Dziś jest 20.05.2024

Imieniny obchodzą Bernardyn, Bronimir, Anastazy, Asteriusz

Portal podróżniczy etraveler.pl

gwarancja udanych wakacji
Accredited Agent

EuroTrip

Autor: Robert Stefaniuk

Data publikacji: 29.01.2014 22:09

Liczba odwiedzin: 38351

Tagi: student, podróż, wakacje, samochód, europa, podróż na medal

Jako nastolatkowie zafascynowaliśmy się filmem Eurotrip. Mając po 22 lata postanowiliśmy "przejechać" stary kontynent nieco rozszerzając trasę popularnego Scotta. Usiedliśmy w trzyosobowym zespole i z pomocą atlasu geograficznego wyznaczyliśmy kilkanaście miejsc, które planowaliśmy odwiedzić. Po wstępnej analizie zdecydowaliśmy się na 12 dniową eskapadę od Odry po Atlantyk...

Lista krajów: Polska-Niemcy-Holandia-Belgia-Francja-Hiszpania-Portugalia-Monako-Włochy

Czas trwania wyprawy: 12 dni

Przebieg trasy: Trasa
Jako nastolatkowie zafascynowaliśmy się filmem Eurotrip. Mając po 22 lata postanowiliśmy "przejechać" stary kontynent nieco rozszerzając trasę popularnego Scotta. Usiedliśmy w trzyosobowym zespole i z pomocą atlasu geograficznego wyznaczyliśmy kilkanaście miejsc, które planowaliśmy odwiedzić. Po wstępnej analizie zdecydowaliśmy się na 12 dniową eskapadę od Odry po Atlantyk...

Na wstępie należy przedstawić uczestników naszej wyprawy. Wszyscy mający po 22 lata, studenci szczecińskich uczelni, pasjonaci turystyki i mocne, charakterne osoby.

Para zakochanych (Robert z Olą) i Maciek. Wspólnie z Maćkiem jesteśmy studentami Turystyki i Rekreacji na Wydziale nauk o ziemi w Szczecinie więc z turystyką jesteśmy za Pan brat. Ola to doświadczony podróżnik, na co dzień studiujący Fizjoterapię na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym. Na pomysł zorganizowania wyprawy życia wpadliśmy z Maćkiem zaledwie miesiąc przed jej rozpoczęciem. Czasu było mało więc przygotowania ruszyły pełną parą. Wzięliśmy atlasy do rąk i zaczęliśmy zaznaczać miejsca interesujące każdego z nas. Od razu trzeba zaznaczyć, że każdy z nas na wycieczce chciał przeżyć co innego. Pogodziliśmy się z myślą, że czasem nie będzie starczyło czasu na odpoczynek lub na zwiedzenie wszystkich miejsc. Stanęło na dojechaniu do Portugalii gdzie odpoczęlibyśmy kilka dni. W drogę wybraliśmy się na początku września 2012 roku. Wyruszyliśmy ze Szczecina o rano, załadowani po brzegi walizkami i... benzyną. W bagażniku mieliśmy delikatną nadwyżkę dobrego i w miarę taniego diesla ;) Pierwszy cel-Amsterdam osiągnęliśmy po 8 godzinach i lekko po 15 byliśmy na miejscu. Po zwiedzaniu urokliwego miasta, spotkaliśmy się z Kamilem, naszym kolegą pracującym dorywczo W Holandii. Kamil oprowadził nas po "ciemniejszej stronie" Amsterdamu. Dzielnica czerwonych latarni, cofeeshopy i ogólna rozpusta na każdym robi wrażenie. My jednak mając w planie szybkie dotarcie do Portugalii nie mieliśmy zbyt wiele czasu. O 22 byliśmy w drodze do Paryża. Jeszcze szybkie tankowanie z kanistrów w Brukseli i pod Stade de France byliśmy po 5 rano. Szybki nocleg w samochodzie i od 10 zwiedzanie stolicy Francji. Jako, że każdy z nas wcześniej odwiedził Paryż skupiliśmy się głównie na podstawach. Weszliśmy po schodach na wieżę Eiffla, podjechaliśmy pod Notre dame i pomodliliśmy się na Sacre Coeur. Około 15 ruszyliśmy w dalszą podróż czyli marzenie każdego znawcy historii-Normandię. Miejsce, w którym lądowali Alianci zrobiło na nas piorunujące wrażenie. Szukając noclegu, po sporych komplikacjach położyliśmy się wreszcie spać... i to w hotelu ;) Ucieszeni możliwością kąpieli zasnęliśmy dumni z dotarcia w tak wciąż mało znane miejsce. Prawdziwy test dopiero się rozpoczynał. Wstaliśmy około 10 i po godzinie ruszyliśmy dalej. Cel ? Piwo w San Sebastian. Czekała nas prawie 10 godzinna podróż. Po drodze zatrzymaliśmy się na godzinne zwiedzanie Bordeaux. Krótka modlitwa w katedrze, szybka pizza i jedziemy dalej. Po dłużącej się drodze dotarliśmy do stolicy kraju Basków. Znaleźliśmy nocleg w hostelu i udaliśmy się wypić piwo na słynnej plaży la Concha. Zwiedziliśmy to piękne miasto w całości (nawet ze stadionem Realu). San Sebastian zrobiło na nas ogromne wrażenie dlatego rano postanowiliśmy zobaczyć je z góry ze szczytu góry Urgul. Lekka zmiana pogody trochę więc postanowiliśmy jechać do Bilbao. Interesuję się piłką nożną więc chęć zobaczenie stadionu Athletiku była ogromna. Podróż okazała się katastrofą. 3 godzinny korek spowodowany wypadkiem na autostradzie dał nam w kość. Szybki rzut na miasto i jedziemy do Porto. Porto wieczorem to jeden z piękniejszych widoków jakie widziałem w swoim życiu. Stolica wina to przede wszystkim niesamowity klimat. Nocleg w hotelu i rano zwiedzanie miasta. O 11 wystartowaliśmy do Fatimy. Piękne sanktuarium było moim celem od dawien dawna. Dwu godzinne zwiedzanie, czas na modlitwę i zakupy i jedziemy dalej. Na zwiedzanie Lizbony przeznaczyliśmy cały dzień. Okazało się jednak, że spędziliśmy w niej zaledwie 4 godziny. Przejechaliśmy dwukrotnie imponujący most na Tagu i skierowaliśmy się na południe do Faro gdzie mieliśmy wreszcie wypocząć. O pobycie w Algarve można napisać krótko - zasłużony wypoczynek. Znalezienie taniego aczkolwiek dobrego hotelu może i nie było łatwe ale sprawiło sporą frajdę. Zatrzymaliśmy się na 3 dni i w tym czasie zobaczyliśmy wszystkie, (łącznie z plażą w Carvoeiro) najpiękniejsze plaże w okolicy. Ostatniego dnia postanowiliśmy zobaczyć najdalej wysunięty punkt na zachodzie Europy (przylądek św. Wincentego). Wyszło super bo towarzyszył nam zachód słońca i delfiny pływające w okolicy. Po długiej nocy przyszedł czas na wycieczkę do owianej sławą Sewilli, gdzie czekała na nas olbrzymia katedra i nieczynna corrida. Wspaniała pogoda dodawała nam sił i pełni relaksu udaliśmy się do Grenady. Na zwiedzanie Alhambry nie starczyło czasu więc stanęło na zrobieniu kilku zdjęć w okolicy i dojechaniu na punkt widokowy. Po męczącym dniu Maciek stwierdził, że ma jeszcze siły na zawiezienie nas do miasta Gaudiego. Barcelona przywitała nas dobrą pogodą i spędziliśmy ciekawy wieczór w towarzystwie Kolumba na popularnych Ramblach. Jeszcze szybkie naleśniki z nutellą w magicznym porcie i czas na nocleg w hotelu. Plan zwiedzania Barcelony był prosty, najpierw Sagrada Familia a potem Camp Nou i ruszamy dalej. Każdy z nas wcześniej dość dogłębnie zwiedził stolicę Katalonii więc tym razem ograniczyliśmy czas do minimum. Plany się zmieniły… Zaczęliśmy od Camp Nou i tu okazało się, że akurat jesteśmy w dniu meczu i to ligi mistrzów. Kończyły się finanse ale po długich negocjacjach postanowiliśmy spędzić wieczór więcej w tym magicznym mieście. Mecz i cała jego otoczka był niesamowity. Barcelona wygrała 3:2 po dość emocjonującym meczu a do tego dwie bramki zdobył niesamowity Leo Messi-nasz ulubieniec. Emocje towarzyszyły nam do godzin nocnych ale trzeba było jechać dalej. Było dość późno, około północy a my zdecydowaliśmy się wyruszyć na lazurowe wybrzeże. Zmiana za kierownicą, średnio pomogła ale podjęliśmy ryzyko i na tzw. zapałkach w oczach skierowaliśmy się do Nicei. Budżet był już mocno naciągnięty (sam bilet na mecz to dodatkowe 60 Euro) także na nocleg w hotelu nie było szans. Spanie na parkingu stacji benzynowej-czemu nie ? To co zaoszczędziliśmy zdecydowaliśmy się wydać na Lazurze. Ja z Maćkiem byliśmy tam niemalże rok wcześniej, także dobrze poprowadziliśmy Olę. Kąpiel w Nicei, spacer promenadą Anglików i zwiedzania okolicznych luksusów na długo zapadną w pamięci każdego z nas. Szybka decyzja i jedziemy do Monaco. Przepych towarzyszący temu miejscu zna każdy. Maciek uwielbia formułę 1 i jazdą samochodem po ulicznym torze sprawiła mu nie lada frajdę. Zamek Grimaldich i gra w kasynie Monte Carlo to podstawowe punkty wycieczki. Decyzja o spaniu nie była łatwa. Wszędzie drogo i zajęte dlatego stwierdziliśmy, że jedziemy dalej. Wyspaliśmy się dopiero w Mediolanie. Po spaniu w samochodzie trzeba dojść do siebie więc za pierwszy cel wybraliśmy zjedzenie włoskiej pizzy. Potem nieziemska katedra, stadion San Siro, butiki i czas na zdjęcia. Oczywiście nie mogło zabraknąć wizyty an słynnym torze Monza. Nawet udało nam się kawałem po nim przejechać. Mediolan był ostatnim ciekawym miejscem jakie chcieliśmy zwiedzić dlatego powoli towarzyszył nam smutek związany z końcem wyjazdu. O dalszych losach nie będę za wiele pisał bo nic specjalnego się nie działo. Nocowaliśmy dwa dni pod Augsburgiem u rodziny Oli. Zwiedzaliśmy okolicę i po 12 dniach wróciliśmy do domu cało i zdrowo. Podsumowując… Przejechaliśmy 9400 kilometrów. Wydałem około 3200 zł. W cenie zmieściły się zarówno koszty podróży (winiety, bramki na autostradach, paliwo+ubezpieczenie) jak i koszty przeznaczone na spanie i jedzenie. Najtańszy nocleg to ten w Alicante (10 Euro od osoby za bardzo przyzwoity hotel Ibis), najdrożej kosztował nocleg w Faro (26 Euro). Koszty jedzenia były uzależnione od apatytu ale dzięki dużemu bagażnikowi wzięliśmy sporo rzeczy z Polski. Wiele osób wątpiło w to, że przejedziemy całą trasę bez złych przygód my nie chcieliśmy o tym słyszeć i spędziliśmy najpiękniejsze chwile naszego życia. Dzięki tej podróży lepiej poznałem moją (mam nadzieję) przyszłą żonę, której oświadczyłem się rok po naszym znakomitym wypadzie  Nie bójcie się podejmować ryzyka i jeśli macie chęci zróbcie wszystko żeby miło spędzić czas !

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszy!

Twój komentarz

Infolinia(22) 487 55 85

Pn.-Pt. 8-19;So-Nd. 9-19

Wyszukiwarka lotów

Osoby podróżujące

Osoby podróżujące