Dziś jest 12.07.2020

Imieniny obchodzą Jan, Weronika, Andrzej, Epifania

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Nowa Zelandia – raj na końcu świata

Autor: Joanna Ferlian-Tchórzewska

Data publikacji: 08.02.2012 14:13

Liczba odwiedzin: 5407

Tagi: australia i oceania, nowa zelandia, auckland, rotorua, tongariro, milford sound, queenstown, zadanie 1, joanna ferlian-tchórzewska

30 godzin w powietrzu, 4 starty, 4 lądowania, dokładnie pół doby wcześniej niż w Polsce wstaje tu słońce. W Polsce sypie śnieg, podczas gdy tu wita nas schyłek lata. Trzy tygodnie, 5000 km, dwie wyspy, setki zachwytów, w tym kilka takich, że z gardła wydobywa się okrzyk (niekoniecznie cenzuralny) albo przeciwnie – brakuje słów, jak dziecku, któro pierwszy raz widzi żywą żyrafę. Nowa Zelandia, podróż marzeń po drugiej stronie kuli ziemskiej.

Auckland – miasto wielowymiarowe

Lądujemy w Auckland, największym mieście kraju, mieście „rozlanym” pomiędzy dwoma morzami, u stóp wygasłego wulkanu. Na dobrą sprawę w tym miejscu można przejść się z jednego brzegu wyspy na drugi w kilkadziesiąt minut. Największym mostem łączącym brzegi miasta jest Harbour Bridge, kilometrowy, 8-poziomowy most serwujący nie tylko szybki transport i fantastyczną panoramę miasta, ale i coś dla szaleńców uzależnionych od adrenaliny. Przejechać się po moście to nuda. Skoczyć na bungee, pokonując wcześniej kilkaset metrów stalowym pomostem poniżej autostrady, to jest dopiero coś. Fakt, widok z mostu na wieżowce w tle portu jachtowego jest zachwycający. Tu oczywistym staje się, dlaczego mówi się o Auckland – miasto tysiąca żagli.

 Auckland
Auckland. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Kto nie przepada za skokami nad wodą, może skoczyć też w środku miasta, z najwyższego budynku w Nowej Zelandii a ponoć i najwyższej wieży na półkuli południowej, czyli z 328-metrowej Sky Tower (skoki, jak i podziwianie panoramy miasta są możliwe z bagatela z 192 m n.p.m.). Dla ochłody można wstąpić do akwarium, by bliżej poznać pingwiny, wielkie płaszczki czy rekina, wykąpać się spoglądając na okoliczne wysepki, zwiedzić muzeum, zrobić zakupy na Queen Street. A jeśli ktoś chciałby zobaczyć plażę z „Fortepianu” Jean Champion, powinien wybrać się na zachodnie wybrzeże do Karekare.

Northland – dzikie lasy i plaże

Hole in the Rock, Bay of Islands
 
Hole in the Rock, Bay of Islands
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Ruszamy jeszcze dalej na północ. Nasz kolejny cel to Bay of Islands, niezwykle malownicza zatoka usiana wyspami i wysepkami. Podziwiamy malowniczy zachód słońca w Pahia, a następnego dnia w towarzystwie stada delfinów opływamy liczne wyspy, by dotrzeć do „okna na ocean”, czyli słynnej Hole in the Rock.

Northland jednak to nie tylko przyroda, to również historia. To tutaj, w Waitangi Treaty House w 1840 r został podpisany pakt nadający Maorysom prawa do ziemi i czyniący jednocześnie Nową Zelandię kolonią brytyjską. Podziwiamy maoryskie rzeźby w „domu spotkań” i imponującą wojenną pirogę – misternie rzeźbiona łódź ma blisko 35 metrów!

Decydujemy się na podróż do samego północnego krańca wyspy, czyli Cape Ringa. Szybko stwierdzamy, że to była fantastyczna decyzja, bo widoki zapierają dech w piersiach, więc ani skwar, ani czarny pył budowanej drogi, którą trzeba przebyć pieszo nie psują naszych wrażeń.

Stoimy na wysokim klifie, obok latarni morskiej i patrzymy jak zderzają się Morze Tasmana i Ocean Spokojny.

Spotkanie Morza Tasmana z Oceanem Spokojnym
 
Spotkanie Morza Tasmana z Oceanem Spokojnym
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Miejsce to szczególne również dla Maorysów. W ich mitologii jest to punkt, z którego dusze zmarłych wyruszają w powrotną drogę do ojczyzny Hawaiki. Na zachodnim brzegu zaś rozciąga się Ninety Mile Beach. Chętni mogą ją pokonać specjalnymi autobusami czy terenówkami. A pas wydm jest tak szeroki, że można poczuć się jak na najprawdziwszej pustyni.

Kolejny przystanek – Waipoa Forest – leśny rezerwat, świetnie przygotowany dla turystów pragnących poznać endemiczne drzewa kauri, imponujące ze względu na wiek (ponad 2 tys. lat), wysokość (nawet 50 m) oraz obwód (14 m).

Drzewo kauri
 
Drzewo kauri
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Coraz bliżej piekła, czyli od jaskiń po zapach siarki

Po krajobrazach nadziemnych przyszedł czas na podziemne. Trafiamy do Waitamo, kryjącego w swych podziemiach jaskinie pełne stalaktytów i stalagmitów oraz… milionów świetlików. Ponieważ dawno nie było sportów ekstremalnych, tym razem podróż odbędziemy z pupą usadzoną w wielkiej oponie. Woda jest makabrycznie zimna, na szczęście adrenalina pozwala o tym zapomnieć. W niektórych miejscach woda ma kilkanaście metrów głębokości, niekiedy trzeba skoczyć z wodospadu, ale rzeczywiście „niebo” usiane gwiazdeczkami świetlików czy „cieknące” nad głową skały warto zobaczyć.

Po tym mokrym, zimnym i stresującym poranku wizyta na spalonej słońcem farmie, która „zagrała” Hobbiton we „Władcy Pierścieni”, to czysta przyjemność. Dojeżdżamy tam przez rozległe pastwiska dla owiec.

Czy pamiętacie ten kadr? Hobbiton w naturze.
 
Czy pamiętacie ten kadr? Hobbiton w naturze.
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Tutaj łatwo uwierzyć w dane statystyczne, które mówią, że owiec jest w Nowej Zelandii ok. 10 razy więcej niż ludzi. Puste i wyschnięte zdawałoby się wzgórza usiane są sympatycznymi zwierzętami, które zdają się wcale nie przejmować turystami wkraczającymi na ich terytorium. Sam plan filmu wygląda uroczo, choć na pierwszy rzut oka widać, że niemałą część obrazu końcowego wyczarowali graficy komputerowi.

Następny punkt programu pachnie… siarką, czyli jesteśmy w piekle, bardzo malowniczym, trzeba dodać.

Siarkowe jezioro w Rotorua
 
Siarkowe jezioro w Rotorua
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Pod ziemią Rotorua wrze, dzięki czemu w wielu miejscach można obejrzeć kolorowe jeziora z unoszącą się mgłą, kipiące błota, a w parku geotermalnym eksplodujące gejzery.

Pohutu, czyli wystrzałowy gorący prysznic; Rotorua
 
Pohutu, czyli wystrzałowy gorący prysznic; Rotorua
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Jeśli ktoś zgłodnieje, czekając na kolejne wybuchy, może posmakować kukurydzę, której kolby uśmiechnięta Maoryska gotuje w „studni”.

Przez pustkowia do wulkanów

Z ciepłego i barwnego Rotorua ruszamy dalej na południe. Krajobraz będzie powoli mroczniał. Wjeżdżamy do Tongariro National Park.

Mroczne wulkany Tongariro
Mroczne wulkany Tongariro. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Ponad 7,5 tys km kwadratowych, majaczące na horyzoncie trzy wulkaniczne wzgórza, a dookoła puuustka! Przez dziesiątki kilometrów nie spotkamy żadnego samochodu, żadnego domostwa, nawet żadnego zauważalnego zwierzęcia, poza tym kiwi, co szusuje na nartach ;-)

Uwaga na szusujące kiwi! Tongariro
Uwaga na szusujące kiwi! Tongariro. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Klimat grozy (a wulkany są aktywne) wzbogaca pochmurna pogoda. Zimą (czyli w polskie lato) zbocza najwyższego z wulkanów (Mount Ruapehu – 2796 m n.p.m.) to raj dla narciarzy. Niestety majestatyczne chmury przyniosły ulewę w nocy i następnego dnia mgła była tak gęsta, że musieliśmy zrezygnować z trekkingu niezwykłą ponoć 16-kilometrową Tongariro Crossing, gdzie można podziwiać lodowce, pozostałości po wybuchach wulkanów czy szmaragdowe jeziora.

Las deszczowy, Whanganui
 
Las deszczowy, Whanganui
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Ruszamy do maleńkiego Pipiriki, z którego jet boat'em wybraliśmy się w rejs po rzece Whanganui, otoczonej zalesionymi wzgórzami parku narodowego o tej samej nazwie.

Gęsty las sprawia wrażenie kryjącego liczne tajemnice. Jedną z nich odkryjemy. Cumujemy łódź i ruszamy na spacer przez… las deszczowy do…Mostu Donikąd. Kamienny most zawieszony w środku dżungli tak wysoko nad niewielkim strumieniem, że płynące w nim liście paproci srebrnej (jednego z symboli Nowej Zelandii) wydają się podobne do naszych znajomych paprociowych liści, podczas, gdy są dziesięciokrotnie większe.

Jeszcze tylko pokonamy 64 km zakrętów samochodem i będziemy w Wanganui, gdzie rzeka kończy swój bieg.

Trasa na pewno wymaga od kierowcy nieustającej uwagi, a pasażerom oferuje niezapomniane widoki i odrobinę adrenaliny, czy aby na pewno ta dziwna droga, jest tą właściwą. Dzień kończymy spacerem po czarnej plaży.

Foki, delfiny i wieloryby, czyli witamy na Południu

Z Wellington, stolicy kraju, ruszamy promem przez Cieśninę Cooka na Wyspę Południową. Przynajmniej część rejsu warto spędzić na pokładzie widokowym, bo Fiordy Królowej Charlotty, w każdym razie przy pochmurnej pogodzie, która nam towarzyszyła, ujęły mnie bardziej niż osławiony Milford Sound.

Fiordy Królowej Charlotty
Fiordy Królowej Charlotty. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Wyspa Południowa zaskakuje zupełną odmiennością krajobrazu. Jedziemy ponad 160 km wschodnim wybrzeżem do Kaikury. Trasa prowadzi skalistym wybrzeżem.

Po lewej zimne morze, na kamieniach wylegują się foki, po prawej mroczne, niedostępne góry. Kiedyś mieszkańcy Kaikury żyli z zabijania wielorybów, teraz zarabiają na pokazywaniu ich turystom.

Spektakl jednego aktora - Kaikura
Spektakl jednego aktora – Kaikura. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Ta krótka chwila, gdy wielkie cielsko wynurza się, by nabrać powietrza i ponownie kryje się w głębinie kończąc majestatycznym uderzeniem wielkiego ogona w taflę wody, rzeczywiście robi wrażenie. A gratis są całe ławice delfinów, które zdają się doskonale bawić towarzystwem łodzi pełnych turystów.

Nie wiadomo, kto ma więcej radosci - delfiny czy turyści
Nie wiadomo, kto ma więcej radości – delfiny czy turyści. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Błyskawiczne zmiany klimatyczne

Ze wschodu na zachód Wyspy Południowej przedostajemy się Arthur’s Pass, jedną z najpiękniejszych tras widokowych.

Arthur's Pass
 
Arthur's Pass
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Zaczyna się niewinnie od zielonych wzgórz, jeszcze skąpanych w słońcu. Wspinamy się wyżej, pojawiają się mgły, zaczyna kropić deszcz, wiatr jest zimny i nieprzyjemny. Tu strome zbocze, tam wodospad, jeszcze gdzie indziej wyschnięte koryto rzeki. Jesteśmy w Alpach Południowych, mamy tu 17 trzytysięczników i 360 lodowców. Z bliska przyjrzymy się dwóm największym: Tasmana i Fox Glacier.

Spotkanie z lodowcem Fox Glacier
Spotkanie z lodowcem Fox Glacier. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Do czoła lodowca Fox Glacier idziemy na spacer. Jeśli spacerem można nazwać uważne stąpanie z kamienia na kamień. Chętni mogą polecieć helikopterem na spacer po samym lodowcu, my wolimy spacer po lesie wokół polodowcowego jeziora Matheson, zwanego lustrzanym. Przy dobrej pogodzie bowiem w tafli jeziora odbijają się najwyższe szczyty Alp Południowych. Nie mamy tyle szczęścia, ale zróżnicowana roślinność lasu, w tym liczne gatunki paproci, nam to wynagradzają.

Szalone papugi, strachliwe kiwi i inne sporty ekstremalne

W drodze do Queenstown podziwiamy jeziora Waneka i Hawea. Jak już pokonamy serpentyny i dotrzemy do miasteczka w dolinie, możemy odpocząć, korzystając z szerokiej oferty.

Queenstown podgladane z toru saneczkowego
Queenstown podglądane z toru saneczkowego. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Każdy znajdzie tu coś dla siebie: lodowy bar, dobre restauracje, liczne sklepy, tor saneczkowy z panoramą miasta, okolicznych wzgórz i jeziora, plażowanie czy rejs prawdziwym parowcem. Tym, którym ciągle mało adrenaliny miasto oferuje: skok na bungee z platformy zawieszonej wysoko nad miastem albo kawałek od miasta, nad rzeką Kawarau z 43 m mostu, w pierwszym ośrodku założonym przez „ojca” bungy jumpingu AJ Hacketta. Kto woli bliższy kontakt z wodą ma do wyboru shotover jet, czyli szaleńczą jazdę motorówka przez kaniony rzeki Shotover albo rafting.

Można też wybrać się do licznych w okolicy winnic lub odwiedzić Kiwi Birdlife Park, w którym można zobaczyć mieszkające tylko w Nowej Zelandii i uchodzące za symbol narodowy ptaki kiwi. Są to wyjątkowo płochliwe zwierzęta, prowadzące nocny tryb życia. Mieszkają więc w zaciemnionym pomieszczeniu i wszystko co możemy dostrzec, to sylwetka szybko się poruszającego sporego (ok. 30-50 cm) ptaka z długim dziobem. Park jednak pokazuje też inne gatunki nowozelandzkich ptaków, w tym endemiczne papugi kea, z którymi za chwilę poznamy się bliżej w ich naturalnym środowisku. Najłatwiej bowiem je spotkać w okolicach Mount Cook, czyli najwyższego (3754 m n.p.m.) szczytu Alp Południowych.

Nocleg w miasteczku (czy kilka niewielkich budynków można tak nazwać?) u stóp góry dostarcza niezwykłych wrażeń. Wszechogarniająca cisza gór, błyskawicznie zachodzące słońce za ośnieżonym szczytem Aoraki (maoryska nazwa Mt Cook), a przy stoliku obok wielka (ok. 40 cm) kea dojada resztki po turystach.

Oko w oko z papugą kea
Oko w oko z papugą kea. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Ewidentnie się nie boi, przeciwnie, budzi strach, szczególnie, że chwilę wcześniej jej kolegów widzieliśmy szarpiących za antenę autobusu, buszujących w skrzynkach na zapleczu restauracji i wrzeszczące na kierowcę samochodu, którego dach akurat sobie upodobały.

A gdyby tak zobaczyć góry od góry? Wsiadamy w helikopter i przelatujemy nad ośnieżonymi szczytami. Żeby nie zapomnieć, że w ojczyźnie zima, lądujemy na lodowcu na krótki spacer po śniegu. Widoki fantastyczne, dominujący Mt Cook tuż obok, a w dali zachwycające Jezioro Pukaki.

Turkusowe Jezioro i Wielki Wodospad na pożegnanie

Jezioro Pukaki, to ono mnie najbardziej pociągało w Nowej Zelandii. I nie rozczarowałam się.

Intensywnie turkusowa tafla wody z malowniczymi ośnieżonymi szczytami w tle. Trudno było ruszyć dalej i zostawić ten krajobraz za sobą. Kolejne jezioro, Tekapo, nie robi już takiego wrażenia, choć niewątpliwie jest bardzo urokliwe z samotnym kamiennym kościółkiem na brzegu.

To jednak nie fotoszop :-) Jezioro Pukaki 
To jednak nie fotoszop :-) Jezioro Pukaki. Fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Czas na Fiordland National Park. Trasa do Milford Sound wciśnięta miedzy górskie urwiska robi wrażenie. W końcu rozpościera się przed nami Mitre Peak (1692 m n.p.m.), jeden z najbardziej znanych krajobrazów Nowej Zelandii.

Statek wycieczkowy zabiera nas w rejs po fiordzie, którego sławę wzmocnił Peter Jackson, Nowozelandczyk, pokazując go we „Władcy Pierścieni”. Płyniemy niespiesznie, podziwiamy piętrzące się wokół góry, foki wygrzewają się na łatwiej dostępnych fragmentach skał, dopływamy do brzegów wyspy. Dalej już tylko ocean a za nim Antarktyda. W powrotnej drodze zbliżamy się do wodospadu Lady Bowen. Woda spada tu wąskim strumieniem z wysokości 162 m. Zewsząd otacza nas mgiełka drobnych kropelek.

Jak w bajce – wodospad Lady Bowen
 
Jak w bajce – wodospad Lady Bowen
fot. Joanna Ferlian-Tchórzewska

Nasz ostatni przystanek to Christchurch, stolica Wyspy Południowej. Kupujemy pamiątki i odpoczywamy, wszak przed nami kolejne 30 godzin podróży powrotnej.

Pozostaje niedosyt. Tyle jeszcze można by zobaczyć, w tylu miejscach chciałoby się zostać na dłużej. Nie mówiąc o tych, w których chciało by się zostać na zawsze. Gdzieś ciągle tli się nadzieja, że to nie był ostatni raz w ojczyźnie kiwi.

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • Następna »

Komentarze (8)

  • 09.10.13, 00:03

    Komentarz usunięty

  • 07.10.13, 03:19

    Komentarz usunięty

  • 06.10.13, 05:40

    Komentarz usunięty

  • jft (gość)

    jft (gość)

    25.03.12, 09:24

    aiwilo można :-) ferlian@wp.pl

    Zgłoś

  • aiwilo (gość)

    aiwilo (gość)

    23.03.12, 23:45

    fantastyczne miejsce! moje marzenie, które mam zamiar niebawem zrealizować ;) można się z Tobą jakoś skontaktować?pozdrawiam i 3mam kciuki za kolejne wyprawy!

    Zgłoś

  • irminka (gość)

    irminka (gość)

    13.03.12, 06:11

    kiepskie zdjęcia i nieciekawy tekst. aż żal, że ktoś za wysupłane oszczędnosci pojechał na koniec świata w "podróż marzeń" i nie przywiózł w zasadzie NIC

    Zgłoś

  • Fanka podrózy (gość)

    Fanka podrózy (gość)

    19.02.12, 18:15

    To faktycznie cudowne miejsce a pani Joanna świetnie je opisała. Z chęcią bym się tam wybrałam. pozdrawiam.

    Zgłoś

  • Tomek Pakuła (gość)

    Tomek Pakuła (gość)

    15.02.12, 20:49

    Ciekawa trasa i niezły tekst. Z przyjemnością będę wyczekiwał informacji praktycznych w tym sugestii odnośnie budżetu koniecznego na wyprawę z wszystkimi opisanymi atrakcjami.

    Zgłoś


Zamknij

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3297

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3294

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 8967

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4915

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5774

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5438

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 5208

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 4061

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 3955

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3579

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3717

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 3039

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 15150

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 23507

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3967

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 36003

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze