Dziś jest 07.07.2020

Imieniny obchodzą Estera, Metody, Kira, Antoni

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

Do Turcji? Tylko autostopem!

Autor: Ewa Pluta

Data publikacji: 08.08.2011 12:23

Liczba odwiedzin: 6314

Tagi: azja, turcja, stambuł, kapadocja, mardin, konya, relacje, autostop. ewa pluta

Jak wyjechać do Turcji na miesiąc, mając mocno ograniczony budżet? Trzeba mieć dobre sandały, przestronnym namiot, sporo dobrych chęci i szeroki uśmiech. Reszta jest improwizacją.

Autostop w Turcji działa wyśmienicie!
 
Autostop w Turcji działa wyśmienicie!
fot. Amelia Boroń

Do samej Turcji prowadzi kilka dróg. Pierwszą z nich, powietrzną, wykluczamy od razu, jako zbyt burżuazyjną, choć niewątpliwie bezpośredni lot z Warszawy do Stambułu brzmi kusząco. Następna, czyli przejazd międzynarodowym pociągiem Cracovia do Bukaresztu, stamtąd kolejnym już do Stambułu okazuje się być również poza zasięgiem naszych możliwości.

Ktoś słyszał o autobusie z Przemyśla do Turcji, gdzieś mówili o skomunikowanych połączeniach najpierw z Przemyśla do rumuńskiej Suczawy, potem kolejne połączenie do Stambułu. Wszystkie te informacje wydają się zbyt niepewne, dlatego postanawiamy zdać się na autostop, bo ów środek przemieszczania się nie może nas zawieść. Tak myślimy i od nieokrzesanej myśli przechodzimy do śmiałego czynu.

Zanim dotrzemy do Lwowa, zakupimy bilety na pociąg do Czerniowiec, umościmy sobie przytulne legowisko w klasie „plackartnyj”, otworzymy butelkę lokalnego trunku – piwa „Lwowskie” oraz objemy się kartoszkami, czeka nas kilkugodzinny postój na przejściu granicznym w Medyce. Trzeba przyznać, że pora jest dość niefortunna, bo dzień handlowy właśnie dobiega końca, więc przedsiębiorczy Polacy i Ukraińcy wracają do swoich domów, co często jest niezwykle emocjonującym spektaklem. Trochę zrezygnowane przyglądamy się walce klas, w której uciskani przemytnicy próbują bądź obłaskawiać, bądź zastraszać ciemiężycieli, czyli hardych pograniczników. Nie interesuje nas dziejowy konflikt, lecz szybka odprawa, dlatego mimiką twarzy i słownymi argumentami próbujemy wzbudzić litość straży, co ostatecznie się udaję i już po chwili wsiadamy do marszrutki jadącej do Lwowa.

Kolejny dzień wita nas na dworcu w Czerniowcach, gdzie z lubością obserwujemy lokalny folklor. Cinkciarze obwieszeni złotem kuszą najlepszym kursem waluty w mieście, taksówkarze chcą nas zawieźć dokądkolwiek nasza dusza zapragnie, a przedsiębiorcze babuszki sprzedają przepyszne, domowe wyroby. Choć w Czerniowcach jest wiele pokus kulinarnych i kulturowych, nie zważamy na to i czym prędzej odnajdujemy bus jadący do Suczawy. Tutaj już nie ma zmiłuj się – trzeba płacić w twardej walucie i to nie mało, bo 10 dolarów. Kiedy okazuje się, że kierowca zapewnia również objazd po okolicznych wioskach, gdyż dziesiątki kartonów papierosów nie mogą zalegać w busie, nie narzekamy już na wyzysk turysty przez busiarza, lecz sycimy wzrok ukraińskim krajobrazem.

W Suczawie pojawiają się pierwsze wątpliwości: co, jeśli utkniemy? Może autostop tutaj nie funkcjonuje? Rzut oka na rogatki miasta nie pozostawia żadnych wątpliwości – autostop „działa” i to w stopniu, który przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania. Przy drodze stoi około dwudziestoosobowa grupka osób energicznie machająca rękoma, raz po raz zatrzymuje się samochód, co nie znaczy, że tłum systematycznie się zmniejsza, bo natychmiast przychodzą następni. Mając coś, czego inni nie posiadają, czyli tabliczkę z nazwą kolejnego, dużego miasta – Bacau – zostawiamy w tyle naszych dzielnych konkurentów, dla których autostop jest normalną, codzienna formą przemieszczania się z pracy do domu.

Jeszcze trzy dni miną, zanim znajdziemy się w upragnionym Stambule. Czując się trochę jak bohaterki filmu drogi, koncentrujemy się tylko na niej, nigdzie nie zbaczając, choć pokus jest wiele: Bukareszt, Płowdiw, Wielkie Tyrnowo… Chwile słabości dopadają nas szczególnie intensywnie w bułgarskich miastach, bo w każdym z nich działają agencje, które oferują bezpośrednie autokary do Stambułu, więc ów komfort będący w zasięgu ręki trochę podłamuje nasze morale, jednak szybko się dyscyplinujemy i autostopem docieramy do celu. A już w samym mieście nie pozwalamy sobie przejść obojętnie obok żadnej z dostępnych przyjemności. Jeszcze pokryte pyłem z drogi udajemy się do tureckiej łaźni, hamamu, gdzie pośród a’ la osmańskiego blichtru i fajansowych płytek dajemy się szorować, ugniatać, przewracać i namaszczać olejkami za jedyne 20 lir.

Na Kryty Bazar idziemy zwiedzone liczbami: na 30 hektarach powierzchni działa 4000 sklepów, warsztatów, są też meczety, spektakularne fontanny, banki i kawiarnie. Do przybytku wchodzi się przez jedną z 18 bram, którą codziennie przekracza, bagatela, ponad pół miliona osób. Stajemy odrobinę bezradne wobec ogromu tej budowli, bezliku alejek i zaborczej postawy sprzedawców, z których każdy chce nam sprzedać coś wyjątkowego. Nasze pierwsze próby negocjowania ceny są zbyt nieśmiałe, żeby mogły zakończyć się sukcesem. Natomiast kiedy rozmowa zostaje okraszona dramatycznymi okrzykami oraz momentem kulminacyjnym, czyli spektakularnym wyjściem ze sklepu, zamiast ceny wyjściowej dostajemy cztery razy niższą, przy czym sprzedawca nie szczędzi pochwał Polakom, określając ich jako dobrych, ale trudnych klientów.

Kilkudniowy przystanek w Stambule miał też inny, ukryty cel: jeszcze w Polsce, w domowym zaciszu, przed ekranem komputera powstał plan spotkania z kolegą poznanym na jednym z podróżniczych forów, który również wyruszał do Turcji i wyraził szczerą chęć dołączenia do naszej skromnej, dwuosobowej grupki. Jak wyłowić z tłumu turystów tłoczących się pod Hagia Sophia osobę nigdy nie widzianą na oczy? To zdecydowanie było jedno z największych wyzwań tego wyjazdu, zakończone sukcesem dopiero po kilku godzinach panicznych poszukiwań.

Kapadocja, Goreme
 
Kapadocja, Goreme
fot. Amelia Boroń

W świeżo zasilonej grupie ruszamy dalej, w kierunku Kapadocji. Jednak znaleźć tę właściwą drogę wśród plątaniny stambulskich autostrad, nieco przerasta nasze zdolności logistyczne. Decydujemy się zatem na podmiejski pociąg do Gebze, bo jak wynika z mapy, tam możemy liczyć na „wylotówkę” w kierunku Goreme – niepisanego centrum Kapadocji. To już 40 minut mija, odkąd wsiedliśmy do pociągu, a tu nic, ten sam industrialny krajobraz za oknem, wydaje się, że stambulskie przedmieścia nigdy się nie skończą. Samo Gebze okazuje się być nie turecką oazą zieleni, jak zakładaliśmy, lecz fabrycznym molochem, gdzie jedynym miejscem na rozbicie namiotu jest pas zieleni oddzielający dwie nitki autostrady, wiec tam rozbijamy nasz prymitywny obóz.

Kolejne dni w trasie okazują się być pasmem nigdy nie kończącej się tureckiej gościny, co ma przełożenie na dystans, jaki pokonujemy w ciągu dnia: 200 kilometrów jest już sporym sukcesem. Skąd ta opieszałość? Przyczyny naszego nadzwyczaj wolnego tempa jazdy należy upatrywać w herbacie. Każdy z kierowców czuł się zobowiązany, by należycie nas ugościć, co jest zresztą rzeczą normalną jak Turcja długa i szeroka. Już po kwadransie tzw. rozmowy zapoznawczej (komunikacja odbywała się po polsku i turecku – skutki bywały różne), pojawiały się pierwsze zaproszenia na czaj. Potem krótko nic, kolejne dziesięć zaproszeń na herbatkę, kilka obiadów i podwieczorków, kawka, potem jeszcze deser. Wobec tej wszechogarniającej gościny staliśmy się zupełnie bezradni i dawaliśmy się prowadzić do tych wszystkich restauracji (lokanty) oraz herbaciarni (cayhany) pokornie i bez słowa sprzeciwu.

Kiedy w końcu udało nam się wyrwać z kręgu tureckiej gościny, dotarliśmy do Goreme i, co tu dużo mówić, stanęliśmy oniemiali, zapominając na dłuższą chwilę o zdjęciu, nielekkich wszak, plecaków – szok estetyczny był tak ogromny. Krajobraz Kapadocji do złudzenia przypomina wytrawne, futurystyczne wizje: setki stożków z kapeluszami na kształt grzybów, smukłych kominów o poszarpanych krawędziach, przedziwnych formacji skalnych, niewielkie kotliny, wijące się wąwozy, które wyglądają szczególnie „kosmicznie” o zachodzie słońca, kiedy są skąpane w różowo-żółtym świetle.

Wizytę w Kapadocji rozpoczynamy od oficjalnej części, czyli zwiedzania muzeum na wolnym powietrzu, w którym skupia się kilkanaście kościołów wykutych w skale i pamiętających pierwsze wieki chrześcijaństwa. Jeszcze kilka wieków temu groty były zamieszkiwane przez całe rodziny, dziś nieco je skomercjalizowano – powstają tam hotele dla bardziej zasobnych turystów, którzy chcą spędzić noc np. w stożku. Co ciekawe, wnętrza grot są urządzone komfortowo, na luksusach tam nie zbywa, goście mogą się cieszyć nawet światłem elektrycznym i kąpielą z bąbelkami.

„Swoją” jaskinię znajdujemy nieopodal miasteczka, po wnikliwych oględzinach okazuje się, że oto jesteśmy w kościele, na co wskazywałyby religijne freski na suficie i żłobienia w skale przypominające ołtarz. Trwa zażarta dyskusja, czy w takim miejscu wypada spać, jednakże szybko daje o sobie znać nasza ogólna niemoc fizyczna i kilkudniowe niedosypianie, więc czym prędzej padamy na karimaty i pod czujnym okiem Chrystusa, fresku pewnie z trzeciego bądź czwartego wieku naszej ery, zasypiamy beztrosko.

Wioska niedaleko Mardin i jej towarzyskie mieszkanki
 
Wioska niedaleko Mardin i jej towarzyskie mieszkanki
fot. Amelia Boroń

Pamiętając jednocześnie o pobudce już o szóstej rano, bo właśnie wtedy nad Kapadocją unoszą się dziesiątki różnokolorowych balonów, co uchodzi za jedną z największych atrakcji turystycznych regionu. Trudno się dziwić: zobaczyć Kapadocję z przyziemnej perspektywy już jest ekscytującym przeżyciem, a co dopiero z lotu ptaka… Zazdrośnie łypiemy okiem na balony leniwie snujące po niebie. Potem okaże się, że każde z nas, bezgłośnie, postanowiło wrócić tutaj jeszcze i w końcu zadośćuczynić swojemu kaprysowi.

W tym momencie kończy się planowy charakter wycieczki, a zaczyna etap improwizacji i stawiania pytań w rodzaju: Gdzie tutaj można jeszcze jechać? Docieramy do Konyi – miasta słynnego zakonu wirujących derwiszy. Żeby zerknąć na grób jego założyciela – Merlana, trzeba sporo się namęczyć, bo miejsce jest wręcz oblegane przez wiernych. Zresztą Konya to jedno z głównych miejsc pielgrzymkowych, co widać już po opuszczeniu dworca autobusowego: panoramę miasta całkowicie zdominowała turkusowa, ogromna kopuła zwieńczająca Muzeum Mewlewitów, bo tak w Turcji określa się derwiszy. Kopułę tę zobaczymy jeszcze setki razy na niezliczonej ilości pocztówek – władze miasta starają się uczynić z niej symbol wschodniej Anatolii, czemu trudno się dziwić. W pełnym słońcu prezentuje się niezwykle okazale.

Jest w nas nieśmiałe pragnienie, by zagłębić się bardziej na wschód Turcji w tereny zamieszkiwane w większości przez Kurdów. Na szczęście nie zastanawiamy się zbyt długo – parę godzin później szukamy najdogodniejszej drogi do Mardin. Oczywiście trasa zajmuje nam zwyczajowo trzy razy więcej czasu, bo ze szponów tureckiej gościnności nie jest tak łatwo się uwolnić. Poza tym wrześniowe upały zaczęły nam nieco dokuczać, więc dla ochłody i relaksu postanawiamy znaleźć jezioro. Zaufawszy mapie jedziemy nad toń w nadziei, że już wkrótce ogarnie nas rozkoszny chłód wody. Jedziemy już tak cały dzień, tłumacząc kierowcom, że trzeba nam jeziora, chcemy pływać, leżeć na piasku i kompletnie nic nie robić. Po czym wskazujemy ów wymarzony punkt na mapie, na co kierowcy reagują podobnie: przeczący ruch głową, oczy jakby szeroko otwarte ze zdumienia. Mimikę ich twarzy jesteśmy w stanie odczytać już wkrótce.

Nasze wymarzone jezioro… wyparowało! Zamiast niebieskiej tafli wody widzimy, ogromne wręcz, pole soli, a w miejscu tak upragnionych, zielonych pastwisk stoją dźwigi i urządzenie do jej wydobywania. My natomiast nie pływamy, lecz twardo stąpamy po solnej ziemi. Jak tłumaczą nam pracownicy fabryki, jezioro tutaj „bywa”, czyli gdy spadnie deszcz niecka napełnia się wodą, ale pech chciał, że od trzech miesięcy nie padało, temperatury były zawrotne, więc jezioro zniknęło i nic nie zapowiada, by miało się wkrótce pojawić. Jest za to sól, a nawet całe jej góry, więc bierzemy sobie po woreczku, na wieczną pamiątkę i niepocieszeni jedziemy dalej.

Wiele się zmienia po drodze do Mardin: krajobraz staje się półpustynny, jedziemy przez jałowe, przesuszone teraz pola, jedynym urozmaiceniem są wyrastające gdzieniegdzie, bezleśne grzbiety gór i na pół wyschnięte kraterowe jeziora. Trzeba też uważać, by nie popełnić kulturowej gafy i nie pomylić Kurda z Turkiem oraz na odwrót, bo tutaj to niezwykle drażliwy temat. Zresztą słowa, jakimi jedna strona określa drugą już wiele mówią o skonfliktowaniu obydwu grup. Żaden ze spotkanych Turków nie omieszka nas uprzedzić, że jedziemy do przedmurza terroryzmu, gdzie niebezpieczeństwo czai się już na rogatkach miasta, więc najlepiej, żebyśmy wracali nad spokojne Morze Śródziemne.

Samo Mardin jest przepięknym, choć trochę zaniedbanym miastem z mnóstwem herbaciarni, maleńkich targów, ogromnych meczetów – na dziedzińcu jednego z nich rozbijamy namiot za ogólnym przyzwoleniem i ku autentycznej radości dwudziestoosobowej grupy, która asystowała nam przy jego rozkładaniu.

Zbliża się koniec września, a naszych głowach błyska czerwona lampka. Może pora wracać? Liczby mówią wiele: do Stambułu pozostało 1000 kilometrów, ze Stambułu do polskiej granicy: około 2000. Zważywszy na tempo poruszania się po Turcji oraz ryzyko utknięcia w żelaznym uścisku tutejszej gościny, postanawiamy wracać. Jeszcze trzymają się nas żarty, więc piszemy na kartonie „Stambuł”. Kiedy zatrzymuje się ciężarówka przypominająca naszego poczciwego Jelcza, a kierowca daje nam znak ręką, abyśmy szybko wskakiwali, trochę nie dowierzamy. – Jak to? Prosto do Stambułu?! My w cuda nie wierzymy!

Kiedy ten sam kierowca każe nam się rozgościć w kabinie, ciągle nie dowierzamy. Podróżuje razem ze swoim kolegą, nas jest troje, bagaże prezentują się dość okazale…

Kolejne trzydzieści godzin spędzamy w tej nieco klaustrofobicznej kabinie, kurczowo łapiąc się plecaków, gdy pojazd wpada w ostry zakręt. Kierowca na pytanie, kiedy dojedziemy do Stambułu (czy w ogóle dojedziemy), odpowiada niezmiennie:
– Inshallach! Jak Allah pozwoli!

Pozwolił.

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • Następna »

Komentarze (1)

  • Uzman (gość)

    Uzman (gość)

    09.04.14, 14:27

    Ze wspomnień blondynki...

    Zgłoś


Zamknij

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyprawy pod patronatem Etraveler.pl

  • Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Równoleżnik Zero 2015 – Wrocławski Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza

    Autor: Źródło: materiały promocyjne

    Data publikacji: 25.03.2015 09:20

    Liczba odwiedzin: 3285

    Festiwal Podróżniczy im. Olgierda Budrewicza Równoleżnik Zero, który odbędzie się w dniach 9-11 kwietnia 2015 r. w Mediatece (Pl. Teatralny 5) i Bibliotece Turystycznej (ul.Szewska 78) to wydarzenie skierowane do osób pragnących poczuć klimat podróżowania oraz wspaniała okazja do spotkania z podróżnikami i autorami książek. Tegoroczna edycja będzie poświęcona krajom Ameryki Północnej i Środkowej. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Spotkanie z podróżnikiem: „Chcieć to móc” – Paweł Kilen w pięć lat po świecie

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 02.03.2015 10:11

    Liczba odwiedzin: 3287

    Pięcioletnia podróż Pawła Kilena w poszukiwaniu przygody i spełnienia marzeń. Z lekkim zarysem planu i z bardzo małym budżetem. Udowadnia wszystkim, a przede wszystkim sobie, że powiedzenie „Chcieć, to móc” nie jest fikcją. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • WyCHILEoutowana

    WyCHILEoutowana

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.09.2014 12:38

    Liczba odwiedzin: 8959

    „Nigdzie indziej na świecie nie ma tylu Niemców, którzy mówią po hiszpańsku i czczą bohatera narodowego o nazwisku O’Higgins”. Właśnie ta, zasłyszana wieki temu opinia na temat Chile pchnęła moje zainteresowania w kierunku owego chudego jak patyk kraju. Choć od tamtego czasu minęło już wiele lat, ciekawość pozostała, ale decyzja o wyjeździe zapadła dopiero niedawno. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka południowa, chile, patagonia

  • Czas na debiut – Strefa Darien

    Czas na debiut – Strefa Darien

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 25.09.2014 10:24

    Liczba odwiedzin: 4910

    Książka Michała Zielińskiego to osobisty zapis wrażeń z wyprawy do jednego z najmniej uczęszczanych rejonów świata – południowoamerykańskiej selvy, czyli dżungli. »

    Tagi: patronat medialny

  • Kurs na Indonezję

    Kurs na Indonezję

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 19.09.2014 09:47

    Liczba odwiedzin: 5770

    Karolina i Bartek, para młodych inżynierów z Krakowa i autorów bloga Kurs na Wschód, wkrótce rusza w kolejną podróż. Tym razem zamierzają odwiedzić Indonezję, przyjmując za cel nie tylko relaks pod palmami, ale także zebranie sporej ilości materiału reporterskiego, który ma czytelnikom ich bloga pokazać azjatycki kraj od podszewki. Karolina i Bartek obierają kurs na Indonezję! »

    Tagi: patronat medialny, azja, indonezja

  • 8000 km Across Canada

    8000 km Across Canada

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 01.08.2014 16:09

    Liczba odwiedzin: 5430

    Czy można pokonać pieszo dystans 8000 km w ciągu 8 miesięcy, samotnie, bez większego wsparcia z zewnątrz, mierząc się z różnorodnymi warunkami klimatycznymi oraz terenowymi? Można, trzeba mieć tylko jasno określony cel. A taki z pewnością przyświeca Jakubowi Mudzie, który wraz z początkiem stycznia 2015 roku wybiera się w pieszą wyprawę 8000 km Across Canada, od wybrzeża Pacyfiku aż po Atlantyk. »

    Tagi: patronat medialny, ameryka północna, kanada

  • 850 km, by znaleźć dom

    850 km, by znaleźć dom

    Autor: Anna Kaca

    Data publikacji: 16.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 5205

    W tegoroczne wakacje razem z moim czworonogiem pokonam pieszo 800 km, promując adopcje psów aktywnych. Od Karkonoszy po Bieszczady będę prezentować ludziom dwa bardzo aktywne psy, które od wielu lat nie potrafią znaleźć domu. Pokaże również, że wakacje można spędzać ze swoim czworonogiem w fajny dla obu stron sposób. »

    Tagi: patronat medialny

  • Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Archeolodzy (znowu) w podróży – czyli autostop w Skandynawii tropami wikingów

    Autor: Archeolodzy w podróży

    Data publikacji: 11.07.2014 12:45

    Liczba odwiedzin: 4061

    Minął ponad rok, odkąd grupa archeologów i jeden grafik zdecydowali się na podróż swojego życia, odwiesiła na jakiś czas pracę i studia i wyruszyła do Rosji. Teraz, projekt „Archeolodzy w Podróży” odżywa – w nieco zmienionym składzie (więcej info tutaj: http://archeolodzywpodrozy.blogspot.com/p/o-nas.html) ruszamy tym razem na północ! »

    Tagi: europa, norwegia, skandynawia, patronat medialny

  • Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Z uśmiechem na (Bliski) Wschód

    Autor: Tomasz Korgol

    Data publikacji: 01.07.2014 11:07

    Liczba odwiedzin: 3952

    Celem mojej najbliższej wyprawy jest Nepal. Trasa wiedzie z Wrocławia przez Węgry, Bułgarię, Rumunię, Turcję, Gruzję, Armenię, Irak (Kurdystan), Iran, Pakistan, Indie, Nepal. Łącznie 15 tysięcy kilometrów, samotnie, autostopem. Wyprawa jest częścią projektu pod nazwą ,,Z uśmiechem na (Bliski) Wschód”. »

    Tagi: patronat medialny, azja, indie, nepal

  • Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Podróżować to żyć – podsumowanie I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 30.05.2014 11:39

    Liczba odwiedzin: 3575

    W trakcie minionego I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej, któremu patronował między innymi portal Etraveler.pl, słuchacze mieli okazję nie tylko przenieść się w odległe i niezwykle różnorodne części świata, ale i dostali spory zastrzyk inspiracji, po którym na pewno niełatwo będzie wysiedzieć w domu. »

    Tagi: europa, polska, patronat medialny

  • Gobi Expedition 2014

    Gobi Expedition 2014

    Autor: Łukasz Kraka-Ćwikliński

    Data publikacji: 26.05.2014 16:34

    Liczba odwiedzin: 3715

    Wyprawa przez drugą co do wielkości pustynię na świecie zbliża się wielkimi krokami. Do jej rozpoczęcia zostały niespełna dwa miesiące, co sprawia, że jest to dobry moment, by przypomnieć zainteresowanym, na czym polega jej wyjątkowość. »

    Tagi: azja, mongolia, gobi, patronat medialny

  • Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Festiwal Podróżniczy u Przyrodników

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 26.05.2014 15:10

    Liczba odwiedzin: 3036

    Już w najbliższy piątek (30.05.) rusza w Lublinie Festiwal Podróżniczy u Przyrodników. W programie znalazły się slajdowiska z całego świata: Kolumbia, Antarktyda, Portugalia, Niemcy, Słowenia, Chorwacja) oraz z Polski (Opolszczyzna i Białowieski Park Narodowy). Ideą Festiwalu jest ukazanie piękna i bogactwa przyrody w skrajnie różnych rejonach świata. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • Bałkany Trip 2014

    Bałkany Trip 2014

    Autor: BusTrip into the Wild

    Data publikacji: 12.05.2014 09:20

    Liczba odwiedzin: 15129

    Jak opisać w kilku słowach projekt BusTrip Into The Wild? 26-letni volkswagen T3, siedmioro podróżników i 12 krajów, które chcemy odwiedzić w trzy tygodnie, jak najmniejszym kosztem. »

    Tagi: patronat medialny, europa

  • I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy Klubu Szalonego Podróżnika w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 28.04.2014 10:02

    Liczba odwiedzin: 23472

    Już 23 i 24 maja rusza w Środzie Wielkopolskiej pierwszy Festiwal Podróżniczy organizowany przez Klub Szalonego Podróżnika. Dwa dni festiwalowe będą składać się z prezentacji prelegentów o „Statuetkę Klubu Szalonego Podróżnika” za najlepszą prezentację podróżniczą, prezentacji filmów oraz relacji podróżniczych zaproszonych gości specjalnych. Poza tym na każdego z uczestników czekają liczne konkursy i atrakcje festiwalowe. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • 4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    4 Żywioły – podróż autostopem dookoła Islandii

    Autor: Joanna Maślankowska i Adam Wnuk

    Data publikacji: 15.04.2014 11:35

    Liczba odwiedzin: 3965

    1 miesiąc, 2 autostopowiczów i 4 żywioły do pokonania. Podczas miesięcznej wyprawy zasmakujemy dań gotowanych w rozgrzanej ziemi, wykąpiemy się w najwspanialszych wodospadach Europy, staniemy na skraju dwóch ogromnych płyt tektonicznych jednocześnie i (mam nadzieję) nie zostaniemy porwani razem z namiotem przez niezwykle silne wiatry. Wszystko to z dobytkiem na plecach i wyciągniętym w górę kciukiem. »

    Tagi: patronat medialny, europa, islandia

  • I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    I Festiwal Podróżniczy w Środzie Wielkopolskiej

    Autor: Etraveler.pl

    Data publikacji: 21.03.2014 14:44

    Liczba odwiedzin: 35866

    24 maja 2014 r. w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej w ramach Średzkich Sejmików Kultury 2014 odbędzie się I Festiwal Podróżniczy zorganizowany przez poznański Klub Szalonego Podróżnika. W ramach Festiwalu przewidziane są przede wszystkim prelekcje podróżnicze, slajdowiska, dyskusje i spotkania z podróżnikami. Prelegenci przedstawią swoje dotychczasowe podróże po różnych regionach świata i opowiedzą związane z nimi historie, przygody i wrażenia. »

    Tagi: spotkania i imprezy podróżnicze, patronat medialny

  • « Poprzednia
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • Następna »

Spotkania i imprezy podróżnicze