Dziś jest 11.07.2020

Imieniny obchodzą Olga, Kalina, Benedykt, Cyprian

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Penang – przedsmak Malezji

Autor: Ewa Pluta

Data publikacji: 25.07.2011 16:14

Liczba odwiedzin: 3409

Tagi: azja, malezja, penang, butterworth, georgetown, relacje, ewa pluta

Kiedy okazuje się, że granice państwowe mogą być z gumy, horyzont jest jak dekoracja w teatrze – można go przesunąć wedle uznania, a odległość fizyczna tak naprawdę niewiele znaczy, to wtedy pojawia się najpierw nieśmiała, potem coraz bardziej zuchwała myśl, żeby eksperymentować z przestrzenią.

Chińska dzielnica w Georgetown
 
Chińska dzielnica w Georgetown
fot. Ewa Pluta

Jestem na południu Tajlandii i od niechcenia zerkam na mapę. Jechać na północ – daleko, poza tym wracać tą samą drogą wręcz nie przystoi. Natomiast Półwysep Malezyjski wydaje się być tak kusząco blisko. Rzut kamieniem, zaledwie 100 kilometrów do granicy…

Kiedy tak snuję plany najbliższej, podróżniczej przyszłości w jednym z tajlandzkich, przydworcowych barów, pojawiają się oni – turyści z plecakami, których oceniam jako potencjalnych informatorów. Intuicja mnie nie zawiodła: właśnie wracają z Malezji i chętnie o niej opowiedzą. Ich narracja, soczysta, z pikantnymi szczegółami, pełna podróżniczych anegdotek, urzeka mnie natychmiast. Już się podrywam z miejsca, chcę biec na autobus i wyruszać w świat, kiedy komórki odpowiedzialne za racjonalne myślenie, wybijają się na powierzchnię zdarzeń i zadaję dramatyczne pytanie:
– A wiza? Co z wizą moi drodzy?
Koleżanki i koledzy spieszą mnie pocieszać:
– Wiza? Jaka wiza? Tylko stempelek na granicy i już wrota malezyjskie uchylone. Musisz mieć paszport ważny jeszcze przez pół roku, ale spełniając te wymagania, nawet przez 90 dni możesz cieszyć się Malezją. A tam już na ciebie czekają dżungla, morze, wielka i kolorowa rafa, wielokulturowe miasta i maleńkie wioski przy rzekach.
Podniesiona na duchu biegnę na autobus, grzecznie pytam o dojazd do granicy, na co przypadkowi przechodnie odpowiadają równie kurtuazyjnie:
– Madame, nic już nie pojedzie stąd do granicy.

Nic to. Kiedy wszystko zawodzi, trzeba zdać się na autostop, łatając w ten sposób infrastrukturalną dziurę własną inicjatywą, co też robię niezwłocznie.
– Padang Besar? Padang Besar? – upewniam się po dwakroć, a nawet trzykroć, pytając każdego napotkanego kierowcę, a czasem nawet pieszego. Nieprzypadkowo zmierzam właśnie na to przejście graniczne. Są spore szanse, że stamtąd dostanę się szybko i sprawnie w pobliże wyspy Penang położonej na zachodnim wybrzeżu Malezji.

Czas mija, kilometry na szczęście też i oto spośród przydrożnego chaosu wyłania się tabliczka z krzepiącym napisem Butterworth. To właśnie stąd odpływają promy na wyspę. W międzyczasie nadrabiam dość rozległe braki edukacyjne. Moja znajomość Malezji jest nikła, pojęcie raczej blade, ale mam wiele szczerych chęci, by spędzić kilka tygodni w odmiennym kulturowo środowisku. Ewidentne braki maskuję ogólnymi informacjami, zaczerpniętymi ze skarbnicy wiedzy, czyli Lonely Planet, zwanej czasem Biblią podróżników.

Okazuje się, że zmierzam do siedliska kolonializmu – to właśnie tutaj Kompania Wschodnioindyjska rozpoczęła swoją prężną działalność. Dopiero po pewnym czasie przeniosła się do Melaki (miasto w południowej Malezji, historyczna stolica kraju), a potem do Singapuru. Gdy Francis Light (wysłannik terenowy Kompanii) przybył, by oszacować użyteczność 28 kilometrów kwadratowych wyspy, zobaczył z jednej strony bezludzie, z drugiej połacie ziemi, do których zagospodarowania przystąpił bez zwłoki. Francis Light, nie w ciemię bity kolonialista z nad wyraz dobrze rozwiniętym zmysłem praktycznym, żeby zachęcić jakoś do osadnictwa na wyspie lud wątpiący w ideały Kompanii, rozkazał strzelać srebrnymi monetami z okrętowych dział w kierunku dżungli. Deszcz pieniędzy okazał się przekonującym argumentem i wkrótce o bezludziu na wyspie można było już tylko pomarzyć.

Kiedy prom dobija dziarsko do brzegów Georgetown, głównego miasta na wyspie, aż trudno uwierzyć, że w swoich początkach było ono zaledwie kiepsko rokującą osadą. Nowoczesny port, las wieżowców, szkło, stal, równe, szerokie drogi: Georgetown prezentuje się jak typowa, azjatycka metropolia z prawdziwego zdarzenia.

Doczesność żąda, by złożyć jej ofiary, więc szukam pokarmu i schronu. Ponoć podstawowe potrzeby każdego turysty, łącznie z tymi społecznymi, czyli nawiązywaniem nowych znajomości, najlepiej załatwiać na ulicy Lubuh Chulia. Nie brakuje tutaj hosteli, guest house’ów, restauracji i restauracyjek. Nie w Chiński Nowy Rok, jak się szybko okazuje. W Chiński Nowy Rok większość pokoi jest pozajmowana, a mizerne resztki, które pozostały do wyboru, szybko dyskwalifikuję jako cenowo nieosiągalne. Uchodzę z Lebuh Chulia, by szukać pocieszenia w innej turystycznej arterii. Na Love Lane trwa noworoczny spektakl. Ku uciesze przechodniów młodzieniec tańczy ekstatycznie w smoczym przebraniu, co zresztą będzie się powtarzać regularnie przez najbliższe dwa tygodnie. Dach nad głową znajduję kilka kilometrów od ścisłego centrum i ostatecznie płacę za nocleg 30 rinngitów.

Pierwszy dzień w Georgetown to raczej jego wstępne „obwąchiwanie” niż poznawanie.
– Nie jestem sama – stwierdzam, spacerując po Lebuh Chulia. Ta ulica to nic innego jak odpowiednik Khao San Road w Bangkoku czy Sudder Street w Kalkucie: turystyczna mekka wraz z otoczką: mnóstwo barów ze stolikami także na zewnątrz, co sprzyja kontaktom towarzyskim i obserwacjom życia codziennego, sklepy z pamiątkami, agencje turystyczne, pośrednicy różnej maści. Krótko mówiąc: turysta może załatwić wszystkie sprawy w obrębie tej ulicy i nie musi się ruszać dalej. Choć warto, bo Georgetown to istny tygiel multikulturowy, gdzie kilka nacji miesza się, ulegając wzajemnym wpływom.

Oprócz rdzennych Malajów spory odsetek mieszkańców stanowią Hindusi, o czym nietrudno przekonać się, kiedy spacerujemy po jednej z dzielnic: Little India. Indie w „wersji instant” – można pomyśleć o tym niewielkim skrawku przestrzeni, gdzie nie brakuje wrażeń, zaczynając od kulinarnych (masala dosa i lassi prawie jak na subkontynencie), słuchowych (małe sklepiki z pirackimi płytami, puszczanymi przez sprzedawców najgłośniej jak to możliwe, co jest nieodłączną częścią walki o klienta) i wzrokowych (saari, salwar kameez, kurta pyjama: indyjska moda we wszystkich kolorach tęczy). Amatorzy wolnych przestrzeni powinni przyjść tutaj po północy: wtedy Little India wyludnia się, barwne dekoracje znikają, a spod nich wyłaniają się ciekawe, jednopiętrowe domki z balkonami.

Zaledwie kilka kroków dzieli Little India od Chinatown, które wydaje się teraz opustoszałe. Czasem ktoś przemyka, ale to raczej bezcelowe ucieczki przed słońcem (mamy końcówkę lutego, słońce jest prawie u szczytu swoich możliwości, temperatura nie schodzi w dzień poniżej 35 stopni Celsjusza) niż beztroski spacer. Nowy Rok oznacza, iż pracujący bardzo długo zazwyczaj Chińczycy teraz cieszą się życiem i urlopami, co szczególnie widać w obrębie świątyń. Każda z rodzin ofiarowuje bóstwom kwiaty, owoce, zapala ogromne kadzidła, by ci nie szczędzili pomyślności w przyszłym roku. Niemalże pustą ulicą z rzadka przejeżdżają kolorowe riksze (trishaw) wyposażone w sprzęt niezbędny tutaj, czyli ogromne, czarne parasole. Słońce to problem palący, o czym najlepiej wiedzą Malajki. Niektóre z nich, niezadowolona z odcienia swojej karnacji, nakładają na twarz przeróżne smarowidła, by wybielić nieco swoją skórę. W drogeriach te kremy mają poważny udział w asortymencie sklepu. Czasem bywa, że nierozważny turysta, który łaknie kremu nawilżającego, trafi na wybielający i pozostaje z tym kukułczym jajem w dłoni.

Mówią, że kuchnia malezyjska hartowała się na półwyspie Penang, więc nie pozostaje mi nic innego jak sprawdzić tę obiegową opinię. Laksa assam to miejscowa specjalność, bardzo prosta zresztą: zwykła zupa rybna (laksa) o kwaskowatym smaku otrzymywanym ze zmielonych owoców tamaryndy. Laksa obejmuje całą rodzinę zup, których podstawą są wszelkie ryby i owoce morza. Kulinarne eksploracje rozpoczynam od rana, gdyż każda z nacji ma swój własny pokarmowy rytm. Na śniadanie warto się wybrać do chińskiej restauracji, bo wtedy oprócz nieodzownej herbaty, na pewno zostaną podane tzw. dim sum, czyli wszelkie przystawki, słodkości, drobne desery. Ehhh…

O dim sum ciągle myślę, ale tęsknię za air batu champu (Malajowie używają raczej skrótu ABC), które jest niczym innym jak lodami podawanymi w ogromnych pucharkach. Samo ich przygotowanie jest już efektowną czynnością: w specjalnej maszynie mieli się bloki lodu, następnie lodowy miał jest polewany syropami o różnych smakach (o profesjonalizmie stoiska świadczy ilość tych syropów). Następnie dodaje się owoce i żelowe dodatki, których pochodzenie jest dla mnie niejasne, pomimo licznych wysiłków włożonych w zgłębienie lodowej tajemnicy.

Późnym popołudniem, kiedy słońce nieco spuszcza z tonu, na ulicach pojawiają się wózki, rodzaj obwoźnej kuchni, gdzie „na żywo” przygotowuje się jedzenie. Całe imponujące, kulinarne zjawisko nosi nazwę nocnego marketu, a jego szczytowym osiągnięciem jest targ w Chinatown trwający do późnych godzin nocnych. W menu króluje malezyjski odpowiednik fast foodu: mee goreng (smażony makaron z dodatkami), nasi goreng (smażony ryż z dodatkami) oraz narodowa potrawa Malajów, jedzona przez nich o każdej porze dnia i nocy: nasi lemak (ryż z mlekiem kokosowym i kawałkami suszonej ryby, w szanujących się jadłodajniach zawijany w liść bambusowy)

Kiedy tak oddaje się uciechom kulinarnym, zapominam o swoich turystycznych obowiązkach: a tu trzeba zwiedzać, poznawać zdobycze kultury, więc śpieszę do jednej ze świątyń, ponoć wyjątkowej w szerokim świecie, zwanej świątynią węży, gdzie gady leniwie snują się po ołtarzu, okręcają wokół lichtarzy, syte pokarmem podsuwanym im ciągle przez strażników i otumanione dymem z kadzideł. Węże są niezwykle łagodne, raczej świątynne niż drapieżne, więc turysta może czuć się tam bezpiecznie.

Jest takie miejsce na wyspie, z którego wierzchołka można ją całą ogarnąć wzrokiem. Mowa o Penang Hill, niewielkim, bo mierzącym zaledwie 821 m n.p.m. wzgórzu. Pomimo tego, ciężko tam spotkać spacerowiczów, którzy o własnych nogach ów wierzchołek chcieliby zdobyć. Popularna jest natomiast kolejka górska wyruszająca z wioski Air Hitam, powoli pnąca się pod górę, więc mamy doskonałą okazję, by bacznie obserwować przyrodę i sycić się do woli klimatem podrównikowym. Już na miejscu panorama zapiera dech w piersiach: nie tylko widać całą wyspę, ale wzrok ślizga się też po nieodległym, stałym lądzie, wyławiając szczegóły: most łączący Penang z Malezją kontynentalną (13,5 kilometra: jeden z najdłuższych mostów w Azji!), maleńkie punkciki promów, które przez całą dobę kursują między wyspą, a lądem, międzynarodowy port lotniczy, czy w końcu piaszczyste plaże w wioskach Batu Ferringh i Teluh Bahang.

Do tej ostatniej miejscowości docieram następnego dnia, zwabiona plotką o bajecznie kolorowych motylach, które miałyby żyć na motylej farmie tuż nad zatoką Bahang. Plotka okazała się rzeczywistością, a tysiące motyli, od maleńkich po całkiem spore okazy, oswojone zresztą przez masową turystykę, w mig siadają na rękach i są wdzięcznym, bo statycznym, obiektem do zdjęć.

Wyspa Penang to dobre miejsce, by zacząć poznawanie Malezji. Daje przedsmak tego, czego możemy spodziewać się w innych regionach kraju. Znajdziemy więc tutaj niesamowity miks kulturowy tworzony przez Malajów, Hindusów, Tajów i Chińczyków, których kultury wzajemnie na siebie wpływają i często stajemy bezradni w obliczu ich rozróżnienia. Z pozoru wygląda to na zgodne współistnienie, choć nie jest to wiążąca opinia: dla turysty dostępna jest tylko powierzchnia zdarzeń, a ta dostarcza tutaj wielu niespodzianek. Podobnie jak w pozostałej części kraju nowoczesność albo wypiera tradycyjne formy życia, albo dyktuje jej swoje warunki. Natomiast jest jedna rzecz, której nie znajdziemy poza Penang: kuchnia. Z doświadczenia wiem, że to silny argument przemawiający za przyjazdem do Georgetown i w jego okolice.

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • Następna »

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszy!

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3297

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3293

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 8966

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4915

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5774

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5437

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 5207

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 4061

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 3954

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3579

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3717

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 3038

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 15145

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 23499

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3967

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 35973

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze