Dziś jest 17.02.2020

Imieniny obchodzą Donat, Łukasz, Zbigniew, Franciszek

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Jej wysokość Kazbek

Autor: Monika Bury

Data publikacji: 28.09.2011 16:31

Liczba odwiedzin: 100245

Tagi: azja, gruzja, kaukaz, kazbek, tbilisi, relacje, góry, góry relacje z podróży

Gruzja – kraj, którym zostałam zarażona przez przyjaciela podróżującego autostopem po świecie. Moja obsesja jednak sięga szczytu, gdy Grześ pokazuje mi jedno ze zdjęć – góry Kazbek. Od tej pory poszukuję ludzi, którzy chcieliby się ze mną wybrać w ten zakątek świata. Szczęśliwy los sprawia, że poznaję 10 osób chętnych na wyjazd i zdobycie kaukaskiego pięciotysięcznika. Pół roku przygotowań, wspólnych wyjazdów i oto marzenie staje się rzeczywistością. Lecimy!!!

Kazbek (5047 m n.p.m.) – jeden z najwyższych szczytów Gruzji
Kazbek (5047 m n.p.m.) – jeden z najwyższych szczytów Gruzji. Fot. Monika Bury

Kiedy po kilkugodzinnym locie z przesiadką w Rydze w końcu lądujemy w Tbilisi jest za wcześnie (lub za późno, jak kto woli), by wydostać się stamtąd do Kazbegi. Rozkładamy się więc na karimatach tuż przed lotniskiem – i tak musimy poczekać jeszcze na naszego kolegę, który ma przylecieć za 3 godziny. Czas ten spędzamy na rozmowach z policjantami, którzy oferują nam swoją opiekę, gdybyśmy w końcu zdecydowali się zasnąć. Nagle Marcin wpada na szalony pomysł, by zorganizować Tomkowi powitanie na wzór amerykańskich komedii. Na kartce, którą wyprosił w kantorze, starannie kaligrafuje „Shakal”.

Oto nowe imię kolegi Tomka. Ustawiamy się wśród oczekujących na podróżnych i z udaną powagą pytamy wszystkich po kolei: „Shakal? Are You Mr Shakal?”. Kiedy pojawia się Tomek, wiwatujemy jak szaleni, a ludzie stojący obok nas zaczynają klaskać. Jesteśmy już w pełnym składzie, decydujemy się więc na sen. Tym bardziej, że pilnują nas policjanci, którzy obiecują nam także załatwić busa do Kazbegi (prośba została poparta niewątpliwym wdziękiem koleżanki Doroty).

Rano budzi mnie niemiłosierny skwar, okazuje się, że reszta towarzystwa wstała dużo wcześniej. Jeszcze tylko poranna toaleta na lotnisku, a potem oczekiwanie na naszą marszrutkę. Po chwili pojawiają się dwaj uroczy kierowcy i zabierając nas w podróż z krótkim przystankiem na zakupy w Tbilisi.

Zobacz galerię zdjęć z Gruzji:

Pięknie!
 
Pięknie!
fot. Monika Bury



Kazbegi

Zostajemy wysadzeni dokładnie w wiosce Kazbegi, pomimo że chłopcy starają się przekonać kierowców, abyśmy pojechali jednak dalej. Ponoć nie można dostać się pod kościółek Cminda Sameba. Wszyscy wysiadamy, a panowie pchają samochód – nikt z nas nie ma sił w tym upale (pomimo późnego popołudnia!) iść pod górę z całym ekwipunkiem. Staje na tym, że musimy ponieść to ciężkie brzemię. Nie poprzestajemy jednak na próbach ulżenia sobie – każdy z nas robi ponowny przegląd plecaka, eliminując zbędny balast.

Idziemy krętą drogą – ja oczywiście na końcu. Postanawiam zatrzymać pierwszy samochód, jaki nadjedzie (okazuje się że, chcieć to móc, ale trzeba mieć napęd na 4 koła). Mój plan urzeczywistnia się, zabieramy jeszcze dwóch kolegów i wyprzedzamy nieświadomą niczego resztę grupy — samochód miał przyciemniane szyby. Jako jedna z pierwszych docieram na wysokość 2400 m n.p.m. pod kościół Świętej Trójcy.

W tym momencie przypomina mi się zdjęcie pokazane mi rok temu przez Grzesia. Stoję pomiędzy XIV-wiecznym kościołem a wulkanem Mkinwarcweri — Kazbekiem, tu i ówdzie pasą się stada krów i koni.

Sielskie widoki z drodze na Kazbek
Sielskie widoki z drodze na Kazbek. Fot. Monika Bury

Gdy dociera reszta towarzystwa, wmawiamy im, że weszliśmy skrótem, a prawdę ujawniamy dopiero na końcu podróży. Rozstawiamy obóz składający się z 4 namiotów, który już wkrótce powiększa się o kilka krów, koni i jednego psa. Ten ostatni, choć bezdomny, to jednak nie sprawia wrażenia zagubionego, co więcej, doskonale radzi sobie ze zwierzętami, które widać, że szczególnie upodobały sobie nasze dobra. Pozostawiamy dobytek czworonogiemu stróżowi i idziemy zwiedzić kościółek. Jestem pod wielkim wrażeniem ciszy i prostoty świątyni. Tutaj można oddychać modlitwą. Ja proszę tylko o jedno – abyśmy wszyscy weszli na szczyt i z niego bezpiecznie zeszli.

Droga długa jest


Następną bazę chcemy rozbić pod starą stacją meteorologiczną (3600 m n.p.m.). Trzeba tam tylko dojść w 40-stopniowym upale i z ciężkim plecakiem. Jak to jednak zrobić, kiedy noc minęła na podziwianiu lśniącego w blasku księżyca Kazbeku i odganianiu koni od namiotów?

Ciągle w drodze
 
Ciągle w drodze
fot. Monika Bury

Niewyspana wyruszam na szarym końcu, ponieważ obcierają mnie buty, a sandały zostawiłam w kościółku u mnichów, by się choć trochę odciążyć. Idę więc na bosaka, ciesząc przy tym oczy widokami: przestrzenią, słońcem, przepięknymi kwiatami i wszędobylskimi końmi. Serce rośnie mi z każdym krokiem.

Mariusz i Damian pędzą na przedzie, pomimo że mają najcięższe plecaki (Mariusz niesie gaz dla całej ekipy, jak się później okazuje zupełnie niepotrzebnie, gdyż można go nabyć w stacji meteo). Zmęczona szukam pokrzepienia i rzucam się w wody lodowcowego potoku. Daje mi to na tyle sił, że dołączam do grupy i zakładam buty, które o dziwo przestały obcierać. To pole lodowcowe, więc trzeba być szczególnie czujnym, tym bardziej, że kilka razy rozlega się złowrogi trzask. Taki jak wtedy, gdy Marcin próbuje przeskoczyć szczelinę.

Dalej jest już spokojnie, czas mija nam na zabawie w wymyślanie jak największej ilości słów kończących się na literę „o” Kiedy w końcu nadchodzi czas na błogi odpoczynek zabawa ciągle trwa, z naszych namiotów nieustannie dobiegają słowa: okno, godło, masło itd.

Następny dzień przeznaczamy na aklimatyzację, czyli wyjście pozwalające przystosować się naszym organizmom do odmiennej niż dotychczas wysokości. Jesteśmy na 3600 m n.p.m. Dochodzę do okolicy, gdzie mieści się czarny krzyż, panuje niemiłosierny upał, trochę szkoda mi sił, zwłaszcza, że atak na szczyt planowany o godzinie pierwszej w nocy. Wracam i usiłuję odpocząć. Mając jeszcze sporo czasu, zwiedzam opuszczoną stację meteorologiczną, która właśnie przerabiana jest na schronisko. Można tam zakupić jedzenie, napoje, gaz, a także wykupić nocleg. My jednak bardziej preferujemy własne namioty niż wilgotne mury stacji. Za 3 noclegi w własnym namiocie każdy z nas płaci po 6 lari (ok. 12 zł).

Z wyjścia aklimatyzacyjnego, które miało za cel dotarcie do plateau – rozległego pola śnieżnego pod szczytem na wysokości 4340 m n.p.m. – nie wracają Dorka i Michał. Oni chcą zaatakować od razu.

Wieczorem wszyscy kładą się spać, ja zaś dostaję zwykłej już u mnie głupawki i zaczynam opowiadać tradycyjne kawały o zajączkach, z których sama się śmieję najgłośniej. Wszyscy już posnęli oprócz mnie, nasłuchuję więc odgłosów spadających ze stoków gór kamieni. Noc jest, hmmm, czarująca, ja jednak marzę, by móc choć na chwilę się zdrzemnąć. Kiedy w końcu już mi się to udaję, jak na złość wybija godzina zero, czyli 24. – czas pobudki. Dane mi było całe 30 minut snu, w związku z czym humor nie za bardzo dopisuje. Szybko pakuję niezbędne rzeczy: raki, dwie pary rękawiczek, czołówka, batony, woda, czekan, kijki, kominiarka, dwie czapki, okulary, kask.

Dokładnie o pierwszej wychodzimy. Po drodze spotykamy sympatycznych Rosjan, którzy dzień wcześniej wchodzili na szczyt trudniejszą drogą oraz naszych – Dorkę i Michała. Zdobyli wierzchołek wieczorem, przespali się w jakiejś jamie a teraz schodzą. Jest piękna, gwiaździsta i mroźna noc. Idzie mi się bardzo dobrze, robimy krótki postój, żeby założyć raki i zjeść batona, a potem znowu dalej. W towarzystwie dwóch kolegów dochodzę przed plateau, gdzie powoli zaczynamy się rozdzielać. Mam problemy z oddychaniem, a co za tym idzie z wędrowaniem na tej wysokości. Zaczyna się nieśmiało rozjaśniać, więc widoki wynagradzają trudy wspinaczki. Idę już chyba tylko siłą woli, jeszcze kilka kroków i przerwa. Mam wielką pokusę, żeby się położyć, jednak ustalam sama dla siebie, że odpocznę dopiero pod samą przełęczą.

W końcu i ja podchodzę pod ścianę mającą 40 – 50 stopni nachylenia, która jest opisywana jako najtrudniejsza część drogi na szczyt. Dla mnie jednak trudność wynika przede wszystkim z braku sił i zmęczenia. Kiedy wydaje się, że już ją przezwyciężyłam, widzę kolejne wzniesienie, a potem jeszcze jedno... Nie dam rady! Jeden z moich kolegów dostrzega mnie ze szczytu i podchodzi na tyle, żeby być widocznym, co niesamowicie mnie motywuje. To przecież jeszcze tylko kawałek!

Na szczycie!

Docieram na szczyt po godz. 8 czasu gruzińskiego jako 3 człowiek i pierwsza kobieta tego dnia!

Tutaj padamy sobie w ramiona: ja, Mariusz i Damian, robimy zdjęcia i odpoczywamy, rzecz jasna. Zakładam puchówkę i kładę się na szczycie. Podziwiam Elbrus i wspaniałą Ushbę – kolejne cele w przyszłości. Wkrótce schodzimy. Chłopaki zakładają linę poręczową i zjeżdżam. Podczas zjazdu spotykam podchodzącą Polkę. Dziewczyna ma kryzys dokładnie tam, gdzie ja – na tej nieszczęsnej ścianie, która tylko wydaje się ostatnim kawałkiem drogi. Staram się dodać jej otuchy, tłumacząc, że to już naprawdę blisko. – Na pewno dasz radę – powtarzam wielokrotnie (spotykam ją potem w obozie pod stacją – weszła na szczyt).

Plenerowa sesja na szczycie
Plenerowa sesja na szczycie. Fot. Monika Bury

Powrót

Schodzimy, myśląc, że szczeliny przy tym upale będą prezentować się nieciekawie. Tak się dzieje: z jednej strony wielkie ziejące dziury, z drugiej lecą kamienie... Zmykamy czym prędzej. W końcu widać stację meteo. Jeszcze kilka kroków i dochodzimy do bazy, gdzie witają nas Dorka z Michałem. Teraz naszym głównym i jedynym celem jest odpoczynek. Każdy odpoczywa jak umie, więc biegnę do budynku, podgrzewam wodę i myję włosy – na wysokości 3600 m n.p.m. to prawdziwy luksus.

Nie obyło się też bez nerwów, bo większość ekipy się jeszcze nie wróciła. Jak się okazało, koleżanka dostała choroby wysokościowej. Na szczęście byli z nią dzielni koledzy i wszystko poszło jak po maśle. Chłopaki pomagali też zejść jeszcze jednemu delikwentowi, który tak samo padł ofiarą wysokości. Po radosnych toastach – wszyscy przecież zdobyliśmy szczyt – idziemy spać. Rano zwijamy manatki, i cóż, trzeba schodzić.

Tego wieczoru świętujemy w domostwie mężczyzny, który odebrał nas spod kościółka. W międzyczasie popsuł mu się samochód, naprawia, czas mija, on naprawia, aż w końcu jeden z naszych kolegów stwierdza lakonicznie: „Ni ch... nie działa!”. Nasz poczciwy kierowca niewinnie pyta: „ A szto eta ni chuja?” Zmieszany kolega mówi: „Nie haraszo”. Kiedy kierowca w końcu naprawił auto, uśmiechnął się promiennie i powiedział: „Chuja, chuja”

Tbilisi

Po górskich wojażach nadszedł czas na zwiedzanie Tbilisi, największego miasta i stolicy Gruzji. Zatrzymujemy się w hostelu Pani Iriny, gdzie panuje niesamowity klimat, zostawiamy bagaże i robimy przegrupowanie. Dziewczyny udają się na zakupy (sukienki i jedzenie), chłopcy zaś mają załatwić bilety na mecz Polska – Gruzja. Samo miasto jak dla ludzi gór – męczące, ale niepozbawione swoistego uroku, który zawdzięcza przede wszystkim życzliwym ludziom. Kiedy polska reprezentacja przegrywa mecz, jesteśmy pocieszani przez gruzińskich kibiców. Mimo porażki, świętujemy hucznie. A świętujemy w lokalu, którego byliśmy jedynymi klientami.

A na koniec

Szczyt we mgle
 
Szczyt we mgle
fot. Monika Bury

Jeśli chodzi o sam Kazbek, góra nie jest trudna technicznie, choć to jeden z najwyższych szczytów Gruzji – 5047 m n.p.m. Drzemiący wulkan w Paśmie Bocznym Wielkiego Kaukazu, szczyt na pewno ciekawszy i trudniejszy niż bardzo popularny Elbrus. Jeśli ktoś nie ma doświadczenia, a chce tę górę zdobyć, to polecam pochodzić trochę zimą po Tatrach, żeby obyć się z czekanem i rakami oraz z wszędobylskim zimnem. Kolejnym krokiem może być wyjazd w Alpy, najlepiej pod czujnym okiem doświadczonej osoby, wtedy nabędziemy praktycznych umiejętności.

Na pewno nie wolno bagatelizować wysokości, dlatego polecam systematyczne bieganie, które najlepiej zacząć miesiąc przed wyprawą. I oczywiście często jeździć w góry. Przede wszystkim jednak trzeba ćwiczyć swoją silną wolę. Przyda się na podejściu.

Do Gruzji zawsze warto się wybrać. Nie jest przesadą powiedzieć, że Polaków tam po prostu kochają. Gruzińskie powiedzenie mówi, że podróżnik w Gruzji to nie obcy, lecz brat, co więcej, obcokrajowiec – to Gruzin.

Komentarze (2)

  • 20.10.14, 16:17

    Komentarz usunięty

  • Pavulon

    Pavulon

    14.02.12, 15:15

    Serwus! Miło się czytało, zwłaszcza, że za 2 miesiące też wybieram się na 3 tygodnie do GRU, w tym na KZBK. Czy masz może namiar na hostel pani Iriny? Nie wiem, czy szukać na CouchSurfingu, czy decydować się na hostel w Tibi. Zwłaszcza, że po KZBK mam zamiar się powłóczyć po całej GRU, więc to tylko kilka nocy. Pozdrawiam, P.!

    Zgłoś


Zamknij

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3074

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3101

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 8400

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4747

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5554

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5186

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 4939

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 3908

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 3582

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3447

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3510

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 2921

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 12419

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 20292

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3823

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 22330

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze