Dziś jest 22.10.2020

Imieniny obchodzą Halka, Kordian, Kordelia, Abercjusz

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Sanktuarium Annapurny

Autor: Ewa Pluta

Data publikacji: 16.06.2011 13:12

Liczba odwiedzin: 6326

Tagi: azja, nepal, pokhara, sanktuarium annapurny, góry, relacje, ewa pluta, góry relacje z podróży

Jeszcze nie dowierzam, kiedy celnik zamaszystym gestem wkleja wizę, stempluje ją, a następnie wykonuje ręką bliżej nieokreślony gest. Gest wskazujący Nepal, bo właśnie tam udajemy się, by zrealizować śmiały, choć ciągle dla nas nierealny plan trekkingu do bazy wypadowej na Annapurnę.

Nepal
Dla jednych cel, dla drugich początek drogi – Annapurna Base Camp. Ewa Pluta

Właśnie obchodzimy drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, zatem nie mogliśmy zafundować sobie lepszego prezentu pod choinkę. Jednak zanim dotrzemy do Pokhary, czyli drugiego, największego po Katmandu miasta w Nepalu, przyjdzie nam usłyszeć jedno zdanie popularne jak świat długi i szeroki, czyli: „Dzisiaj już nic nie pojedzie. Tylko taksi, tylko taksi”.

Na przejście graniczne w Sunauli dotarliśmy późnym popołudniem, formalności trwały około dwóch godzin, życie uliczne nie wydało się zamierać, zatem mieliśmy prawo pomyśleć, że jednak coś pojedzie, że komunikacja publiczna istnieje w tym miejscu, a my z niej skorzystamy. Fataliści, którzy wróżyli nam brak transportu publicznego, mieli jednak tym razem rację, nie pozostaje nam więc nic innego jak wynająć jeepa, co robimy po krótkich, acz intensywnych targach z kierowcą (2000 INR).

Nazwa drogi łączącej Sunauli z Pokharą – Siddhartha Highway – wydaje się być nadana trochę na wyrost, bo bywa, że „autostrada” częściowo zanika albo jej nawierzchnia jest mocno zdewastowana przez „niesprzyjające czynniki atmosferyczne”, jak określa to autor jednego z przewodników. Zresztą, nie powinno to dziwić, bo Nepal jest jednym z najbardziej górzystych krajów na świecie. Himalaje stanowią 80 proc. jego powierzchni, dlatego wybudowanie dwóch „autostrad”: Siddhartha Highway oraz Prithvi Highway (droga łącząca Pokharę z Katmandu) było sporym sukcesem logistycznym oraz turystycznym, bo od tego momentu Nepal rokrocznie odwiedzany jest przez tłumy turystów żądnych wrażeń w wysokich górach.

Nasza skromna czteroosobowa grupa tych wrażeń również jest spragniona, ale zanim wyruszymy na himalajski szlak, chcemy nacieszyć się Pokharą oraz odpowiednio przygotować do trekkingu. Miasto okazuje się być zupełnie inne od tych spotykanych w Indiach. Właśnie przyjechaliśmy z zatłoczonego i głośnego Waransi, które ciągle porównujemy z zastaną rzeczywistością, zdecydowanie na korzyść tej nepalskiej. Przede wszystkim jest czyściej, co jest pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy oraz mniej tłocznie, pomimo że miasto jest przecież turystyczną enklawą – stąd wyruszają grupy do Rezerwatu Annapurny (Annapurna Sanctuary Trek), przez który wiedzie jeden z najbardziej popularnych i malowniczych nepalskich szlaków. Kolejna, ale jakże znacząca różnica – jest chłodniej, Pokhara leży na wysokości 884 m n.p.m. Z dziką satysfakcją zakładam kurtkę i polar wiezione z Polski, bo nic tak nie irytuje jak nieużyteczność bagażu, który obciąża słabowite plecy.

Sporo czasu minie, zanim znajdziemy stosowny nocleg (stosowny oznacza cenę nie wyższą niż 250 INR za pokój dwuosobowy), a to ze względu na późną porę, nieznajomość miasta i zbliżające się święto, z którego okazji wiele miejsc noclegowych jest już zajętych. Jeszcze nie wiedzieliśmy wtedy o istnieniu dzielnicy Lakeside, w której znajduje się większość tanich hosteli i guest-house’ow, większość ulicznych jadłodajni z przepysznym dhal bhatem (ryż podawany z zupą z soczewicy) oraz gdzie przebywa większość turystów. Gdy już tam trafiliśmy, po części jasne stało się, dlaczego hipisi, którzy przybywali tutaj w latach 70.,by spędzić kilka tygodni pośród himalajskiej scenerii, przedłużali swój pobyt do kilkunastu lat.

Tylko kilka kroków dzieli centrum miasta od jeziora Phewa – drugiego, największego jeziora w Nepalu, nad którym można oddać się słodkiemu nic nierobieniu, sycąc przy tym oczy widokami na górskie masywy. A jest na co, bo Pokharę otacza ogromny łańcuch Annapurny. Z pobliskiego Sarangkotu, gdzie udaję się rowerem (wypożyczenie kosztuje 100 INR za cały dzień) widać niemalże cały masyw, co oznacza, że spotkało mnie niesamowite szczęście, bo pogoda bywa tam, mówiąc dość oględnie, zmienna.

W oddali majaczą Lamjung Himala, Hiunczuli, Varahashikhar, Tarke Kang, Gangapurna oraz cztery wierzchołki Annapurny, co wprawia mnie w nastrój euforyczny, tym bardziej, że przypominam sobie, czytaną kiedyś namiętnie książkę Maurice’a Herzoga „Annapurna”, w której francuski himalaista szczegół po szczególe opisuje zdobycie pierwszego w historii ośmiotysięcznika. Ekspedycja dociera na szczyt Annapurny I (8091 m n.p.m.) w 1950 roku, na trzy lata przed wejściem ekipy Hillary’ego na Mount Everest, a Herzog – lider grupy – przypłaca to utratą wszystkich palców u rąk i nóg. Patrzę na Annapurnę, częściowo zakrytą przez chmury i myślę sobie, że na wierzchołku pewnie nigdy nie stanę, ale choćby w połowie drogi na szczyt…

Rzeczywistość jednak skrzeczy i upomina się o swoje prawa: ja tu marzę o Himalajach, wybieram się na trekking, a nie mam nawet butów! Nie wspominając o innych rzeczach, bez których obejść się nie sposób, jak np. pozwolenia na poruszanie się po obszarze chronionym wokół Annapurny. Braki w garderobie uzupełniam dość szybko. Jak w każdej nepalskiej miejscowości położonej blisko szlaków, tak i w Pokharze można kupić wszelkie podróbki znanych marek, których jakość i cena są, hmmm…, zadowalające. Moje buty trekkingowe zakupione za niebagatelną sumę 2000 INR przetrwały nie tylko 10-dniowy marsz po himalajskim trakcie, ale również kilka pomniejszych wyjazdów, po czym rozpadły się dopiero po kilku miesiącach, pozostawiając po sobie bezcenną wartość sentymentalną – to, co z nich pozostało, skrzętnie przechowuję do dziś.

W ferworze zakupów tracimy czujność, pozwalając, by „permit” załatwił nam właściciel hotelu, którego pośrednictwo kosztuje nas więcej niż przypuszczaliśmy. O wiele więcej. I pomyśleć, że biuro o szumnej nazwie Organizacja Ochrony Regionu Annapurny (Annapurna Conservation Area Project), gdzie dopełnia się wszelkich formalności i uiszcza opłaty, było tak blisko… Po trzech leniwych dniach spędzonych nad Phewa Dal postanawiamy wyruszyć, co jest decyzją niemalże heroiczną – Pokhara to bardzo przyjazne miasto, w którym łatwo o rozleniwienie, czemu sprzyjają przyjaźni Nepalczycy, pozytywna aura, dobra kuchnia i mnóstwo zacisznych barów.

Nepal

Kiedy autobus zatrzymuje się w niewielkim Phedi, obliczamy, że mamy przed sobą 5 dni marszu i 3211 m przewyższenia do pokonania, by dotrzeć do miejsca docelowego – Sanktuarium Annapurny (Annapurna Base Camp, 4095 m n.p.m.), miejsca, z którego himalajskie ekspedycje wyruszają na szczyt „Bogini Urodzaju”, bo tak brzmi nazwa Annapurny w sanskrycie. Pierwsze metry pod górę, po stopniach wijących się na tarasowatym zboczu nie były najłatwiejsze. Ciążył około 10-kilogramowy plecak, niewyćwiczone mięśnie, dla których taki wysiłek fizyczny był prawdziwym szokiem, początkowo buntowały się, buty uwierały, a świat nie wydawał się już tak piękny jak przed wejściem na szlak.

Kryzys trwał tylko przez 1,5 godziny, aż do momentu, kiedy dotarliśmy do pierwszej, maleńkiej osady Dhampus (1750 m n.p.m.), gdzie postanawiamy odpocząć. Tam też dajemy się zwieść rezolutnym sprzedawczyniom w wieku od około 6 do 60 lat i zakupujemy suweniry, czyli już po raz drugi w trakcie tego wyjazdu zwyczajnie tracimy czujność.Cała wioska to zaledwie kilka niskich, kamiennych domków, wokół których biegają dzieciaki, jak widać nieśmiałe, bo żadne z nich nie podchodzi do nas, kiedy przysiadamy tam na chwilę. Należą do Gurungów, jednej z 50 grup etnicznych zamieszkujących Nepal. Gdyby zapytać Nepalczyka o przynależność narodową, wymieni właśnie swoją grupę etniczną. Nie wspomni natomiast o narodowości nepalskiej, która dopiero od niedawna kształtuje się i umacnia.

Staram się o tym troszkę myśleć podczas kolejnego podejścia na wysokość 1990 m n.p.m., na której leży Pothana, miejscowość, gdzie znowu nabieramy sił i uzupełniamy zapasy indyjskiej whisky o zapachu tanich perfum. Słusznie podejrzewamy, że nepalskie wieczory bywają chłodne, więc taki asortyment może okazać się potrzebny. Pierwszą noc na szlaku spędzamy w Tolce, w jednym z niewielkich hotelików (tzw. lodge, cena poza sezonem: 150 INR, pokój dwuosobowy), gdzie, o dziwo, jesteśmy jedynymi turystami, bo jak przyznaje gospodarz, sezon ma się dopiero zacząć pod koniec stycznia, a wraz z nim zrobi się tłoczno, czego przyjaznym Nepalczykom życzymy z całego serca – turystyka to często jedyne źródło dochodu w tym regionie, źródło, które okazuje się niewystarczające. Nepal ciągle pozostaje jednym z najbiedniejszych krajów w Azji. Minie sporo czasu, zanim zdecyduję się na zdjęcie kilku warstw ubrań – w pokoju jest przeraźliwie zimno, centymetrowe szpary w ścianach niestety umożliwiają sprawną wentylację i tylko trunek z indyjskiego eksportu jest pewnym pocieszeniem.

Sanktuarium Annapurny (4130 m n.p.m.)
 
Sanktuarium Annapurny (4130 m n.p.m.)
fot. Ewa Pluta

Następnego dnia ruszamy do Chhomrong, co oznacza, że najpierw schodzimy w dół do Gurung Landruk (1620 m n.p.m.), tracąc sporo wysokości zdobytej w pocie czoła dzień wcześniej. Zyskujemy natomiast rewelacyjny widok na dolinę Modi Khola, który będzie nam towarzyszył przez najbliższe dni. Spotykamy też pierwszych turystów i co tu dużo kryć, początkowo popadamy w kompleksy. Doskonale wyekwipowani maszerują w asyście porterów, którzy niosą cały ich bagaż, a ci tylko z niewielkimi plecaczkami… By nie czuć się jak ubodzy krewni, racjonalizujemy całą sytuację, powtarzając sobie i światu, że jesteśmy tak młodzi i tak sprawni, że wynajęcie Szerpów byłoby czystym szaleństwem i fanaberią. Nocleg w Bamboo Lodge (2340 m n.p.m.) nie dostarcza już takich wrażeń klimatycznych jak ten poprzedni, kilkaset metrów niżej w Tolce. Z ulgą stwierdzamy, że dość szybko przystosowujemy się do warunków i nocnych chłodów, z którymi miałam walczyć za pomocą śpiwora wypożyczonego jeszcze w Pokharze. Walka okazała się nierówna.

Inne od wyobrażanych wcześniej okazały się także realia na szlaku. Otóż w każdej z miejscowości przy drodze do Sanktuarium Annapurny znajduje się kilka niewielkich hotelików prowadzonych przez nepalskie rodziny, są też małe sklepiki, w których można zaopatrzyć się w najbardziej podstawowe produkty, choć ceny są oczywiście wyższe, a to głównie ze względu na transport – mieszkańcy muszą wszystko wnosić na plecach, co czasem trwa dzień, a czasem cztery. Panuje też zasada, pisana nawet, że wynajmując pokój, owszem, płacimy niewiele (100-200 INR), ale jesteśmy zobligowani do zakupu jednego posiłku w hotelowej kuchni. Reguły te były nam wcześniej nieznane, dlatego jeszcze w Pokharze zrobiliśmy spore zakupy, co nie raz przeklinaliśmy podczas stromych podejść.

W trakcie trekkingu sprawy doczesne pochłaniały nas całkowicie: jeść, spać, iść; iść, jeść, spać. Każdy dzień był wypełniony tymi trzema, podstawowymi czynnościami, o których ciągle mówiliśmy i myśleliśmy, na których byliśmy absolutnie skoncentrowani, przy czym Sanktuarium Annapurny było tak odległe i nierealne, że czasem wręcz zapominałam o tym celu skrojonym na miarę naszych możliwości. I to było rewelacyjne!

Nepal
 
Nepal
fot. Ewa Pluta

Szczyt Maczhapuczare (6997 m n.p.m.), który wyłonił się tuż za wioską Doban, wskazywał, że jesteśmy w połowie drogi, co nieco dodawało sił. Słowo „maczhapuczare” oznacza rybi ogon i faktycznie, szczyt jest oryginalny, podwójny, „rybi”. Poza tym dla Nepalczyków stanowi świętość, o czym przekonał się Jimmy Roberts, którego próba zdobycia góry w 1957 roku zakończyła się fiaskiem. Szerpowie 50 metrów przed szczytem odmówili wejścia na święty wierzchołek. Do dziś na Maczhapuczare nie wolno się wspinać, można jedynie podziwiać jej postrzępiony grzbiet, co robię nieustannie w dużej mierze dla wrażeń estetycznych, a po trosze, by nie myśleć o zmęczeniu.

Obóz-baza (3720 m n.p.m.), który znajduje się u podnóża Maczhapuczare raci swój pierwotny charakter wobec wspomnianego zakazu. Jest za to idealnym przystankiem tuż przed celem, od którego dzielą nas zaledwie dwie godziny. Z masochistyczną przyjemnością przedłużamy jednak chwilę dojścia do Sanktuarium, opalając się na trawce przed bazą, opalając skutecznie, bo słońce na tej wysokości grzeje zdradliwie: niby panuje przyjemny chłód, wokół leżą połacie śniegu, a tu skóra po 30 minutach jest już mocno przypieczona.

Ostatni odcinek drogi okazuje się dla nas łaskawy: ścieżka wije się w niewielkiej dolinie, dlatego oszczędzone są nam mozolne podejścia, ale aż do ostatnich minut marszu Annapurna pozostaje niewidoczna. Kiedy w końcu się wyłania w całej okazałości – bo pogoda temu sprzyja, jest słonecznie, i bezchmurnie – wzruszam się odrobinę. To najpiękniejsze miejsce, jakie widziałam, a kolejne kwadranse spędzone na wpatrywaniu się w wierzchołek i potężny grzbiet góry, tylko mnie w tym utwierdzają.

Baza Annapurny leży w samym środku lodowego cyrku, który otacza pierścień 4 sześciotysięczników oraz 6 siedmiotysięczników. Miejscowi, w szczególności Gurungowie, używają słowa Dheothal, by oddać nie tylko geografię tego miejsca – kiedy stoimy przed bazą, góry otaczają nas dookoła – ale również jego świętość. Już w pradawnych nepalskich wierzeniach można spotkać wzmianki o sakralnym charakterze Annapurny.

Nepal
Miejscowi mówią o niej Dheothal – „święta góra”. Fot. Ewa Pluta

Kiedy zachodzi słońce, zaczyna się życie towarzyskie w bazie, bo najwyraźniej niewielu chce wracać do wychłodzonych pokoi, wybierając raczej główną jadalnię, gdzie w zacnym towarzystwie można świętować sukces, wznosząc toasty piwem Tiger. Jak się okazuje, ta marka dociera wszędzie, nawet na wysokość 4130 m n.p.m., podobnie jak Coca Cola, której puszki nie omieszkam zakupić – taki mały łyk kapitalizmu w wielkim Sanktuarium Annapurny.

Następnego ranka nie rozkoszujemy się górskimi widokami, lecz jak najszybciej staramy się zejść na dół, bo dwie osoby z naszej ekipy dopadły klasyczne objawy choroby wysokościowej, które przechodzą jak ręką odjął, kiedy na powrót docieramy do bazy Maczhapuczare. Do Chhomrong wracamy tą samą drogą, natomiast niedaleko za miejscowością wybieramy ścieżkę wiodącą do Tadapani, skąd niedaleko już do Poon Hill (3210 m n.p.m.), a następnie do Ghorapani. W praktyce oznacza to, że po pierwsze będziemy szli dłużej, bo naokoło, po drugie wydłużymy sobie czas spędzony w Himalajach. Wybór był prosty.

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszy!

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3405

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3381

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 9059

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 5010

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5889

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5608

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 5347

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 4150

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 4046

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3685

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3815

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 3137

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 15665

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 24286

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 4077

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 39356

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze