Dziś jest 20.04.2019

Imieniny obchodzą Agnieszka, Czesław, Amalia, Berenika

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Batura Muztagh – Pakistan 2011

Autor: Ewa Pluta

Data publikacji: 26.01.2012 14:20

Liczba odwiedzin: 6169

Tagi: azja, pakistan, batura muztagh, gilgit, góry, wywiady, góry wywiady

Drugie po Himalajach pod względem wysokości. Położone na pograniczu Indii, Pakistanu i Chin. Naturalna bariera, którą nie tak łatwo przebyć. A wielu by chciało, bo góry Karakorum ze względu na swój ogromny potencjał eksploracyjny pobudzają wyobraźnię. I przyciągają jak magnes. Tak było w przypadku wyprawy Batura Muztagh – Pakistan 2011 r, zorganizowanej przez członków Klubu Wysokogórskiego Kraków: Piotra Pichetę, Mikołaja Pudo, Jakuba Gałkę i Maćka Chmieleckiego.

Ekipa
Ekipa w komplecie, od lewej: Jakub Gałka, Maciek Chmielecki, Mikołaj Pudo, Piotr Picheta. Fot. Piotr Picheta

Ewa Pluta: Gdybyście mieli podsumować wyprawę „Batura Muztagh – Pakistan 2011”, to powiedzielibyście, że…

Maciek Chmielecki: Wyprawa zakończona sukcesem, gdyż wszyscy wrócili cało.

Jakub Gałka:
Potwierdzam to, co powiedział Maciek: najważniejsze, że wróciliśmy cali i zdrowi. Praktycznie nikomu nic się nie stało. Naszym celem była niezdobyta dotąd góra Koti Chok (5970 m n.p.m.), która zawzięcie się przed nami broniła. Dwukrotnie próbowaliśmy ją zdobyć, niestety za każdym razem bez rezultatu. Na Kuti Pokush, szczyt aklimatyzacyjny położony w tym samym paśmie, wspięliśmy się dwa razy. I wytyczyliśmy nową drogę na jego wierzchołek (w skali alpejskiej – UIAA – oszacowaliśmy tę drogę na AD, czyli dość trudno). Byliśmy pierwszymi Polakami na szczycie Kuti Pokush i według najświeższych danych chyba piątym zespołem w ogóle, choć jedno wejście nie jest w pełni potwierdzone.

Wspinanie jako sport to bardzo indywidualna sprawa. Każdy ma swoje powody i wyznacza sobie inne cele. Jeden uczestnik będzie zadowolony z przejścia, podczas gdy inny – nie. Minęło już kilka miesięcy od zakończenia wyprawy, oceniam ją więc z odpowiednim dystansem. I mogę śmiało powiedzieć, że jestem zadowolony z jej przebiegu. Spędziłem sporo czasu w dobrym towarzystwie, przeżyłem wiele przygód i zobaczyłem wiele pięknych widoków. Mam ogromną satysfakcję, że eksplorowałem miejsca, których dotąd nikt nie odkrył.

Piotr Picheta: Chcieliśmy odwiedzić teren dziewiczy, jeszcze niepoznany. Naszym głównym celem była jego eksploracja, wspinanie miało być tylko częścią wyprawy. Przede wszystkim zależało nam, by dotrzeć do doliny Sath Marau i udokumentować ją fotograficznie. Mieliśmy okazję zrobić naprawdę wiele fajnych zdjęć, które dobrze pokazują piękno tego miejsca. Bez przesady mogę powiedzieć, że obfotografowaliśmy ją z każdej strony.

E.P.: Dlaczego wybraliście akurat to miejsce? Jak powstał pomysł na wyprawę?

Maciek: Z dziewiczym i nieudokumentowanym teren jest pewien problem: do końca nie wiadomo, co się tam zastanie i czy pojawi się możliwość wspinaczki. Nie wszystko wynika z Google Maps. Dokładnie 4 lata temu Kuba był w tym rejonie. Dzięki jego dokumentacji fotograficznej wiedzieliśmy, że miejsce ma duży potencjał wspinaczkowy i że jadąc tam, raczej się nie rozczarujemy.

Kolorowe ciężarówki na Karakorum Highway
 
Kolorowe ciężarówki na Karakorum Highway
fot. Maciek Chmielecki

Kuba: Tak, pojechałem tam w 2007 roku razem z dwoma innymi kolegami. Zainspirowałem się wówczas artykułem Jerzego Wali, który zajmuje się dokumentacją kartograficzną gór wysokich, w tym Karakorum Zachodniego. Artykuł był obszernym opracowaniem topograficznym terenu, ale w makroskali. Można było z niego wywnioskować, że znajduje się tam dolina i że dotąd nie była odwiedzana. Wówczas udało nam się do niej dotrzeć i zrobić obszerną dokumentację fotograficzną. W 2011 postanowiliśmy kontynuować działalność eksploracyjno-wspinaczkową już nie w samej dolinie, ale w wyższych partiach gór i zdobyć kilka szczytów. Co ciekawe, Pakistańczycy, którzy poruszają się w obrębie doliny, np. polując, znają ją tylko do granicy lodowca, dalej już nie. Sami nam to zresztą powiedzieli. A więc pierwszy raz stopa ludzka stanęła w tym miejscu.

E.P.: A czyja stopa była pierwsza?

Piotr: Stopa Maćka.

Maciek: Tak, szedłem jako pierwszy, a więc to moja stopa.

E.P.: Musieliście zawrócić 50 – 100 metrów od wierzchołka Koti Chok. Dlaczego?

Piotr: Zadecydował o tym szereg czynników. Pierwszy atak zakończył się trochę niżej, na wysokości 5800 m n.p.m., zrobiło się późno, a my już byliśmy mocno zmęczeni. Poza tym nie mieliśmy dobrej aklimatyzacji. Drugi raz zaatakowaliśmy po wejściu na Kuti Pokush, aklimatyzacyjny szczyt.

Koti Chok
Widok na Koti Chok (5997 m n.p.m.). Fot. Maciek Chmielecki

Dość szybko osiągnęliśmy miejsce, z którego wycofaliśmy się za pierwszym razem. „Dość szybko” oznacza 13 godzin i faktycznie nie jest to długo – w porównaniu z pierwszym atakiem, który trwał 28 godzin. Ostatnie 150 metrów zdobywaliśmy przez prawie 5 godzin. Mieliśmy problemy techniczne, asekuracyjne, byliśmy zmęczeni. Poruszanie się w kopule szczytowej zajęło nam bardzo dużo czasu, zdarzały się momenty, że nie wiedzieliśmy którędy iść.

Kuba: Kiedy doszliśmy do miejsca, z którego ostatecznie się wycofaliśmy, było już tak późno, że najlepsze co mogliśmy zrobić, to zjeżdżać. Dochodziła już 23. Zdecydowaliśmy, że zrobimy tylko krótki postój na napicie się czegoś i zjeżdżamy.

Maciek: Z mojej perspektywy decyzja była prosta. Gdy doszliśmy do tego miejsca, nie miałem zupełnie sił, żeby iść dalej.

E.P.: Chyba nieźle dostaliście w kość…?

Piotr i Kuba w trakcie wspinaczki na Koti Chok
 
Piotr i Kuba w trakcie wspinaczki na Koti Chok
fot. Maciek Chmielecki

Kuba: Raczej tak. W czasie naszej poprzedniej wyprawy do Kirgizji najdłuższa akcja trwała 27 godzin. W Pakistanie – 33. Te 6 godzin to naprawdę sporo różnica, którą dotkliwie odczuliśmy.

Mikołaj: Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że decyzja o odwrocie była słuszna. Wycofanie się z tej góry było możliwe tylko nocą. Wspinaliśmy się kuluarem lodowym, który miał wschodnią wystawę. Oznacza to, że słońce świeci tam od samego rana. Lód się topi, w najlepszym wypadku jest wilgotny, a to w rezultacie uniemożliwia zjazd. Mieliśmy wybór: albo iść do góry przez 4 godziny, a potem przeczekać praktycznie całą noc i cały dzień aż zrobi się zimno i dopiero wtedy zjechać, albo ruszyć w dół tej samej nocy i rano być na lodowcu.

Piotr: Tę decyzję podjęliśmy trochę podświadomie. Wtedy nie rozpatrywaliśmy jej tak szczegółowo, jak robimy to teraz. Ja z jednej strony byłem mocno zdeterminowany, żeby wspinać się dalej, z drugiej – koszmarnie zmęczony. To chyba zdrowy rozsądek dał o sobie znać – pomyśleliśmy, że jeśli nie zawrócimy, może się to dla nas skończyć tragicznie. Jeszcze długo po zakończeniu wyprawy analizowaliśmy naszą decyzję. Doszliśmy do wniosku, że była słuszna.

E.P.: Czy w momencie podejmowania decyzji byliście jednomyślni? Nie pojawiła się pokusa, że skoro cel jest tak blisko, to może warto zaryzykować?

Kuba: Z tym bywało różnie. Chociaż ja byłem przekonany, że powinniśmy zjechać.

Mikołaj: Jasna sprawa – bardzo chciałem wejść na tę górę, ale nie za wszelką cenę. Trudno teraz ocenić, czy dalibyśmy radę.

Kuba: Piotrek bardzo chciał iść, ale trzymaliśmy go. Trzech na jednego – szanse miał niewielkie.

E.P.: Jak organizowaliście wyprawę? Jak trafiliście na Waszego pakistańskiego przewodnika Szahida Alam Nagari?

Szahid Alam Nagari – nasz przewodnik
 
Szahid Alam Nagari – nasz przewodnik
fot. Piotr Picheta

Kuba: W 2007 przez przypadek trafiliśmy do wioski Bar, gdzie równie przypadkowo poznaliśmy Szahida. Okazało się, że jest właściwą osobą: zna angielski, świetnie orientuje się w terenie, jest poważany wśród lokalnej społeczności. Szahid to w ogóle ciekawa postać. Jest lokalnym politykiem, członkiem Karakorum National Movement, organizacji, która od ponad 20 lat walczy o autonomię regionu Gilgit-Baltistan, dlatego miejscowa policja i władze niezbyt go lubią. Wyjeżdżając z Bar, nie miałem dokładnych namiarów na niego, wiedziałem tylko, w której wiosce mieszka i jak się nazywa. Na rok przed wyprawą „Batura Muztagh” pomyślałem, że warto byłoby się z nim skontaktować.

E.P.: Ty byłeś wówczas w Polsce, Szahid – w Pakistanie. Znałeś tylko jego imię, nazwisko i wioskę, w której mieszka. A więc jak?

Kuba: Długo zastanawiałem się, jak go znaleźć, aż w końcu wymyśliłem: wyślę mu list, najzwyklejszy w świecie list na papierze, w którym podam namiary do siebie. Któregoś dnia – minęły może 3 tygodnie – jadę rano do pracy na rowerze. Słyszę, że dzwoni telefon. Zamurowało mnie – w słuchawce usłyszałem głos Szahida, który jak gdyby nigdy nic beztrosko ze mną rozmawia. To była nasza pierwsza wyprawa, podczas której będąc jeszcze w Polsce, organizowaliśmy tragarzy w Pakistanie. Kiedy przylecieliśmy, wszystko było już przygotowane, w wiosce czekał na nas Szahid, który wyszedł nam na spotkanie. Głównie dzięki niemu tak sprawnie udało nam się wynająć tragarzy. Był też naszym przewodnikiem i tłumaczem.

E.P.: Nie chcieliście skorzystać z usług jednej z tamtejszych agencji? Nie byłoby łatwiej?

Kuba: Jasne, zawsze można wynająć profesjonalną agencję. Trzeba mieć jednak sporo pieniędzy: na prowizję, na załatwienie pozwoleń, dodatkowe opłaty dla oficera łącznikowego (kontaktuje się z tragarzami, trzeba mu płacić ekstra diety), który pracuje z ramienia agencji. Mogłoby wyjść tego naprawdę dużo.

Piotr:
Jest taka zależność: minimalnie korzystasz z usług agencji i zostaje ci do ogarnięcia koszmarnie rozbudowana logistyka. Płacisz dużo pieniędzy i niczym się nie przejmujesz: odbierają cię z lotniska, wsadzają do samochodu, potem kolejnego i tak aż do celu. My poświęciliśmy dużo czasu, żeby to logistycznie zaplanować, ale dzięki temu naprawdę sporo zaoszczędziliśmy. Skorzystaliśmy z usług pakistańskiej agencji przy załatwianiu spraw formalnych – tego nie dało się obejść. Żeby dostać pakistańskie wizy, potrzebowaliśmy zaproszenia. To pismo, w którym oni zaświadczają, że celem naszej wyprawy jest trekking. Agencja zobowiązuje się, że w jego trakcie będzie mieć z nami kontakt i za nas odpowiadać. Pracownicy agencji wysłali nam zaproszenie, zarezerwowali hotel, odebrali z lotniska. Dużo nam pomogli w Islamabadzie, a potem wysłali do Gilgit.

Pierwsze wejście do doliny Sath Marau
Pierwsze wejście do doliny Sath Marau. Fot. Piotr Picheta

Mikołaj: Faktycznie, dużo zależy od tego, ile zadań zleca się agencji. W Pakistanie spotkaliśmy znajomych, którym praktycznie całą wyprawę zorganizowała agencja i oni wydali o wiele więcej niż my. Moim zdaniem najlepszym sposobem, żeby zaoszczędzić, to korzystać z usług pośredników tylko wtedy, gdy jest to konieczne.

E.P.: Wyprawa zajęła Wam 6 tygodni. A jak długo się do niej przygotowywaliście?

Piotr:
15 lat, bo od tylu się wspinamy. A najlepszym treningiem, kondycyjnym, fizycznym, technicznym jest właśnie wspinanie. Każdy z nas robi to już od dawna i ma spore doświadczenie, więc pod tym kątem nie przygotowywaliśmy się szczególnie.

Maciek: Inną sprawą są przygotowania logistyczne. Akurat tak się złożyło, że rok przed wyprawą miałem operację kolana i przez miesiąc leżałem unieruchomiony w łóżku. Miałem więc dużo wolnego czasu, zacząłem czytać na temat grup górskich, zwłaszcza tych jeszcze w części dziewiczych jak Batura Muztagh. Na forum Klubu Wysokogórskiego Kraków rzuciłem wątek: co byście powiedzieli na wyjazd właśnie tam? Wątek stopniowo zaczął się rozwijać, minęło kilka miesięcy, zdecydowaliśmy się, że pojedziemy w region Yashkuk Sar. Nie dostaliśmy niestety dofinansowania, a sami nie byliśmy w stanie podołać wyprawie – Yashkuk Sar to drogi region. Dlatego wybraliśmy tańszą, ale równie ciekawą opcję. Okazało się, że dolina Sath Marau ma ogromny potencjał eksploracyjny. Można by tam jeździć bez przerwy – jeszcze tyle jest do odkrycia i zobaczenia.

Kuba: W cykl organizacyjny, kiedy regularnie coś robimy na rzecz wyprawy, kiedy spotykamy się często, żeby coś obgadać, wpadliśmy w momencie zakupu biletów lotniczych. Pomyślałem sobie wtedy: No tak, bilety są, klamka zapadła.

Piotr: To prawda. Jak już mieliśmy bilety, mocno przyspieszyliśmy. Zauważyłem to, kiedy wzrosły mi rachunki telefoniczne.

E.P.: Udało Wam się pozyskać sponsorów?

Piotr: Pieniądze od sponsorów zdobywa się bardzo ciężko. Mogę to poprzeć własnym doświadczeniem. Firmy bardzo niechętnie dają fundusze. O wiele łatwiej dostać sprzęt czy bardzo duże zniżki na jego zakup. Nasza wyprawa była współorganizowana przez Sekcję Klubu Wysokogórskiego AGH, mogliśmy więc zwrócić się z prośbą o patronat nad wyprawą do Rektora, a to z kolei umożliwiło nam znalezienie sponsorów i pokrycie kosztów związanych z wynajęciem agencji w Pakistanie. Wiadomo, że są wydatki, których nie da się zminimalizować: przejazdy, wizy, tragarze, jedzenie.

Kuba.: Ale na takim wyjeździe trzeba mieć też odpowiedni sprzęt. Korzystając z okazji chcemy tutaj podziękować m.in. dystrybutorom Petzl i Beal i firmie Kvapi Products – dystrybutorowi marki Tango a także sklepowi Polar Sport w Krakowie. Warto wspomnieć, że dzięki dystrybutorowi świetnych kamer GoPro HD Hero mogliśmy nakręcić sporo materiału filmowego, z którego właśnie powstaje nowy film. Polecamy też polskie rękawice wspinaczkowe Monkey's Grip, które świetnie się spisywały w czasie całej wyprawy no i oczywiście liofilizaty od firmy Lyo Expedition, które były doskonałą odskocznią od różnej maści zupek w proszku zaprawianych glutaminianem sodu, jakie zazwyczaj jadaliśmy w górach. Za pomoc w organizacji i pożyczenie części sprzętu dziękujemy też Fundacji im. Anny Pasek, i Tomkowi Pawłowskiemu (Pro-Bud) i Kasi Kowalskiej, bez której nie mielibyśmy ładnego logotypu wyprawy, banerów i profesjonalnie przygotowanej oferty współpracy.

Zwiastun filmu z wyprawy pt. "Sath Marau - Seven Killed"



E.P.: Mieliście z góry ustalony podział obowiązków przed wyprawą i w trakcie wyprawy?

Piotr: Tak, to jest konieczne. Np. Kuba był odpowiedzialny za kontaktowanie się i ustalanie szczegółów z agencją i Szahidem, Maciek załatwiał sprawy wizowe, Mikołaj zajmował się stroną internetową i ubezpieczeniami, ja – pozyskiwaniem sponsorów. Nie jest możliwe, żeby jedna czy dwie osoby wykonały całą robotę. Jest tego po prostu za dużo. Weźmy np. stronę internetową: jeśli nie zrobimy jej dobrze, to prawdopodobnie albo będzie nam ciężko pozyskać patronów medialnych albo w ogóle tego nie zrobimy. Jeśli nie będzie patronatu medialnego, to i sponsorzy mogą nie dopisać. Ale to zajmuje odpowiednio dużo czasu i trzeba się do tego dobrze przyłożyć.

E.P.: Może z roku na rok będzie Wam coraz łatwiej: więcej wypraw, większe doświadczenie i rozgłos. Może walka o sponsorów nie będzie tak ciężka…?

Piotr: To za każdym razem jest bardzo trudne i chyba tak już zostanie. Ciężko o sponsoring, jeśli się nie ma znanego nazwiska. Chyba że wystąpimy w jakimś serialu jako alpiniści, to może wtedy… Całkiem serio, w każdą wyprawę trzeba włożyć dużo pracy, a nad tą pracowaliśmy przez 6 miesięcy.

E.P.: Wszyscy jesteście członkami Klubu Wysokogórskiego Kraków. Co miało znaczenie, że akurat w takim składzie osobowym pojechaliście na wyprawę?

Ekipa wyprawy
 
Ekipa wyprawy
fot. Jakub Gałka

Kuba: Na pewno duże znaczenie miało nasze dotychczasowe doświadczenie wspinaczkowe i umiejętności każdego z nas. Warto sobie wcześniej odpowiedzieć na pytanie: czy mam na tyle umiejętności, żeby wspinanie było bezpieczne i dla mnie, i dla mojego partnera. I dopiero potem myśleć o wyprawie. Poza tym znamy się z Klubu i wiemy, że możemy na sobie polegać.

Maciek: Już wcześniej byliśmy razem na wyprawach: Kuba i Piotr w Kirgizji, ja z Piotrkiem w Gruzji, często jeździliśmy wspinać się w Tatry.

Mikołaj: Przyznaję, że chłopaków poznałem w trakcie przygotowań do wyprawy. Potem pojechaliśmy kilka razy w Tatry, żeby zobaczyć, czy w ogóle potrafimy się zgrać. Okazało się, że tak. Tym sposobem z etapu planowania przeskoczyliśmy do etapu działania. Do Pakistanu jechałem spokojny – byłem przekonany, że jeśli chodzi o partnerstwo, nie pojawią się większe problemy.

Piotr: Zaufanie jest bardzo ważne, bo przecież wiążemy się liną. Nie odpowiadam tylko za swoje życie. Muszę mieć stuprocentową pewność, że druga strona nie zawiedzie. I na odwrót. Mówi się czasem „dwójka samobójka”. Łatwo sobie wytłumaczyć ten zwrot.

Kuba: Umiejętności i doświadczenie to jedno. Natomiast drugie to, żebyśmy się zwyczajnie, po ludzku rozumieli. Przecież przez dobry miesiąc jesteśmy zdani tylko na swoje towarzystwo.

Piotr: Tak, 3 tygodnie w namiocie z tym samym kolegą mogą być stresogenne.

Kuba: Mimo wszystko nie zdarzały się nam poważne kłótnie, raczej utarczki. Staraliśmy się rozwiązywać je konstruktywnie i rzeczowo. Jeśli pojawia się konflikt, najważniejsze, żeby od razu go obgadać. Na całe szczęście dla nas, mamy do siebie szacunek – a to nie raz ułatwiało nam życie w górach.

[b]E.P.: Pierwsze wrażenia z Pakistanu?[/b]

Gilgit – sprzedawca czapek
 
Gilgit – sprzedawca czapek
fot. Piotr Picheta

[b]Piotr:[/b] Na początku byłem trochę zaniepokojony. A niepokój dopadał mnie zwłaszcza wtedy, gdy czułem na sobie wzrok dziesiątek par oczu. Dopiero potem sobie to wytłumaczyłem: inaczej wyglądamy, jesteśmy inaczej ubrani, więc to normalne, że przyglądają się nam. Niepokój szybko minął, bo Pakistańczycy okazali się ludźmi bardzo otwartymi i gościnnymi. Teraz widzę, że nasze obawy wynikały raczej z niewiedzy niż z realnego zagrożenia. Raz, przejeżdżając przez Kohistan, dostaliśmy eskortę policji. Kohistan jest uważany za niebezpieczny region. Zdarzają się napady na autobusy, kradzieże etc., ale to nie dzieje się na tle politycznym – to lokalna przestępczość. Jest też tak, że lokalsi także boją się przejeżdżać przez ten teren nocą i starają się raczej tego nie robić.

[b]Maciek:[/b] Mogę powiedzieć za całą ekipę: w Pakistanie czuliśmy się bezpiecznie.

[b]Mikołaj:[/b] Polacy swoją opinię o Pakistanie budują w oparciu o relacje z TV czy gazet. A w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, niż jak podają to media.
[b]
Piotr:[/b] Co więcej, Pakistańczycy, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać są źli, że jak na Zachodzie pokazuje się Pakistan, to zwykle w negatywnym świetle. Oni wiedzą, że na tę kiepską reputację Pakistanu pracują wyłącznie talibowie, z czego my nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Pakistańczycy chyba nawet bardziej nie lubią talibów niż świat zachodni.
[b]
E.P.: Macie już plany na kolejną wyprawę?[/b]

[b]Piotr:[/b] Nie planuję żadnej dużej wyprawy. Na razie mam dosyć przygotowań, sponsorów, patronatów i dziesiątków innych spraw. Nad ostatnią wyprawą będę pracował jeszcze co najmniej pół roku. Mamy zobowiązania wobec patronów i sponsorów, trzeba np. napisać kilka artykułów, stworzyć raporty sprzętowe, przygotować film, slajdowiska, wysłać serię podziękowań. Pojadę, ale bliżej i na krócej – może do Albanii, na pewno Tatry, być może Alpy. Na pewno gdzieś pojadę.

[b]Mikołaj:[/b] Planuję wyjazd, ale już o trochę innym charakterze. Na pewno na następnym wyjeździe większy nacisk położę na wspinanie. Prawda jest taka, że w trakcie tej wyprawy, choć trwała 6 tygodni, wspinania było mało. Jak dla mnie – za mało.

[b]Maciej:.
Zapraszamy również na oficjalną stronę naszej wyprawy: www.kw.krakow.pl/pakistan2011/

Partnerzy wyprawy

Panel sponsorski

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • Następna »

Komentarze (3)

  • Jakub (gość)

    Jakub (gość)

    02.04.12, 16:59

    Paweł, napisz do nas email (namiary na www.kw.krakow.pl/pakistan2011).

    Zgłoś

  • chmiel (gość)

    chmiel (gość)

    08.02.12, 14:33

    Polecam okolice Karimabadu - piękne widoki, cudowne miasto, dużo możliwości trekingowych. Ogólnie dolina Hunzy to jest to, czego szukasz. Pozdrawiam, Maciek

    Zgłoś

  • Paweł (gość)

    Paweł (gość)

    30.01.12, 16:06

    No chłopaki nieżle, gratuluję wyczynu. Mam do was pytanie. Chodzę po górach, ale się nie wspinam, ze sprzetem wspinaczkowym miałem do czynienia moze ze dwa razy w życiu. Przymierzam sie jednak do wyjazdu do Pakistanu, no i chciałbym pojechać w góry na jakiś lekki trekking bez koniecznosci używania sprzętu. Moglibyscie polecić jakieś miejsce w Pakistanie, które nadawałoby się na takie "rozrywki"? Będę wdzięczny za informacje.

    Zgłoś


Zamknij

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 2527

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 2640

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 7564

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4241

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5031

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 4545

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 4089

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 3427

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 2995

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 2868

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3005

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 2513

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 10365

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 15155

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3353

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 16671

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze