Dziś jest 17.02.2020

Imieniny obchodzą Donat, Łukasz, Zbigniew, Franciszek

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

„New York, New York”

Autor: Aneta Mościcka

Data publikacji: 16.06.2011 15:58

Liczba odwiedzin: 4268

Tagi: ameryka północna, stany zjednoczone, nowy jork, relacje, aneta mościcka

Gdyby przedstawiciele cywilizacji pozaziemskiej chcieliby przylecieć i zobaczyć ludzkość w pigułce, wybraliby zapewne Nowy Jork. Nie ma drugiego takiego miasta na świecie, jest wiele niepowtarzalnych, wiele pięknych, wiele niezapomnianych, ale ta metropolia ma w sobie coś szczególnego. Budzi skrajne emocje – albo się ją kocha, albo nienawidzi.

Nowy Jork
Fot. Will Phillips/sxc.hu

Co roku przyjeżdża tu 40 milionów turystów, skuszonych sławą miasta, „które nigdy nie śpi”, dla których spacer po Times Square, wdrapanie się na Statuę Wolności i przejażdżka dorożką po Fifth Avenue jest spełnieniem marzeń. Wielu z nich zakochuje się i wraca ponownie. Nowy Jork jest miejscem, gdzie amerykański sen staje się codziennością, miejscem wielu osobistych dramatów oraz wielu osobistych sukcesów.

Wielkie Jabłko

W latach 40. ubiegłego wieku muzycy jazzowi mówili o Nowym Jorku, a w szczególności o Harlemie, który uważali za światową stolicę jazzu: „Wiele jest jabłek na drzewie sukcesu, ale jeśli osiągniesz Nowy Jork, oznacza to, że zdobyłeś Wielkie Jabłko” (przydomek „Big Apple” powstał w latach 20. i pierwotnie odnosił się do odbywających się tu wyścigów konnych). Wielu do dziś uważa, za Frankiem Sinatrą, że: „If I can make it there I’ll make it anywhere”.

Byłam w Nowym Jorku wiele razy, za pierwszym razem chodziłam troszkę oszołomiona, wcześniej nie podróżowałam dużo, nie widziałam żadnej większej metropolii. W głowie mi się kręciło od nadmiaru wszystkiego, nadmiaru wzbijających się w górę wieżowców, nadmiaru żółtych taksówek, nadmiaru ludzi, nadmiaru sklepów. Wszystkiego było za dużo, wszystko było za duże, nawet niektórzy ludzie, wszystko wprawiało w lekkie osłupienie. Mijając kolejne przecznice ciągle czułam się onieśmielona i zadziwiona tym miastem. Zadziwiało swoim kolorytem, żywiołowością, nieustannym zgiełkiem i zmiennością.

Zakochać się w Nowym Jorku

Trzeba przyznać, że Nowy Jork nie ma sobie równych w całych Stanach Zjednoczonych. Mieszka tu prawie 11 mln ludzi, a gęstość zaludnienia jest największa w całym kraju – na jednym kilometrze kwadratowym mieszka aż 10 tysięcy osób. Spacerując po Manhattanie pierwszy raz, nie wiedziałam, gdzie jestem, nie wiedziałam, co myśleć. Miłość przyszła wraz z drugim bądź trzecim pobytem, rozwijała się potajemnie, aż w końcu wybuchła.

Za co niemal wielbię to miasto? Za każdym razem mnie zaskakuje, za każdym razem czuję się jakbym czytała kolejny rozdział ekscytującej książki, w której akcja toczy się burzliwie i nie sposób się od niej oderwać. Nawet gdybym tam zamieszkała, miasto zadziwiałoby mnie zapewne za każdym razem, bowiem każdy dzień tutaj przynosi nowe doznania i nigdy nie wiesz, co czeka na ciebie za rogiem. Może to być np. wysoka na kilkanaście metrów konstrukcja ze starych drewnianych krzeseł bądź dźwięki hipnotyzujących hinduskich rytmów, wybijanych na bębnach w miejskim parku, ukrytym za obrośniętą bluszczem bramą.

Miasto jest ogromne, podobnie jak jego zróżnicowanie. Można tu się poczuć jak ziarnko piasku na Saharze. Położone na trzech wyspach: Manhattan, Staten Island i Long Island. Biali stanowią jedynie 44% ludności. Mówi się tu 40 językami, a większość emigrantów pochodzi z Dominikany, Chin, Jamajki, Rosji, Włoch, Polski, Indii i Rumuni. Owocami tej multikulturowej mieszanki są: dynamizm, energia i nieprzewidywalność. Miasto żyje o każdej porze dnia, a niemal na każdym rogu dzieje się coś niepowtarzalnego. Nowy Jork to świetny związek na całe lata, nie wkradnie się do niego rutyna, jak w większość małżeństw z 10-letnim stażem.

Na lotnisku zawsze muszę odstać swoje w kolejce po stempel w paszporcie – tylko obywatele przechodzą bez kontroli. Za mną stoją obdrapane bengalskie dzieci z matkami, przede mną dostojny hindus w turbanie, dalej wycieczka ortodoksyjnie wyglądających Żydów. Przyjeżdżają tu wszyscy, w różnych celach: do rodziny, pozwiedzać, odnaleźć swoją arkadię na ziemi. Czasami w okienku zdarzy się śmieszny dialog, ale zawsze dostanę stempel – może to przez niewinny wygląd? Jednym razem o powód przyjazdu spyta mnie przystojny 30-latek z rozbrajającymi niebieskimi oczami, innym czarnoskóry urzędnik, który z rozbawieniem na twarzy spróbuje dociec: „Jak to jest, że z Polski przyjeżdżają sami biali, hmmm…? Nie macie czarnych ludzi u siebie?”. Nic, tylko się uśmiechnąć i życzyć dobrego dnia.

Amerykanie zawsze mnie rozbrajają. Choć często nie mają najlepszej opinii, to jednak na bazie własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że są bardzo sympatyczni. Kiedy potrzebujesz pomocy – zwykle ją dostaniesz. Chętnie też pogawędzą, nawet nie znając cię kompletnie, nie przeciskają się w kolejkach, nie wymuszają pierwszeństwa na pasach dla pieszych. Najbardziej zadziwiają mnie kolejki do autobusu. Wszyscy grzecznie się ustawiają jeden za drugim, nikt nie śmie wejść przed kolejkę, nikt nie śmie stworzyć drugiej, jak to w Polsce czasem bywa. Najlepsze jest to, że w tym ogonku obok siebie stoją Chińczyk, Włoch, Hindus, Szkot bądź Meksykanin. Tutaj cały świat potrafi ze sobą współgrać. Wszyscy grają w jednej drużynie, w której kapitan – kierowca autobusu każdego serdecznie pozdrawia.

Nowy Jork
 
Nowy Jork
fot. iStockphoto.com

W Nowym Jorku byłam nie raz, wałęsałam się po różnych jego zakątkach, nigdy nie zdarzyła mi się nieprzyjemna bądź niebezpieczna sytuacja. Nikt nie klepał mnie po pupie jak w Paryżu, nikt nie próbował wyłudzić pieniążków, jak bezdomni na dworcu w Wiedniu, nigdy nie bałam się tam o zawartość torebki tak jak w Rzymie. Miasto, dawniej znane z nieokiełznanej przestępczości, dziś zalicza się do dziesięciu najbardziej bezpiecznych w całym kraju, co jest zasługą Williama Brattona, szefa nowojorskiej policji, który w latach 1994-1996 wprowadził zasadę ochrzczoną nazwą „zero tolerancji”. Przed moim pierwszym przyjazdem miałam głowę nabitą scenami z amerykańskich filmów sensacyjnych, gdzie dobrzy biali policjanci ścigają złych czarnych kryminalistów. Miałam pewne fałszywe wyobrażenia, które szybko zrewidowałam na miejscu.

Gdy pewnego razu stałam na stacji metra gdzieś w głębokim Brooklynie, po mojej lewej i prawej stanęli czarnoskórzy chłopcy, w białych podkoszulkach, z bandamkami na czole, obwieszeni złotymi łańcuchami, z groźnym wyrazem twarzy. Poczułam przerażenie. Dziś wiem, jak bardzo byłam nieracjonalna i przesiąknięta stereotypami. Teraz, gdy jestem w Nowym Jorku i jadę do Harlemu, a jeżdżę tam często, śmieję się z mojego dawnego strachu. Nikt nie przekona mnie, że w Harlemie białemu grozi śmierć, ludzi zaś wyrzuca się przez okno – a takie historie również mi opowiadano. Można, co najwyżej, jak ja usłyszeć od bujającego się na słomkowym fotelu, na chodniku przed wejściem do metra, mieszkańca: „Kiedy do nas wrócisz ślicznotko?”. Nowy Jork uczy tolerancji, uczy otwartości, wzbogaca i zmienia człowieka.

Miasto ma krótką, ale jakże bogatą historię. Po raz pierwszy ziemie te odkrył w 1524 r. Giovanni Verrazano. W 1614 r. Holendrzy założyli tu swoją kolonię handlową i nazwali ją Nowym Amsterdamem. Pierwsza osada powstała w 1625 r. Składało się na nią 30 domów, parę wiatraków i umocnienia obronne. Ziemię odkupili za parę paciorków i błyskotek od Indian. W 1664 r. przejęli ją Anglicy. Miasto miało swoje wzloty i upadki. W latach 70. ubiegłego wieku borykało się ze stagnacją ekonomiczną, wielką przestępczością, nieładem społecznym, brudem, prostytucją i handlem narkotykami.

Nikt nie chciał tu przyjeżdżać, a już na pewno nie turyści. W 1977 r., aby odmienić wizerunek miasta stworzono kampanię reklamową oraz zaprojektowano logo „I love NY” z charakterystycznym czerwonym sercem. Kampania, która pierwotnie miała potrwać 2 miesiące, jest aktualna także dziś, przyciągając do odmienionego miasta. Po 11 września 2001 r. hasło zmieniono na „I love NY more than ever”.

Pięć twarzy Nowego Jorku

Mój sposób na zwiedzanie Nowego Jorku? Obejrzeć największe atrakcje, następnie zapomnieć o przewodniku, wyposażyć się jedynie w mapę metra i ruszyć, zupełnie ignorując orientację. Wysiąść na jakiejkolwiek stacji metra i iść na północ bądź południe. Wtedy widzi się więcej, widzi się prawdziwy Nowy Jork ─ nie tylko parę sztandarowych atrakcji, o których piszą w każdym informatorze.

Twarz pierwsza – Brooklyn

Nowy Jork ma wiele twarzy: ma twarz Manhattanu, Bronxu, Brooklynu, Queensu oraz Staten Islands – jego pięciu dzielnic. Queens i Brooklyn leżą na jednej wyspie, zwanej nie bez przesady Long Island. Brooklyn to głównie dzielnica mieszkaniowa, najludniejsza z pośród pozostałych pięciu. Nazywana „miastem domów”, jest sypialnią dla mieszkańców, którzy pracują na Manhattanie. Dzielnicę z Manhattanem łączy jeden z najstarszych i najdłuższych mostów wiszących na świecie – Brooklyn Bridge. Brooklyn jest zazwyczaj pierwszym przystankiem imigrantów, przybywających do „Nowego Świata”: Hindusów, Żydów, Rosjan, Włochów, Arabów i wielu innych narodowości. To tutaj w Borough Park swoje skupisko ma jedna z największych poza Izraelem społeczności żydowskich, to tutaj na Greenpoincie znajduje się „Little Poland”, gdzie polskie cukiernie sąsiadują z polskimi restauracjami, firmami, sklepami i biurami podróży.

Warto tu przyjechać z wielu innych powodów, a jednym z nich jest zaprojektowany w 1910 r. przez braci Olmsted ogród botaniczny w stylu elżbietańskich ogrodów zielarskich, po którym spaceruje się z wielką przyjemnością, mijając piękne kolekcje róż i japońskie kapliczki shinto. Będąc tu, warto również udać się na Coney Island ─ plażę, o której już w 19. wieku mawiano, cytując George’a Tilyou: „Jeśli Paryż jest Francją, Coney Island w okresie od czerwca do września to cały świat”. To tutaj przy Brighton Beach, zwanej „Małą Odessą”, mieszka większość emigrantów z Rosji i Ukrainy. Właśnie tam, w najstarszym w kraju akwarium (New York Aquarium) można doświadczyć spotkania z rekinem, ponurkować z delfinami oraz przespacerować się po Seagate, gdzie w latach 20. ubiegłego wieku swoją willę miał Al Capone.

Twarz druga – Queens

Nie opuszczając Long Island, można udać się na Queens i być równie zaskoczonym widokiem jak bohater filmu „Książę w Nowym Jorku”. Queens to rozległa, niezbyt urokliwa dzielnica, będąca skupiskiem wielu narodowości. Spośród jej zakątków wyróżnia się Astoria, gdzie swoją małą ojczyznę urządzili Grecy. Jest pełna restauracji pachnących ich rodzimym jedzeniem, cukierni z przesłodzonymi wyrobami, klubów nocnych oraz kościołów wyznania grecko-prawosławnego. W Astorii wszystko jest niezwykle kolorowe, a atmosferę dodatkowo podgrzewa grecka muzyka.

Queens to nie tylko twarz wielokulturowego mieszkańca, to również niebo poprzecinane białymi wstęgami z samolotów wzbijających się w powietrze, bądź przygotowujących się do lądowania na jednym z dwóch wielkich portów lotniczych – La Guardia lub John F. Kennedy. Queens to rozgrzana do czerwoności atmosfera podczas bejsbolowych meczów rozgrywanych na ogromnym stadionie Flushing Meadows Corona Park, oraz meczów tenisa w US Tennis Center, co roku przyciągających rzesze fanów na prestiżowy turniej US Open. Queens to również rozpościerający się z Mostu Kościuszki widok na wieżowce Manhattanu, osładzający wielu mieszkańcom drogę do pracy bądź z powrotem.

Twarz trzecia – Bronx

Każda dzielnica jest swoistym małym mikrokosmosem. Najgorszą sławą, trochę niesłusznie, cieszy się najbardziej wysunięta na północ dzielnica Bronx, kojarzona z hip-hopem i kulturą „czarnej ludności” (obecnie większość stanowią tu Latynosi). Dzielnica znana jest m.in. ze słynnej ulicy The Grand Concourse, która w założeniu miała być nowojorskim odpowiednikiem paryskich Pól Elizejskich. Dawniej dobrze prosperująca, dziś lekko zaniedbana, kusi jednym z najstarszych i największych ogrodów botanicznych w Ameryce, największym miejskim ogrodem zoologicznym w kraju, symbolem dzielnicy – Yankee Stadium z 1923 r., sławą niebezpiecznych miejsc oraz klimatami prosto z filmów sensacyjnych.

Twarz czwarta – Staten Islands

Najczęściej pomijaną przez turystów, którzy w ten sposób nie wiedzą, co tracą, jest Staten Island, mała arkadia zielonych wzgórz, jezior, piaszczystych plaż oraz bujnej roślinności. Tutaj w pięciu parkach narodowych podglądać można jelenie, żółwie, dzikie indyki, jastrzębie oraz węże. Największą budowlaną atrakcją wyspy jest wznosząca się na wzgórzu wierna replika buddyjskiej świątyni, w której znajduje się jedna z największych kolekcji sztuki tybetańskiej. Wyspę zamieszkuje najmniejsza i najbardziej jednorodna pod względem etnicznym populacja w całym mieście. Ze względu na rodzaj zabudowy często jest humorystycznie określana mianem „wiejskiej prowincji”. Na wyspę pływa bezpłatny prom, z którego można podziwiać widoki na Dolny Manhattan, Statuę Wolności oraz Ellis Island.

Twarz piąta – Manhattan

Największe wrażenie robi jednak Manhattan, który można zwiedzać na różne sposoby: kierując się etnicznością dzielnic, wyborem atrakcji z przewodnika bądź nie kierując się niczym. Z pewnością wiele nas po drodze zaskoczy. Manhattan to przede wszystkim tygiel ras, kultur, wierzeń i poglądów, tak jak całe miasto, ale tutaj to wszystko koncentruje się na mniejszej powierzchni i daje o sobie znać z większą siłą.

Błądząc po NY

W północnej części wyspy, na niesłusznie owianym sławą niebezpiecznej dzielnicy, Harlemie (w czasach niewolnictwa była miejscem, gdzie Murzyni z Południa mogli się osiedlać i żyć jako wolni ludzie), do dziś na porannych mszach w Abyssinian Baptist Church można posłuchać koncertów chórów gospel i dość ekspresyjnych kazań. Mimo, że biedna i zaniedbana, dzielnica powoli zmienia się na lepsze. Chętnie zaczynają się tu osiedlać biali mieszkańcy Nowego Jorku skuszeni niskimi cenami mieszkań oraz bogatym życiem nocnym, które tętni z całą mocą głównie wzdłuż 125th Street.

W Apollo Theatre, pamiętającym czasy Jamesa Browna, w środowe wieczory, starym zwyczajem, sięgającym korzeniami lat 30. XX wieku, rozbrzmiewa blues i soul, a w Cotton Club, co chwila rodzą się nowe sławy jazzu. Harlem to jednak nie tylko legenda czarnoskórych mieszkańców, to również centrum życia społeczności portorykańskiej, która koncentruje się głównie w jego wschodniej części, zwanej Hiszpańskim Harlemem, wokół bazaru La Marqueta, tworząc tzw. El Barrio. Będąc na Harlemie, koniecznie należy odwiedzić The Cloisters – oddział Metropolitan Museum of Art, ze zbiorami sztuki średniowiecznej, oraz monstrualnych rozmiarów neogotycką The Cathedral Church of Saint John the Divine, czwartą pod względem wielkości chrześcijańską świątynię na świecie, w której, gdy się patrzy w górę widzi się jedynie czarną otchłań, tak jakby zerkało się w dół przepaści.

Central Park
 
Central Park
fot. Simona Dumitru/sxc.hu

Kierując się na południe, warto zapuścić się w gąszcz alej i alejek, „zielonych płuc miasta” – Central Parku, założonego w 1858 r. na zaniedbanych i podmokłych terenach, na których w XIX w. nie znajdowało się nic poza szopami i warsztatami. Park jest pełen malowniczych pagórków, jezior, mostów i mostków, rozległych łąk oraz porozrzucanych tu i ówdzie skał, czemu towarzyszy pół miliona drzew i krzewów, skutecznie zasłaniających zabudowania miejskie. Jest ulubionym miejscem biegaczy, mam z dziećmi, wrotkarzy i rowerzystów. Ci, którzy pragną oddać hołd tragicznie zmarłemu ex-beatlesowi J. Lennonowi, przychodzą na Strawberry Fields, a Polacy, kierując się przewodnikiem, próbują odszukać pomnik dumnego króla Władysława Jagiełły ustawionego w 1945 r. po wschodniej stronie Żółwiowego Stawu.

Po wschodniej stronie parku znajduje się Metropolitan Museum of Art i Muzeum Guggenheima, a po zachodniej Muzeum Historii Naturalnej. Wychodząc z parku, trafia się od razu na Piąta Aleję, jedną z najbardziej zatłoczonych oraz najbardziej ekscytujących ulic Nowego Jorku. Na rogu Central Parku i Piątej Alei w niebo strzela wieżowiec Trump Tower, kilka przecznic dalej wznosi się słynne Rockefeller Center, a jeszcze troszkę dalej Empire State Building, z którego tarasu widokowego rozpościera się fantastyczny widok na całe miasto, w tym na Central Park.

Zamiast iść dalej Piątą Aleją można skręcić w Broadway Street, która lawirując przecina wyspę na ukos, zamiast jak inne, biec pod kątem prostym. W środkowej części, w regionie Times Square, Broadway to reprezentacyjna aleja, przy której stoją liczne teatry o światowej renomie. Ale już kilkadziesiąt przecznic dalej aleja zmienia swoją twarz nie do poznania. Wąska uliczka przechodzi najpierw w okolicach Herald Square przez małą enklawę koreańską, gdzie mieszczą się koreańskie sklepy oraz restauracje serwujące koreańską kuchnię. Kierując się dalej Broadway Street przy Taras Schevchenko Place, wkracza się w obszar Little Ukraine, enklawy 30 tysięcy imigrantów pochodzenia ukraińskiego skupiających się wokół St. George Ukrainian Catholic Church.

Skręcając na zachód, można dojść do Greenwich Village, dzielnicy, która przez długi czas była centrum wymiany myśli artystów i intelektualistów, miejscem politycznych rebelii, miejscem natchnienia wielu postaci świata artystycznej cyganerii, gdzie w White Horse – tawernie z 1880 r., pijali Norman Mailer, James Baldwin, Dylan Thomas oraz Jack Kerouac. Trzeba pamiętać, że to właśnie w tej dzielnicy pod koniec lat 50. mieściło się najwięcej barów, klubów i kawiarni w całej Ameryce Północnej.

Skręcając troszkę na południe, następnie odrobinę na zachód, dociera się do dzielnicy Lower East Side, gdzie w 19. wieku swoją kolonię założyli Żydzi. O obecności enklawy żydowskiej świadczą m.in. liczne synagogi wokół Rivington Street oraz do dziś żywa tradycja niedzielnych targów, podczas których można ponoć zrobić najlepsze tanie zakupy w całym Nowym Jorku.

Stąd już tylko krok do Little Italy, dzielnicy o włoskim kolorycie, nad którą unosi się duch macierzystego kraju, szczególnie okolic Neapolu i Sycylii, skąd przybyła większość imigrantów. Przez dziewięć dni we wrześniu życie społeczności koncentruje się wokół Mulburry Street, gdzie hucznie obchodzi się Festa di San Gennaro – wielkie święto patrona Neapolu. Wówczas to, ulicami przejeżdżają w wieloosobowej eskorcie „żywe obrazy” w świetlnej iluminacji.

W sąsiedztwie znajduje się równie kolorowa dzielnica Chinatown, gdzie mieszka ok. 150 tysięcy Amerykanów chińskiego pochodzenia. Mimo tłoku, lekkiego chaosu, bywa, że obskurnego charakteru dzielnicy, turyści przybywają tu tłumnie. Przybywają zjeść w tutejszych restauracjach oraz zrobić zakupy w sklepach z orientalnymi towarami. Sercem dzielnicy jest Mott Street, gdzie znajduje się buddyjska świątynia, mnóstwo sklepików z orientalnymi produktami i restauracji, w których można, a nawet powinno się, skosztować smakołyków chińskiej kuchni. Wieczorem ulice rozświetlają tysiące kolorowych lampionów i neonów. Pod koniec stycznia Mott Street zapełnia się wesołym tłumem świętującym chiński Nowy Rok. Bez wątpienia Chinatown jest największą i najbardziej kolorową dzielnicą zamieszkaną przez imigrantów, która systematycznie rozszerzając się, zaczyna powoli wchłaniać Little Italy i dzielnicę żydowską na Lower East Side.

Kierując się dalej na południe, mijając pozostałości po World Trade Center, biznesową Wall Street, dochodzi się do Battery Park, gdzie nad głowami zaczynają krążyć piskliwe mewy, czyhające na jedzenie niesione w ręku. Stąd, z Muzeum Emigracji, można popłynąć promem na Ellis Island, Liberty Island ze Statuą Wolności bądź na Governor Island – dawny garnizon wojskowy, odkupiony przez miasto za jednego dolara od rządu federalnego w 2003 r. Szczególne warta polecenia jest właśnie Governor Island, chętnie odwiedzana przez Nowojorczyków oaza ciszy i zieleni z historią pełną duchów przeszłości w tle.

Z wyspy rozpościera się niesamowity widok na całą panoramę Dolnego Manhattanu, usłaną wysokimi, szklanymi wieżowcami oraz na Lady Liberty. Na wyspę można się dostać w jedyne pięć minut bezpłatnym promem, który kursuje w weekendy, od końca maja do początku października. Cieszyć się tu można przede wszystkim ładną zielenią, wśród której rzędami stoją świecące pustkami colonial houses z czerwonej cegły, chwilą wytchnienia od nadmiaru wrażeń Manhattanu oraz chwilą zastanowienia nad miastem, które nikogo nie pozostawia obojętnym i wywraca nasze postrzeganie świata do góry nogami.

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • Następna »

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszy!

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3074

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3101

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 8400

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4747

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5554

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5186

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 4939

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 3908

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 3582

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3447

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3510

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 2921

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 12419

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 20292

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3823

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 22331

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze