedziałam się, że:

– gdy chłopak osiągnie dojrzałość, musi udać się do buszu, zabić lwa, przynieść jego ogon i skórę – to pierwszy krok do przyszłego małżeństwa
– żonę, zawsze wybiera synowi matka
– przyszły mąż, nie może zobaczyć narzeczonej aż do dnia ślubu
– ale już po ślubie może sypiać ze wszystkimi innymi kobietami w wiosce
– po ślubie też, gdyż Masajowie są poligamistami
– gdy matka wybierze już przyszłą żonę dla swojego syna, ten musi zgromadzić dla niej posag – 20 krów, 10 kóz i 10 koców
– Masajowie poprzez swój tradycyjny taniec negocjują ów posag – im wyżej skoczą, tym mniej krów, kóz i koców muszą zapłacić za żonę
– żona musi być obrzezana i im młodsza, tym lepsza
– jeśli małżonkowie nie mają jeszcze swojego gliniano-odchodowego domu, mieszkają z całą rodziną męża – łącznie 8-10 osób
– kiedy pojawia się dziecko, mężczyzna nie może wchodzić do chaty przez 3 dni – musi spać na dworze, doglądać krów, a co najgorsze – samodzielnie przygotowywać posiłki
– jedynym obowiązkiem mężczyzny jest doglądanie zwierząt. To kobiety zajmują się budową domu, gotowaniem, zbieraniem drewna i wszystkimi innymi pracami.

Po długiej rozmowie nadszedł czas na powrót do obozu. Podziękowałam grzecznie za poświęcony mi czas. Wódz, lekko wzruszony, zaproponował mi spędzenie jednej nocy w jego domu, wraz z całą rodziną. Za darmo. Propozycję zbyłam szczerym uśmiechem. Pomyślałam, że to kiepski pomysł i nie powinnam traktować tej oferty poważnie.

Wróciwszy do swojego domku, rozmyślając nad ową propozycją, dotarło do mnie, że taka sytuacja już nigdy więcej się nie powtórzy, że postąpiłam niemądrze, odmawiając noclegu w glinianej chacie. Pięć minut później postawiłam cały obóz na nogi, prosząc masajskich strażników o odprowadzenie mnie do wioski. Ci, niechętnie, ale się zgodzili. Mówili, że to niebezpieczne, że jeśli coś mi się stanie nie mogę obwiniać firmy turystycznej, z którą przyjechałam na safari, ale Masajów. Ja uparcie brnęłam w tę przygodę dalej.

W masajskiej wiosce
W masajskiej wiosce. Fot. Joanna Oleradzka

Cała rodzina wodza wraz z Bernardem przywitała mnie ciepło w swojej zadymionej chacie bez okien. Sprosili sąsiadów, poczęstowali piwem zrobionym z drzewa kiełbasianego, podarowali biżuterię i śmiali się głośno, głównie ze mnie. Po kilkunastu minutach starszyzna i dzieci zasnęły, a ja z Barnardem dalej rozmawiałam. Przede wszystkim chłopak był ciekaw wieści z Europy: czy białym kobietom wolno sypiać z czarnoskórymi mężczyznami, czy wolno „to” robić przed ślubem, co z aborcją, antykoncepcją, religią. Na każde pytanie odpowiadałam szczerze. Bernard opowiadał również o sobie: ma 20 lat, przygotowuje się do ożenku (zabił już lwa) i chociaż ma trzy dziewczyny, kocha tylko jedną, ale to nie ona zostanie jego przyszłą żoną.

Około godziny jedenastej przyszedł czas na sen. Bernard ułożył na ziemi kawałek krowiej skóry i wspólnie się na niej położyliśmy. Obok, za drewnianym płotkiem znajdowały się małe kózki i owieczki, których odchody co chwilę lądowały na mojej twarzy. Pomyślałam, że jeśli po pobycie nie dopadnie mnie jakaś choroba, zacznę wierzyć w cuda. Leżąc tak w absolutnej ciemności, nagle poczułam oddech mojego masajskiego kolegi oraz jego dłonie błądzące po moim ciele. W ogóle nie krępował go fakt, iż kilka centymetrów obok spała połowa jego rodziny. Poprosiłam, żeby przestał, co poskutkowało, ale tylko na pięć minut. Chłopak wstał, zamknął drzwi na dosłowne cztery spusty, wrócił do wspólnego łoża i zaczął ponownie mnie dotykać. Tym razem, trochę już przestraszona, nie wiedziałam co zrobić. Próbowałam mu wytłumaczyć, że nie chcę, że tak nie wolno, ale na próżno.

Dotarło do mnie, jakie ryzyko podjęłam, decydując się na spędzenie nocy w zupełnej dziczy. Szukając trafnej wymówki, zaczęłam kłamać jak z nut. Wytłumaczyłam, że jeśli mój przyszły mąż zorientuje się, że nie jestem już dziewicą, ma prawo udać się do mojego ojca ze skargą. Ten może wymierzyć mi wiele cielesnych, nieprzyjemnych kar. Tego typu zwyczaje panują wśród Masajów, dlatego Bernard dość łatwo uwierzył w moje kłamstwa. Przeprosił, powiedział, że nie chce przysporzyć mi żadnych kłopotów i że mogę spać spokojnie, a rano jak prawdziwy dżentelmen, opatulił mnie kocem i odprowadził do bram campingu.

Mimo strachu, który dopadł mnie tej nocy, była to niesamowita przygoda i nie żałuję nawet sekundy z pobytu w masajskiej wiosce. Kiedy ma się okazję spędzić chwile w zupełnie odmiennym miejscu, w totalnej prostocie życia, zaczyna się dostrzegać rzeczy, o których wcześniej nie miało się bladego pojęcia. Ale to żadna nowość, wie o tym każdy podróżnik.

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • Następna »

Komentarze (1)

  • Murżyn (gość)

    Murżyn (gość)

    23.09.14, 21:16

    Ale fajnie!! Afryka jest THE BEST!!

    Zgłoś


Zamknij

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3337

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3321

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 8995

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4947

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5815

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5476

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 5236

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 4084

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 3978

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3618

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3740

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 3074

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 15281

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 23757

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3988

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 36873

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze